Korespondencja z Sofii. Bułgarzy za mocno pokochali życie w Unii Europejskiej, żeby pozwolić sobie je zabrać w imię interesów Putina. Skutecznie udowodnili swoim politykom co potrafią, gdy ich proeuropejskie, cywilizacyjne i ekonomiczne interesy mogą być zagrożone. Dlatego nadzieje Kremla na to, że Sofia zastąpi teraz dawny Budapeszt, bo wybory parlamentarne wygrał polityk deklarujący prorosyjskie sympatie, są bardziej myśleniem życzeniowym rosyjskiego reżimu, niż realną oceną sytuacji. Zwycięzca wyborów, blok Postępowa Bułgaria byłego prezydenta Rumena Radewa zapewne nie da się wywieźć na taczkach w czasie powszechnych demonstracji, podobnych do tych, które ogarnęły bułgarskie miasta w końcu 2025 roku i sprzątnęły ze sceny politycznej rząd Rosena Żelazkowa. Prorosyjskość archiwalnaBułgarska prorosyjskość nie jest niczym nowym ani nadzwyczajnym. Wywodzi się z czasów, gdy po wojnie carskiej Rosji z Imperium Osmańskim, postanowieniami traktatu w San Stefano z 3 marca 1878 r. za poparciem Rosji właśnie, spod panowania tureckiego wyzwolono Bułgarię. Kilka miesięcy później kongres berliński osłabił jej podmiotowość i Bułgarzy na formalną niepodległość musieli poczekać do 1908 r. Wdzięczność wobec Rosji jednak przetrwała i jest wciąż bezrefleksyjnie wykorzystywana przez kolejnych, ubiegających się o władzę w Sofii polityków. Tyle że czasy się zmieniają, dorastają nowe pokolenia, dla których sentymenty z XIX wieku to już tylko historia. Wprawdzie demokracja bułgarska wciąż jest młoda, dojrzałość polityczna elektoratu problematyczna, ale postrzeganie korzyści wynikających z członkostwa w Unii Europejskiej nieomal powszechne. Młodzi Bułgarzy garściami po te korzyści sięgają. Nadrabiają zaległości cywilizacyjne, wykorzystują udział kraju w Schengen, aktywnie podróżując po Europie. Pełno ich w Paryżu, Rzymie, Barcelonie i podobnych perełkach turystycznych, czyli wszędzie tam, gdzie ich rodzice i dziadkowie nie mieli szansy dotrzeć. Sofia, której gospodarczy udział w krajowym PKB to aż 40 proc., wykształciła już silną klasę średnią, na tyle zamożną, że mieszkańcy bułgarskiej stolicy weekendy i urlopy częściej spędzają nad Morzem Egejskim niż rodzimym Czarnym. Miasto się rozwija, widać tworzoną nowoczesną myśl urbanistyczną, a na tramwajowych szynach coraz mniej pojazdów pamiętających reżim komunistycznego dyktatora Todora Żiwkowa. Coraz więcej za to tych znanych nam, wyprodukowanych w bydgoskiej Pesie. Sofia pięknieje, centrum pełne jest odnowionych kamieniczek niepozostawiających wątpliwości, że bułgarska stolica to europejska metropolia. Kończąc ten wątek, ulicami miasta pomykają samochody najlepszych marek, co jest jakimś tam wskaźnikiem zamożności lokalnej społeczności.Czytaj też: Czy Radew będzie nowym Orbanem?Dlaczego Radew?Bułgarski elektorat nie czyta programów wyborczych – słyszę od miejscowych politologów. Działa trochę w stylu euroazjatyckim, czyli po prostu potrzebuje wodza. Po zrzeczeniu się prezydentury przez Rumena Radewa, wielką sympatię zyskał premier rządu tymczasowego (ustanowionego w celu przeprowadzenia kwietniowych wyborów) Andrej Giurow. Bo przystojny, bo o silnej osobowości, bo proeuropejski, jednym słowem wódz wymarzony. Głośny był żal części elektoratu, że Giurow porządzi tylko do wyborów. Jego zasługi, na przykład zawarcie porozumienia z Ukrainą przeciwko Rosji są nie do przecenienia. Ale to przeszłość, teraz polityczna Sofia zastanawia się, jaka będzie Bułgaria