Chcą zaskoczyć świat. Futbol w Republice Zielonego Przylądka przez lata była historią marzeń większych niż realne możliwości. Niewielki archipelag położony na Oceanie Atlantyckim, zamieszkany przez nieco ponad pół miliona osób, pozostawał niemal niezauważony na piłkarskiej mapie. Brak rozbudowanej infrastruktury, ograniczone środki finansowe i niewielka baza zawodników sprawiały, że trudno było wyobrazić sobie reprezentację tego kraju na największych stadionach świata. A jednak. Kabowerdyjczycy nadal świętują historyczny wyczyn. I nie zamierzają osiadać na laurach. W 2025 roku wydarzyło się coś, co całkowicie zmieniło historię sportu na Wyspach Zielonego Przylądka. Reprezentacja narodowa, znana jako Niebieskie Rekiny, wywalczyła awans na mistrzostwa świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Decydujące zwycięstwo nad Eswatini (3:0) przypieczętowało pierwsze miejsce w grupie i zapewniło niespodziewaną kwalifikację. To moment, który zmienił postrzeganie tego niewielkiego kraju.– Nie da się pojąć, jak wiele ta sytuacja znaczy dla tubylców, jeśli nie jest się z nimi w trakcie meczów. Świętowanie po awansie trwało kilka tygodni i nadal trwa. Piłkarze stali się bohaterami. Trudno się dziwić. Pokazaliśmy, że niemożliwe nie istnieje. Tym bardziej że większość piłkarskiego świata nawet nie do końca wie, gdzie znajdują się nasze wyspy. Chcemy wykorzystać tę okazję, by promować naszą kulturę i kraj. Jako kibice pokażemy, jak należy bawić się sportowym świętem – mówi mieszkaniec Praii i przewodnik, Jamir Dostlar Moreno Barbosa w rozmowie z TVP.Info.Zaskoczyli świat i zagrają na mundialuSporting Lizbona, Benfica Lizbona, Paris Saint-Germain. Nazwy tych klubów robią wrażenie na papierze. Jednak Kabowerdyjczycy najczęściej są w nich drugim albo trzecim wyborem trenerów. Nie zmienia to jednak faktu, że z roku na rok sytuacja ulega zmianie na plus. Coraz więcej młodych osób wyjeżdża do Europy, by zasięgnąć porad piłkarskich specjalistów. – Niestety, na naszych wyspach brakuje infrastruktury. Nie mamy pieniędzy na sportowy rozwój. Są rozgrywki ligowe, ale poziom mógłby być wyższy. Rządzący skupiają się głównie na polepszaniu bytu obywateli na co dzień. Nadal są momenty w trakcie dnia, gdy brakuje bieżącej wody albo prądu. Dlatego nie ma co myśleć o budowaniu kolejnych sportowych kompleksów. Szkoda. Marnujemy talenty. Talenty na skalę świata. Nasza młodzież jest zdolna. Słyniemy z wytrzymałości i szybkości. W piłce trzeba natomiast popracować nad techniką i taktyką. Nie jesteśmy idealni, ale robimy wiele, żeby napsuć krwi najlepszym reprezentacjom – kontynuuje mieszkaniec wyspy Santiago.Droga do awansu na mundial nie była ani krótka, ani łatwa. Trwała przez lata. Jeszcze na początku XXI wieku reprezentacja „raczkowała”, powolnie wchodząc na piłkarskie salony. Przełomowym momentem był awans do Pucharu Narodów Afryki w 2013 roku, który pozwolił drużynie zaistnieć na afrykańskim kontynencie. Niebieskie Rekiny pokazały charakter, docierając do ćwierćfinału i udowadniając, że potrafią rywalizować z najlepszymi. Kolejne lata przyniosły rozwój organizacyjny, coraz lepsze szkolenie oraz rosnącą liczbę zawodników występujących w ligach europejskich. Efekty widać po upływie lat.Czytaj też: Ogromny karambol zatrzymał wyścig. Uszkodzonych ponad 20 autNie lubią Donalda TrumpaGdy tylko zbliżają się mecze