Felieton Pauliny Sochy-Jakubowskiej. To zdanie wypowiedziane w podcaście „Powiem to pierwszy raz” przez Agnieszkę Kobus-Zawojską, wioślarkę, srebrną i brązową medalistkę igrzysk olimpijskich, mistrzynię świata i Europy, powinno dać nam do myślenia. Zwłaszcza w sytuacji, gdy informacje o sportowych działaczach i kolejnych aferach z nimi, czy przez nich wywołanych, często przykrywają te o sportowych sukcesach naszych reprezentantów. Dziś, zamiast mówić o tym, jak do kolejnego sezonu przygotowują się nasi medaliści, ludzie, dzięki którym z 25. zimowych igrzysk olimpijskich Mediolan-Cortina d'Ampezzo Polska przywiozła cztery medale, mówimy o tym, jak Polski Komitet Olimpijski wszedł we współpracę z giełdą kryptowalut Zondacrypto, przez co sportowcy zamiast premii w formie całkiem realnych setek tysięcy złotych, mieli dostawać tokeny, a nawet jeśli nie tokeny, to dość – jak się okazuje – wirtualne kwoty umieszczone na wirtualnych kontach, z których (o zgrozo!) nie można zrealizować przelewu. Trochę upraszczam, bo na kryptowalutach się kompletnie nie znam, ale żeby zobrazować skalę problemu, w przypadku multimedalisty Kacpra Tomasiaka mówimy o 550 tysiącach złotych, które teoretycznie skoczek ma, ale nigdy ich nie widział.„Samozaoranie PKOl”I choć – jak wcześniej napisałam – nie znam się na kryptowalutach, to jestem w stanie ocenić wizerunkowy kryzys Polskiego Komitetu Olimpijskiego, a ten w kategorii „samozaoranie” właśnie zbiera najwyższe noty.Sytuacja jest taka, że prezes w dość dziwny sposób tłumaczy się z tej całej „innowacyjnej” sponsorskiej współpracy z giełdą kryptowalut, prezes giełdy – jak wynika z ustaleń Onetu – aktualnie przebywa już w Izraelu, a wiceminister spraw wewnętrznych Czesław Mroczek w RMF24 mówi: „Nie mamy dobrych doświadczeń ze sprowadzaniem osób z Izraela”.I to jest to miejsce, ten moment, w którym wolę sobie nawet nie wyobrażać, co czuć muszą poszkodowani przez całą tę aferę sportowcy, ludzie, którzy dostarczają nam wzruszeń, są naszą narodową dumą, dla których jesteśmy w stanie rzucić wszystko, byle tylko móc wysłuchać Mazurka Dąbrowskiego, gdy ci dumnie stają na najwyższym podium, z medalem złocącym się na piersiach.Czytaj też: Afera Zondacrypto. To trzeba wiedzieć o skandalu w świecie kryptowalut„Robimy to, co nam każą”A potem – jak zauważyła Agnieszka Kobus-Zawojska, olimpijka, moja podcastowa gościni, to my-dziennikarze przychodzimy do sportowców i prosimy ich o komentarze w sprawie afer.– Często jako sportowcy jesteśmy wywoływani do odpowiedzi, a co my mamy powiedzieć? Często robimy to, co nam każą. Czasem ciężko jest coś powiedzieć, bo możesz stracić jedyne życie, o którym marzyłaś, czyli bycie sportowcem. Dla nas często to jedyne drzwi, jak o tym mówię, to mam ciarki. Jak młody zawodnik widzi jakieś nieprawidłowości i się odezwie, to ma z tyłu głowy, że to mu się nie opłaca, bo może nie mieć gdzie wrócić. Jak w korporacji: zawsze mogą cię skreślić, udowodnić, że się nie nadajesz – dodała medalistka olimpijska, oczywiście nie odnosząc się konkretnie do ostatniej afery z giełdą kryptowalut, ale pokazując, jak wyglądają realia funkcjonowania w świecie sportu. Kiedy zawodnik musi akceptować reguły gry, tyle że te całkiem pozasportowe. Kiedy musi zagryzać zęby, nie reagować, robić dobrą minę do złej gry, bo nie chce stracić życiowej szansy.I teraz, wracając do stwierdzenia Agnieszki Kobus-Zawojskiej, że „kiedyś dzieci chciały być Małyszem, czy Otylią Jędrzejczak, a dziś chcą być Andziaks”, trzeba napisać, że budowanie sportowej przeciwwagi do kuszącego dziś dzieci świata wirtualnego, może być ekstremalnie trudne, jeśli klimat wokół polskiego sportu się nie zmieni. Jeśli o sportowych autorytetach będziemy słuchać głównie w kontekście problemów, z którymi muszą się mierzyć, czy pieniędzy im się należących, o które muszą walczyć.– Tyle jest zawirowań, problemów u góry, że nie mówi się o tym, co najważniejsze. Czyli o tym, że my-rodzina sportowców, robimy wszystko, żeby pokazywać, że można przekraczać granice, że można w życiu robić więcej, że można jechać na Igrzyska Olimpijskie. Przykro mi, że w tych aferach tracą ci, którzy są głównymi aktorami tego przedstawienia – dodała w rozmowie ze mną Agnieszka Kobus-Zawojska.Czytaj też: Zdobyła medal olimpijski, pomimo depresji. „Zrobiłam coś wielkiego”