Felieton dziennikarza TVP Info. Kiedy w połowie tygodnia już wydaje się, że subiektywnie będę mógł skomentować jedno, może dwa tematy, kolejne dni są prawdziwym trzęsieniem ziemi. Z reguły są to wydarzenia, które lepiej by nie miały miejsca. Ale one się dzieje mimo naszej woli. – Donald Trump został ewakuowany z sali, w której odbywała się kolacja dla korespondentów pracujących w Białym Domu. Stało się to po tym, jak w pobliże prezydenta próbował dostać się uzbrojony mężczyzna. Łatwo domyślić się, że to właśnie Trump mógł być celem napastnika. On sam tak przypuszcza, o czym poinformował na późniejszej konferencji prasowej. Zamachowiec przyznał jednak, że jego celem byli przedstawiciele administracji Donalda Trumpa.Kolejne wieści z pewnością będą się pojawiać w następnych dniach, być może też wzrośnie poparcie dla Trumpa, które przed tym wydarzeniem było już w okolicach 35 proc., czyli rekordowo niskie.Prezydent USA powiedział też, że ów zamach nie przeszkodzi mu w wygraniu wojny z Iranem, choć jak dodał, nie sądzi, by te rzeczy były ze sobą powiązane. W takim razie po pierwsze: po co o tym wspomniał; po drugie: przecież wielokrotnie mówił, że wojnę z Iranem już wygrał.*– To był tydzień apeli do Radosława Piesiewicza, by podał się do dymisji po tym, jak wprowadził olimpijczyków i PKOl na minę w postaci kontraktu sponsorskiego z Zondacrypto. Już wtedy, kiedy do podpisania umowy doszło, słychać było głosy, że coś jest nie tak. Ale prezes wiedział swoje. Teraz też wie swoje – że to zorganizowany atak nieprzyjaznych sił, mediów i nagonka polityczna. Nagonka polityczna? Na szefa APOLITYCZNEJ organizacji? „I to się na daje do prasy” jak mówił Wiesław Drzewicz w „Czterdziestolatku”. A skoro się nadaje, to prasa, czyli media, się tym zajmuje, bo temat wdzięczny, tym bardziej że jeden z głównych bohaterów raz za razem się podkłada.Temat nie jest błahy. Ludzie tracą pieniądze, sportowcy nagrody, na które zapracowali i które im zagwarantowano. Część została wypłacona, ale nie tą drogą, którą zaplanował prezes Piesiewicz. Pieniądze znalazły się na kontach olimpijczyków dzięki dobrej woli innego sponsora. To wygląda jak litość. I to jest kompromitacja.Czyta też: Afera Zondacrypto. To trzeba wiedzieć o skandalu w świecie kryptowalutA swoją drogą… Taki na przykład czołowy panczenista świata, znakomity sportowiec – Damian Żurek – chciał dzięki finansowej nagrodzie spełnić marzenie i kupić mieszkanie. To absurd, że sportowiec tej klasy nie mógł tego zrobić bez sukcesu na igrzyskach.Pod koniec tygodnia odbyło się spotkanie ministra sportu Jakuba Rutnickiego z przedstawicielami związków sportowych. Jaki efekt? Oświadczenie, w którym działacze domagają się od Piesiewicza podania się do dymisji. Wcześniej nie było powodów i takich prób? Były. Ale się nie udało, bo prezes był dość dobrze umocowany w strukturach.*– To jest jedna z nielicznych (nie chcę ryzykować stwierdzenia, że jedyna) logicznych decyzji płynących z Pałacu Prezydenckiego. Sławomir Cenckiewicz zrezygnował z funkcji szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Logicznych, bo szef tej instytucji bez dostępu do informacji niejawnych jest jak jedyny napastnik drużyny piłkarskiej z zakazem strzelania goli.Logiczna decyzja, ale wyjaśnienie w oświadczeniu już nie do końca, bo to oczywiście „walka polityczna” i wina Tuska. Podobnie jest w przypadku wspomnianego wyżej Radosława Piesiewicza i chociażby Adama Andruszkiewicza oskarżonego o kierowanie fałszowaniem podpisami poparcia. Każdy z nich twierdzi, że to wszystko to atak polityczny. Dodajmy jeszcze kilka, a może kilkanaście innych nazwisk osób również atakowanych politycznie, a w gruncie rzeczy „niewinnych”, czego nie chcą udowodnić przed sądem, tylko trąbią o tym w mediach.O prawdziwych powodach tej decyzji z pewnością nie usłyszymy od pracowników Kancelarii Prezydenta. Pozostaną domysły, wśród których jest kwestia odtajnienia aneksu do raportu z likwidacji WSI. Ale tu pojawiają się przede wszystkim pytania, dlaczego teraz i po co w ogóle. Andrzej Derlatka, były szef wywiadu, z którym rozmawiałem w poranku TVP Info, grzmiał, że jest to działanie na szkodę państwa i służb: „Boże kochany, czy oni rozumu nie mają?”Czytaj też: Nowy szef BBN. „Nie będzie to gen. Kowalski”*– Wobec owego aneksu, rezygnacji