reprezentacji, ulice Praii zmieniają się nie od poznania. Tańce, śpiewy i okrzyki są widoczne i słyszalne na każdym kroku. Futbol to dla nich coś więcej niż sport. Kabowerdyjczycy mają jasny komunikat do kibiców z innych części globu: „Skupcie się i teraz patrzcie na nas. Mamy wam coś do pokazania”.Za Oceanem Atlantyckim zmierzą się z faworytami do końcowego sukcesu. Mowa o Hiszpanii, która powoli zaczyna włączać tryb „walec”. Dodatkowo do grupy H dolosowano im kadry Urugwaju i Arabii Saudyjskiej. Z jednej strony, będzie to okazja dla większości piłkarzy z Wysp, by z bliska podziwiać idoli z boiska. Z drugiej, podkreślają, że nie odstawią nogi i postarają się powalczyć o awans.– Uwierzcie na słowo, że my się nie boimy ani Leo Messiego, ani Lamine'a Yamala. Jedyna osoba, która może nam pokrzyżować plany to... Donald Trump. Prezydent USA robi wiele, żeby nasi rodacy nie dotarli na tę imprezę. W tym momencie trzeba dysponować setkami, jak nie tysiącami dolarów, by myśleć o wyrobieniu wizy i wejściu do samolotu. A przecież nie mamy gwarancji, że to wszystko się uda i otrzymamy potrzebne dokumenty. To smutna rzeczywistość. Bardzo smutna. Nie chcemy, żeby taka impreza przeszła nam koło nosa. Nie chcemy też jednak zapożyczać się i próbować za wszelką cenę dostać się na drugi kontynent. Rządzący w USA powinni popatrzeć bardziej przychylnie na kibiców. Inaczej impreza może stracić wiele w oczach fanów z innych krajów. Także powtórzę to jeszcze raz: My się boimy tylko Trumpa i cen za wizy do USA. Messi czy Hiszpania nas nie przerażają – przekazuje Jamir. Kabowerdyjczycy bawią się futbolem. Selekcjoner Bubista stawia na sprawdzone rozwiązania i nie kombinuje na siłę. Jego zespół funkcjonuje głównie w ustawieniu 4-2-3-1. Chce zapanować nad chaosem. Co w ostatnich miesiącach mu wychodziło. Fundamentem tej drużyny jest solidna defensywa i dobra organizacja bez piłki, a akcje ofensywne najczęściej rodzą się po szybkich przejściach do ataku.– Daleko nam taktycznie do najlepszych kadr, ale chcemy pokazywać radość na murawie. Piłka to coś więcej niż gole i asysty. Chodzi o to, by ludzie mieli uśmiech na twarzy przez całe mistrzostwa. W ciągłym pędzie najważniejsze jest dobre samopoczucie i spokój. Na Wyspach wszystko robi się bez stresu. Dobrze byłoby, żeby inne kraje też wrzuciły na luz – dodaje rozmówca TVP.Info.Gra na mundialu dla tego małego państwa będzie czymś więcej niż tylko walką o puchar. To walka o rozwój infrastruktury i okazja na bycie zauważonym na mapie świata. A w sprawę angażują się też politycy. Prezydent Jose Maria Neves określił ten sukces mianem „nowej niepodległości”. W kraju, który pół wieku temu świętował odzyskanie suwerenności właśnie na stadionie, piłka zajmuje szczególne miejsce.– Dobrze byłoby zacząć od futbolu, ale są przecież też inne sporty. Mamy zdolnych lekkoatletów. Mamy atletycznie przygotowanych koszykarzy. W tej historii jest też polski wątek. Przecież Ivan Almeida grał w Polsce (w Anwilu Włocławek – przyp. red.) i robił to dobrze. Czekamy na mistrzostwa z ekscytacją i wierzymy, że świat zapamięta nasz występ. Liczę, że postraszymy faworytów – kończy z uśmiechem na twarzy Jamir Dostlar Moreno Barbosa.Mistrzostwa świata w USA, Kanadzie i Meksyku potrwają od 11 czerwca do 19 lipca. Transmisja meczów w Telewizji Polskiej.Czytaj też: Kosmiczny rekord w maratonie. Pękła granica dwóch godzin