Czy pomysły okażą się skuteczne? 15-latkowie bez Facebooka, Instagrama i Snapchata? Nad takim zakazem pracuje polski Sejm. Jednak im bliżej publikacji projektu, tym więcej pojawia się pytań o jego skuteczność. Wiele państw na świecie rozważa ograniczenie lub całkowity zakaz korzystania z mediów społecznościowych dla dzieci i nastolatków. Pionierem jest Australia, która pod koniec 2025 roku wprowadziła całkowity zakaz zakładania i posiadania kont na platformach społecznościowych dla osób poniżej 16. roku życia.Restrykcjami zostali objęci najwięksi giganci m.in. Facebook, YouTube czy Instagram. Nad podobnymi rozwiązaniami pracuje także wiele innych państw europejskich, m.in. Norwegia, Grecja, Słowenia, Wielka Brytania czy Austria. Sejm zakaże mediów społecznościowych dla dzieci? Podobny projekt złożono także w polskim parlamencie. W myśl ustawy proponowanej przez polityków KO, od przyszłego roku dzieci poniżej 15. roku życia zostaną objęte zakazem korzystania z mediów społecznościowych. Czytaj więcej: Algorytmy kontra dzieci. Czy Europa powie „stop” social mediom?„Nieograniczony dostęp dzieci do mediów społecznościowych i smartfonów niesie poważne konsekwencje: hejt, przemoc w sieci, uzależnienia cyfrowe i kontakt z treściami nieodpowiednimi do wieku. To realnie szkodzi zdrowiu psychicznemu, poczuciu własnej wartości i rozwojowi najmłodszych” – tłumaczyła ministra edukacji Barbara Nowacka. Pomysłodawcy chcą, aby dostęp do mediów społecznościowych usług zależał od potwierdzenia wieku. Jednym z rozwiązań wskazanych w projekcie ma być europejski portfel tożsamości cyfrowej, który – według zapowiedzi Ministerstwa Cyfryzacji – zostanie zintegrowany z mObywatelem pod koniec roku. Innym rozwiązaniem mogą być metody weryfikacji wieku opracowane przez same platformy. Projekt nie wymienia serwisów z nazwy – korzysta z definicji zawartych w Akcie o usługach cyfrowych (DSA). Cały proces ma nadzorować Koordynator Usług Cyfrowych. O opinię na temat projektu i tego, jak powinien zostać napisany, zapytaliśmy Katarzynę Szymielewicz prezeskę Fundacji Panoptykon, która zajmuje się ochroną prawa użytkowników do prywatności w przestrzeni internetowej. –Zobacz również: Dzieci poza mediami społecznościowymi. Nowe plany rządu Słowenii Trzeba będzie zadbać o kilka spraw: zaufanie społeczne do zastosowanej metody, jej bezpieczeństwo (z punktu widzenia ochrony prywatności), jej „szczelność” (żeby koszt obchodzenia prawa był odpowiednio wysoki), szeroko zakrojoną kampanię edukacyjną (żeby przeciwdziałać dezinformacji i przygotować rodziny na nachodzącą zmianę) oraz oczywiście surowe i egzekwowalne kary dla firm, które nie dostosują się do nowych reguł gry. Bez tego ostatniego żaden przepis nie zadziała – podkreśla Szymielewicz w rozmowie z portalem TVP.Info. Jesteśmy bezradni, chcemy zakazu Według sondażu IBRiS dla Radia Zet z lutego wprowadzenie takiego zakazu popiera większość badanych. Opcję „zdecydowanie tak” wybrało 45,7 proc. respondentów, a 31,3 proc. ankietowanych odpowiedziało „raczej tak”. Skąd tak wysokie poparcie dla zakazu? Badanie pokazuje dwie rzeczy: rosnącą świadomość na temat zagrożenia, które niosą media społecznościowe, a z drugiej strony bezradność rodziców, którzy nie są w stanie kontrolować treści przyswajanych przez własne dzieci. Treści, które często są skrajnie niebezpieczne dla najmłodszych użytkowników: od patostreamów, przez radykalne politycznie przekazy, sceny krwawej przemocy, aż po treści pornograficzne.Zdaniem prezeski Fundacji Panoptykon, „rodzice przyznają się do bezradności”. – W badaniu przeprowadzonym przez More in Common aż 87 proc. zadeklarowało, że oczekuje wsparcia ze strony instytucji publicznych. I wcale im się nie dziwię! Nawet ci świadomi i zdeterminowani, żeby chronić dzieci przed toksycznym wpływem platform (anty)społecznościowych, mają poczucie walki z wiatrakami – podkreśla Szymielewicz. Jak wskazuje prawniczka, rodzice, „nawet, jeśli zadbają o bezpieczne ustawienia na telefonie dziecka i higienę cyfrową w swoim domu, to tracą tę kontrolę w momencie, kiedy młody człowiek przekracza próg domu”. Zobacz także: Media społecznościowe nie dla dzieci. To może być pierwszy zakaz w Europie– Wystarczy, że jedna rodzina w klasie kupi swojemu 7-latkowi smartfon z dostępem do TikToka czy YouTube’a bez ograniczeń i już na szkolnym podwórku albo na murku pod szkołą pojawiają się filmiki z krwawymi wypadkami, pornografią i hitami w rodzaju „Pij Wojanka” – wskazuje prezeska Panoptykonu. Czy zakaz rozwiąże problem? Zakaz wydaje się najprostszym sposobem rozwiązania problemu, jednak może się okazać nieskuteczny. Zawsze przecież istnieje ryzyko, że dzieci ominą blokadę lub przeniosą się na niszowe fora, gdzie kontrola nad treściami jest jeszcze mniejsza. Za przykład może posłużyć Australia, gdzie pod koniec 2025 roku wprowadzono całkowity zakaz mediów społecznościowych dla osób poniżej 16. roku życia. Z danych U.K.'s Molly Rose Foundation zajmującej się zdrowiem psychicznym młodych ludzi wynika, że efekty zakazu są dość mizerne. „61 proc. nastolatków w wieku 12–15 lat, którzy wcześniej posiadali konta na platformach objętych ograniczeniami, nadal ma dostęp do co najmniej jednego aktywnego konta” – napisano w raporcie. Organizacja dodaje, że „70 proc. dzieci nadal korzystających z zablokowanych stron twierdzi, że obejście zakazu było »łatwe«”. Jednak przede wszystkim wprowadzenie zakazu nie rozwiązuje sedna problemu, tzn. architektury samych aplikacji, które zbudowane są tak, by uzależniać swoich użytkowników. Jak wskazuje Szymielewicz, obecne media społecznościowe przypominają bardziej „media antyspołecznościowe”. – Gdyby ich celem rzeczywiście było dostarczanie nam wiedzy o świecie i budowanie społeczności, być może byłoby tam miejsce również dla 13-latków. Ale tak nie jest. Od dawna te przestrzenie są projektowane i zarządzane w sposób niebezpieczny dla dzieci, tak by maksymalizować zysk reklamodawców i akcjonariuszy. I to jest sedno problemu, który musimy dziś rozwiązać – zaznacza prezeska Panoptykonu. Zobacz też: Zakaz social mediów dla najmłodszych? Sondaż nie pozostawia wątpliwości