Cenckiewicza i afery Zondacrypto, w głębokim cieniu wydarzeń w tym tygodniu znalazło się spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z Mateuszem Morawieckim. A nie powinno, bo może ono być bardziej znaczące dla najbliższej przyszłości Prawa i Sprawiedliwości niż wymienione wydarzenia ostatnich siedmiu dni.Trudno uwierzyć w porozumienie, jakie po tym spotkaniu ogłoszono. Jedno spotkanie, jeden wieczór załatwia sprawę, która ciągnie się od dłuższego czasu? Wątpliwe. Mateusz Morawiecki od dawna przecież nie zgadza się z polityką PiS-u, zwłaszcza z ogłoszeniem kandydatury Przemysława Czarnka na szefa rządu po ewentualnych wygranych wyborach. Były premier widzi spadek notowań partii i chce się ratować. Do tego czuje wystarczającą moc, by stanowić nową siłę po tej stronie sceny politycznej.I wydaje się, że czeka. Czeka na rozwój sytuacji, bo plan ma jasny: przejąć elektorat i stanąć do wyborów jako oddzielne ugrupowanie.*– Nie żyje Łukasz Litewka, poseł Lewicy, który nie był standardowym posłem. Człowiek, który bardziej cenił pracę dla ludzi i zwierząt niż przepychanki międzypartyjne. Posłowanie wykorzystywał do tego, by ulżyć ludziom w cierpieniu i ratować zwierzęta. Organizował zbiórki pieniędzy dla chorych dzieci, na leki, na trudne i kosztowne operacje. Po nagłośnieniu przez niego zrzutki, w ciągu jednej nocy udało się zebrać 2 miliony złotych. Innym razem obiecywał, że jeśli Polska wygra ze Szwecją, kupi pokarm dla zwierząt o wartości 20 tysięcy złotych. Ale jeśli nasi piłkarze zremisują czy przegrają – zrobi to samo.Działał, pisał, ogłaszał i…uśmiechał się. Ciągle.Zginął potrącony przez samochód. 9 maja skończyłby 37 lat.*– Zmarł także Andrzej Olechowski, twórca Platformy Obywatelskiej, minister finansów w rządzie Jana Olszewskiego i minister spraw zagranicznych u Waldemara Pawlaka. Człowiek z niesamowitą klasą i intelektem. Nie dawał się ponieść emocjom, zawsze z chłodnym i wyważonym spojrzeniem zarówno na politykę, jak i gospodarkę. Takich polityków jest już coraz mniej.Miał 78 lat.Czytaj też: Polska żegna Andrzeja Olechowskiego. „Najdłuższa przyjaźń mojego życia”*– Niepokojąco wygląda początek współpracy Igi Świątek z Francisco Roigiem. Nie wyszło w Stuttgarcie, nie wyszło w Madrycie. Wprawdzie w stolicy Hiszpanii powodem porażki w III rundzie były kłopoty zdrowotne, ale ten pech jedynie dodaje stresu zarówno zawodniczce, jak i trenerowi. Bo przedłuża kryzys. To w Madrycie miało nastąpić odrodzenie, powrót do formy, zakończenie złego czasu, w którym nie miało się pewności, jak zaprezentuje się na korcie podczas pojedynku. I to tutaj mieliśmy zobaczyć efekty pracy Roiga, który skupia się na poprawie forhendu Polski i upraszcza ruch serwisowy Igi. Sama Iga mówiła także, że pracują nad cierpliwością przy długich wymianach.Kolejny przystanek na trasie WTA to Rzym. Wygrywała tam już trzy razy.*– W mijającym tygodniu urodziny obchodził Derek William Dick, czyli słynny w świecie rocka progresywnego Fish, wokalista Marillion, później prowadzący karierę solową. To młodość wielu wychowanych nie tylko na Liście Przebojów Trójki i audycjach Tomasza Beksińskiego. To także dorosłość tych, którzy w latach 80 uwielbiali Marillion i muzykę widzieli właśnie tak, jak członkowie tej grupy, jako długie skomplikowane suity z głębokimi tekstami i wielokrotną zmianą tempa. A także tych, którzy rozczulali się przy Keyleigh i Lavender.Po odejściu z Marillion dwie, może trzy jego płyty można zaliczyć do niezwykle udanych, a potem już tylko koncerty, w dalszym ciągu magiczne, choć z czasem uświadamiające, że Fishowi coraz dalej do wersji sprzed kilkudziesięciu lat. Choć uwielbienie dla jego dokonań zostało. Także we mnie.A teraz Fish, po pożegnalnej trasie koncertowej, wiedzie spokojne życie na szkockiej wsi, gdzie uprawia warzywa i opiekuje się owcami.Być może wpływ na tę decyzję miały problemy z gardłem, z którymi zmagał się podczas kariery. Specifyczny wokal nie pozostał bez wpływu na jego struny głosowe. Usłyszał kiedyś od lekarza, że przy takim sposobie śpiewu, w pewnym momencie będzie musiał pożegnać się ze sceną.Z polską publicznością pożegnał się specjalnie, bo uważał ją za wyjątkową.Zszedł ze sceny, twierdząc, że „najlepsze melodie zostały już napisane”*Ciąg dalszy nastąpi za tydzień...