pod wodzą Rumena Radewa. Ten były prezydent kraju, wcześniej pilot wojskowy, jawnie deklarował suwerenizm. Opowiadał się za normalizacją stosunków z Rosją, przeciw pomocy wojskowej Ukrainie, którą czynił przynajmniej współodpowiedzialną za wojnę. Tymi deklaracjami zdobywał poklask części społeczeństwa, które jak spora część Europy jest zmęczona ekonomicznymi sankcjami wobec Rosji.Radew wydaje się być politykiem pragmatycznym, który bardzo dobrze wie, czego chce. Konstytucja Bułgarii nie daje wiele władzy prezydentowi, więc na początku 2026 r. polityk postanowił się przebranżowić. Protesty Bułgarów z przełomu listopada i grudnia 2025 r. przeciwko powszechnej korupcji, wzrostowi podatków, dały Radewowi okazję do zrealizowania ambicji politycznych. Poparł protestujących, potępił korupcję, opowiedział się za zdrowym politycznie systemem. Był to strzał w dziesiątkę, bo Bułgarzy są zmęczeni permanentnym politycznym kryzysem. Wybory z 19 kwietnia to już ósma edycja parlamentarnej elekcji licząc od 2021 r. Społeczeństwo chce odsapnąć od wieloletnich politycznych przepychanek, ludzie chcą stabilnego rządu. Równocześnie mają dość systemowej korupcji, zawłaszczania państwa przez polityczne kliki i wszechobecnych łapówek jako sposobu na realizację życiowych potrzeb, choćby takich jak otrzymanie stosownych recept od lekarza czy przyspieszenie procesu leczenia. Te wszystkie praktyki, zakorzenione jeszcze w czasach komunistycznej Bułgarii funkcjonują nadal i wyeliminowanie ich z życia wciąż wydaje się trudne, jeśli nie nierealne. Rumen Radew dobrą zmianę Bułgarom obiecał, dlatego dostał kredyt zaufania zdecydowanie przewyższający przedwyborcze sondaże. 45 proc. poparcia to wynik pozwalający mu rządzić samodzielnie. Pytanie, w jakim kierunku pójdzie Bułgaria po wyborach.Jak to się stało, że nam się udało?Kierunek, w jakim kraj podąża, wydaje się zaskakująco korzystny. Bułgaria jest członkiem NATO, Unii Europejskiej, Schengen i od początku 2026 r. strefy euro. Na nic zdał się lament skrajnie prawicowych środowisk, które propagowały pogląd, że utrata lewa, to utrata narodowej tożsamości. Nic z tego, mimo oczywistego strachu przed wzrostem cen, Bułgarzy przyjęli nową walutę życzliwie, a po trzech i pół miesiąca jej funkcjonowania można zauważyć, że są z tej zmiany dumni. Jak dzieci zachwycają się nowymi monetami wybitymi już w Bułgarii. Część społeczeństwa nie może wręcz uwierzyć i oczy ociera ze zdumienia, że ich kraj, klasyfikowany jako najbiedniejszy w Unii Europejskiej, formalnie osiągnął wszystko, co było w strukturach europejskich do osiągnięcia. Jak to się stało, że nam się udało, to pytanie zadawane jest często, także w kontekście faktu, że Bułgaria to nie tylko zamożna Sofia i aż 30% proc. społeczeństwa jest zagrożona ubóstwem.Spodziewanego, w wyniku wprowadzenia nowej waluty wzrostu cen nie ma, przynajmniej w skali, która mogłaby przerażać. Żeby obywatele byli spokojni i na co dzień mogli kontrolować ile, za co płacą, w sklepach ceny podawane są w euro i lewach jednocześnie, mimo że starymi pieniędzmi już płacić nie można. Europejska waluta dobroczynnie wpływa na przyszłość bułgarskiej gospodarki. Lustrem tego jest sofijska giełda, która w styczniu notowała rekordy, teraz stabilny wzrost. Rynek kapitałowy w Bułgarii jest skromny, kapitalizacja wciąż mała, dlatego dziś Sofia jest rajem dla kapitału spekulacyjnego. Tyle że jeśli kraj będzie się rozwijał, giełda może zacząć liczyć