„Powiem to pierwszy raz”. Agnieszka Kobus-Zawojska, wioślarka, srebrna i brązowa medalistka igrzysk olimpijskich, mistrzyni świata i Europy, w podcaście „Powiem to pierwszy raz” odniosła się do afery wokół premii dla olimpijczyków związanej z Zondacrypto. – Tyle jest zawirowań, problemów u góry, że nie mówi się o tym, co najważniejsze. Czyli o tym, że my, rodzina sportowców, robimy wszystko, żeby pokazywać, że można przekraczać granice, że można w życiu robić więcej, że można jechać na igrzyska olimpijskie. Przykro mi, że w tych aferach tracą ci, którzy są głównymi aktorami tego przedstawienia – mówiła o sportowcach, którzy dziś muszą czekać na obiecane pieniądze.„Często jesteśmy wywoływani do odpowiedzi”Pytana o to, czy nie ma wrażenia, że często o działaczach sportowych i aferach dotyczących ich zarządzania jest głośniej niż o samych sportowcach, odpowiedziała:– Często jako sportowcy jesteśmy wywoływani do odpowiedzi, a co my mamy powiedzieć? Często robimy to, co nam każą. Czasem ciężko jest coś powiedzieć, bo możesz stracić jedyne życie, o którym marzyłaś, czyli bycie sportowcem. Dla nas często to jedyne drzwi. Jak o tym mówię, to mam ciarki.„To się nie opłaca”– Jak młody zawodnik widzi jakieś nieprawidłowości i się odezwie, to ma z tyłu głowy, że to mu się nie opłaca, bo może nie mieć gdzie wrócić. Jak w korporacji: zawsze mogą cię skreślić, udowodnić, że się nie nadajesz – dodała medalistka olimpijska w rozmowie z Pauliną Sochą-Jakubowską.Czytaj też: Świat sportu wzywa Piesiewicza do dymisji. „Wizerunek powinien być święty”