Tomasz Siemoniak w „Gościu poranka”. Rozmawiałem z Andrzejem Poczobutem. Znałem go z przekazów medialnych – widziałem, że to człowiek solidnej postury, wesoły, pełen energii. Wczoraj uścisnąłem jednak kogoś, kto po pięciu latach był wygłodniały, wynędzniały i osłabiony. To również powinno być przedmiotem oceny prokuratury i polskich władz pod kątem tego, w jaki sposób był tam traktowany – powiedział w „Gościu poranka” w TVP Info minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. Andrzej Poczobut, dziennikarz i działacz polskiej mniejszości na Białorusi, został uwolniony z białoruskiego więzienia po pięciu latach i wrócił do Polski. Do jego zwolnienia doszło 28 kwietnia w ramach wymiany więźniów między Polską a Białorusią, w którą zaangażowane były także inne państwa. Uwolnienie było efektem wielomiesięcznych działań dyplomatycznych oraz współpracy polskich władz i partnerów międzynarodowych.Mariusz Piekarski, prowadzący „Gościa poranka”, zapytał koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka, kiedy miał pewność, że dojdzie do uwolnienia Andrzeja Poczobuta.– Ta wymiana była bardzo prawdopodobna, dlatego że było w nią zaangażowanych więcej państw niż Polska i Białoruś. Natomiast nigdy w takich sytuacjach nie ma pewności, że coś się nie wydarzy, że nie zadzwoni prezydent Białorusi i powie: „Nie robimy tego, bo coś”. Tak było poprzednim razem, kiedy byliśmy bardzo blisko wymiany – powiedział Siemoniak. „Emocje były ogromne”– Ustalenia trwały kilka tygodni. Należało to po obu stronach dobrze przygotować. W tej wymianie brali udział także obywatele innych państw, trzeba było ich dostarczyć na granicę. Wszystko zostało drobiazgowo ustalone przez nasze służby – dodał.– Przed godziną 13.00, kiedy to miało się rozpocząć, patrzyliśmy z premierem na ekran pokazujący, gdzie mają się pojawić Białorusini z Andrzejem Poczobutem, i nie mieliśmy pewności. Emocje były w tym momencie ogromne. Druga strona wczoraj dotrzymała słowa, ale wcześniej zdarzało się, że go nie dotrzymywała – relacjonował.Dodał, że polskie władze „bardzo intensywnie zajmowały się sprawą Andrzeja Poczobuta od dwóch lat”.– Były różne sytuacje – obietnice, zobowiązania, rozmowy. Dużą rolę odegrało MSZ, ale też sam premier, który rozmawiał z przywódcami innych państw, by doprowadzić do tej wymiany. To był wysiłek wielu ludzi. Wczoraj nastąpił finał, ale do końca nie był pewny, bo zależał od decyzji drugiej strony – powiedział Siemoniak.– Warunkiem polskiej strony było to, że Andrzej Poczobut musi zostać wydany jako pierwszy. To był nasz warunek przyjęty przez drugą stronę. Było dla nas oczywiste: nie ma Poczobuta – nie ma wymiany – podkreślił. „Będę mógł wrócić?”Premier relacjonował swoją rozmowę z Poczobutem i przyznał, że był bardzo poruszony jego pierwszymi słowami. – Kiedy go uściskałem, zapytał wprost: „Powiedz, będę mógł wrócić na Białoruś, jeśli będę chciał?” – mówił.Tomasz Siemoniak został zapytany o te słowa oraz o to, czy można uznać je za rozsądne.– To oczywiste, że Andrzej Poczobut tak mówił. Jest wielkim polskim, ale też białoruskim bohaterem walki o demokrację i prawa mniejszości. Nie chce być banitą. Dlatego spędził pięć lat w więzieniu – jego marzeniem jest wolna Białoruś. To było dla mnie naturalne, że przekraczając granicę Polski, tak powie. Wielu zastanawiało się, czy w ogóle chce wyjeżdżać z Białorusi. To była sprawa niezwykle delikatna, zależna od jego decyzji – powiedział.– Zdarzały się już takie wymiany, gdy uwalniana osoba wracała do kraju, w którym była więziona. To doświadczenie znane jeszcze z czasów PRL – przypomniał.– Dla mnie było oczywiste, że Andrzej Poczobut chce jasno powiedzieć: „Moją sprawą jest Białoruś i prawa na Białorusi”, że nie jest banitą wygnanym ze swojego kraju, jak dziesiątki innych białoruskich opozycjonistów – dodał.„Wygłodniały i osłabiony”Siemoniak podkreślił, że Andrzej Poczobut otrzymał w Polsce najlepszą opiekę. – Wczoraj wieczorem spotkał się z rodziną, musi przejść badania. Jest wolnym człowiekiem i sam podejmie decyzje. Zrobimy wszystko, by miał tu jak najlepsze warunki – zaznaczył.– Czy powrót na Białoruś byłby nierozsądny? W takim razie nierozsądne byłoby też prowadzenie działalności opozycyjnej przeciw dyktaturom. Mieliśmy Lecha Wałęsę i wielu innych bohaterów, którzy nie bali się więzienia. Nie oceniałbym tego w takich kategoriach. Skuteczna walka jest możliwa także z Polski, ale zostawmy tę decyzję Andrzejowi Poczobutowi – podkreślił.– Otrzymałem setki wiadomości z gratulacjami i podziękowaniami dla służb oraz wszystkich, którzy przyczynili się do jego uwolnienia. To ważny moment w relacjach polsko-białoruskich. Od drugiej strony, także od Alaksandra Łukaszenki, zależy, jakie będą dalsze kroki – powiedział. – Rozmawiałem z Andrzejem Poczobutem, uścisnęliśmy się. Znałem go z przekazów medialnych – widziałem, że to człowiek solidnej postury, wesoły, pełen energii. Wczoraj uścisnąłem jednak kogoś, kto po pięciu latach był wygłodniały, wynędzniały i osłabiony. Nie miał takich warunków, jakie powinien mieć więzień. Nawet jeśli ktoś jest pozbawiony wolności, obowiązują określone standardy opieki medycznej, wyżywienia i traktowania. To również powinno być przedmiotem oceny prokuratury i polskich władz pod kątem tego, w jaki sposób był tam traktowany – powiedział Siemoniak. Czytaj też: „Moglibyśmy się od Andrzeja uczyć, co to znaczy być facetem”