Strony zawierały fałszywe dane. W mediach społecznościowych rozpowszechniano treści sugerujące, że Unia Europejska traci dziesiątki milionów euro dziennie z powodu sankcji na Rosję. Kluczowym elementem kampanii dezinformacyjnej była strona internetowa EULosses, która prezentowała niezweryfikowane i błędnie zestawione dane jako „rzeczywiste koszty sankcji”. Globalna kampania dezinformacyjna, powiązana z narracjami prokremlowskimi, rozpowszechniała w mediach społecznościowych twierdzenia, jakoby Unia Europejska codziennie traciła od kilkudziesięciu do ponad stu milionów euro przez sankcje nałożone na Rosję.Jej kluczowym elementem była strona internetowa EULosses, która przedstawiała się jako projekt „europejskich ekspertów”. Co więcej, strona działała jako „licznik strat UE”, który w czasie rzeczywistym pokazywał wysokie kwoty rzekomych kosztów sankcji.W praktyce łączyła różne zjawiska gospodarcze – takie jak inflacja, zmiany cen energii, koszty importu czy spowolnienie gospodarcze – i przedstawiała je jako bezpośredni efekt sankcji wobec Rosji. Duża aktywność rosyjskojęzycznych kanałów Z kolei treści promujące stronę EULosses były rozpowszechniane w skoordynowany sposób – często metodą „kopiuj i wklej”. Szczególnie dużą aktywność było widać w rosyjskojęzycznych kanałach, co wskazuje, że kampania była ukierunkowana na określone grupy odbiorców. W Estonii przekaz trafił przede wszystkim za pośrednictwem mediów i obejmował:• masowe udostępnianie linków strony internetowej EULosses na Telegramie i na portalach społecznościowych;• powielanie identycznych wpisów w różnych językach przez dziesiątki kont i stron internetowych;• promowanie narracji o „katastrofalnych stratach UE” bez podawania źródeł bądź z błędnymi danymi; • wykorzystywanie rosyjskojęzycznych grup w Estonii do lokalnego wzmacniania przekazu. Przekaz ten był rozpowszechniamy również, m.in. na grupach na Facebooku oraz przez konta znane z publikowania podobnych treści.Narrację podchwycili także niektórzy politycy tacy jak Aleksandr Czaplygin poseł Estońskiego Parlamentu czy były estoński żołnierz Andrei Vesterinen, którzy wzmacniali przekaz o rzekomych negatywnych skutkach sankcji dla europejskiej gospodarki.Co więcej, w kampanii wykorzystano uproszczenia i manipulacje, które podważały zaufanie do polityki UE. CZYTAJ TEŻ: UE traci rozpęd w handlu. Jeden kierunek ciągnie wyniki w dółW rezultacie tego typu kampanie mogą wpływać na wzrost napięć społecznych w Estonii, zwłaszcza między różnymi grupami językowymi, oraz osłabiać zaufanie do polityki zagranicznej państwa i Unii Europejskiej.Miało to szczególne znaczenie w okresie poprzedzającym wybory regionalne, gdyż takie narracje mogły oddziaływać na nastroje społeczne i postawy części wyborców.CZYTAJ TAKŻE: Ubogie moskiewskie pobiedobiesie. Bez czołgów na wojskowej paradzie przed Kremlem