Chaos w Kolumbii. Liczba ofiar śmiertelnych sobotniego zamachu bombowego na autostradzie panamerykańskiej w Kolumbii wzrosła do 14 – ogłosiły władze. Natomiast 38 osób zostało rannych. W ciągu doby w kraju miało miejsce kilkanaście ataków, które przypisuje się rebeliantom z byłej partyzanckiej armii FARC. Nie bez znaczenia jest fakt, że w maju w Kolumbii odbędą się wybory prezydenckie. W zamachu bombowym na odcinku autostrady panamerykańskiej w departamencie Cauca na południowym zachodzie Kolumbii zginęło 14 osób, a co najmniej 38 zostało rannych, w tym pięcioro niepełnoletnich – ogłosił w nocy Octavio Guzman, gubernator tego regionu. „Stoimy w obliczu eskalacji terrorystycznej, która wymaga natychmiastowej odpowiedzi” – napisał, apelując o reakcję ministerstwa obrony.Łącznie w piątek i sobotę odnotowano w kraju 11 ataków na instalacje wojskowe i ludność cywilną, o które władze oskarżają partyzantów z grupy Estado Mayor Central (EMC), kierowanej przez najbardziej poszukiwanego rebelianta w kraju, Ivana Mordisco – podał portal Infobae.Do ataku w Cauca odniósł się prezydent Kolumbii Gustavo Petro, który również wini za zamach grupę Mordisco. Tego najbardziej poszukiwanego przestępcę w Ameryce Południowej polityk porównał do nieżyjącego już barona kokainowego Pablo Escobara. Na platformie X Petro określił zamachowców jako „terrorystów, faszystów i handlarzy narkotykami”. „Chcę, żeby nasi najlepsi żołnierze stawili im czoła” – wezwał.Wojna domowa trwa ponad 60 latEMC to grupa paramilitarna wywodząca się z lewicowej partyzantki o nazwie Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii (FARC), która przez dziesięciolecia walczyła z siłami rządowymi, ale w 2016 podpisała z nimi umowę pokojową. Frakcja Ivana Mordisco odmówiła jednak złożenia broni i kontynuuje walkę przeciwko władzom kraju, w którym wojna domowa trwa z krótkimi przerwami od 1964 roku.Właśnie bezpieczeństwo jest jednym z głównych tematów kampanii przed wyborami prezydenckimi, które mają się odbyć 31 maja. Przemoc polityczna znalazła się w centrum uwagi w czerwcu ubiegłego roku, kiedy młody konserwatywny kandydat na prezydenta, Miguel Uribe Turbay, został zastrzelony w biały dzień podczas przedwyborczego wiecu w Bogocie.Petro, pierwszy lewicowy prezydent w historii Kolumbii, nie może zgodnie z konstytucją ubiegać się o reelekcję, ale w sondażach prowadzi jego protegowany, lewicowy senator Ivan Cepeda. Na kolejnych miejscach plasują się prawicowi kandydaci – Abelardo de la Espriella i Paloma Valencia. Wszyscy troje przyznali, że otrzymywali groźby śmierci i prowadzą kampanię pod ścisłym nadzorem środków bezpieczeństwa.Czytaj także: Rebelianci sięgnęli po drony. Wojsko walczy z rojami