się w Europie jako miejsce stabilnych inwestycji. Potencjał jest, zwłaszcza na tle przeinwestowanej Europy, bo obiektywnie patrząc na bułgarską gospodarkę, jest tu miejsce na inwestycje każdego segmentu, a koszty prowadzenia działalności małe. Złotą żyłą, także w kontekście wprowadzenia euro może być dalszy rozwój turystyki. Przewrotnie pomaga w tym konflikt w Zatoce Perskiej, bo turyści wobec zamknięcia kurortów nad morzami Arabskim i Czerwonym, przekierują wakacyjne plany nad Morze Czarne. Tu też jest ciepło, a dodatkowo spokojnie i w miarę bezpiecznie. Baza turystyczna rozbudowuje się w zadziwiająco szybkim tempie. Wśród turystów z Polski wciąż jeszcze funkcjonują stare stereotypy, czyli kojarzenie Bułgarii jako byłe państwo socjalistyczne, a tym samym umiarkowanie atrakcyjne, ale takie myślenie raczej źle świadczy o naszym stanie świadomości niż o Bułgarach. Uprzedzenia nie mają turyści z Europy Zachodniej i oni na pewno wygenerują dobrą dla bułgarskich gospodarzy turystyczną koniunkturę.Jaki będzie Radew?Jan Nowinowski, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich jest umiarkowanym optymistą. Jego zdaniem Ruman Radew raczej nie będzie nowym Orbanem. Nie jest ideowo antyunijny i już zapowiedział, że nie zablokuje mechanizmów pomocowych dla Ukrainy, choć Sofia nie będzie w nich uczestniczyć. Wie, jak skończył były premier Wegier i jako polityk pragmatyczny umie wyciągnąć z tego wnioski. Suwerenistyczne hasła i prorosyjskie poglądy wygłasza głównie na potrzeby wewnętrzne, natomiast hamulcowym Unii Europejskiej nie będzie. Radew musi skoncentrować się na problemach wewnętrznych Bułgarii, które podczas kampanii wyborczej zdiagnozował i zdefiniował. Będzie pracować nad stymulowaniem wzrostu gospodarczego, ograniczaniem biedy, walce z korupcją i rządami oligarchii. Trudno teraz ocenić na ile jego działania będą skuteczne. Radew musi pamiętać, że wygrał wybory właśnie dlatego, że obiecał Bułgarom normalność. Tyle że jako człowiek, który wyrósł z patologicznego systemu, będzie zmieniać kraj w sposób delikatny, dyplomatyczny, wyrzekając się gwałtownych ruchów. Radew wie, że z członkostwa w Unii Europejskiej wynikają ewidentne gospodarcze korzyści, dlatego dla dobra Bułgarii i interesu własnej pozycji politycznej nie powinien sabotować postanowień Brukseli. Czytaj też: Znamy wyniki wyborów w Bułgarii. Szykuje się samodzielny rządWedług medialnych doniesień na ministra spraw zagranicznych chce powołać zawodowego dyplomatę. To znak, że Bułgaria może wreszcie wyjść z politycznej izolacji na arenie międzynarodowej i aktywnie uczestniczyć w pracach instytucji europejskich. Może nie na pierwszej linii, ale też nie jak do tej pory ostatniej. Przeciwności wewnątrz kraju będzie wiele, wśród nich skorumpowany i niesprawny wymiar sprawiedliwości, który utrudnia życie nie tylko obywatelom, ale też zagranicznym inwestorom. Ci potrzebują czytelnego prawa dla bezpiecznego funkcjonowania. Bułgaria jako kraj daleko w tyle za europejską czołówką potrzebuje czasu na rozwój. I ten czas trzeba nowemu rządowi dać – ocenia Jan Nowinowski. Pierwsze owoce poznamy szybko, dowiemy się wkrótce jakie będą losy porozumienia o wojskowej współpracy Bułgarii z Ukrainą, które podpisał tymczasowy rząd Andreja Giurowa. Radew osiągnął w wyborach większość, która pozwala mu rządzić samodzielnie. Tyle że trzecią siłą w parlamencie będzie zdecydowanie proeuropejski sojusz Kontynuujemy Zmiany – Demokratyczna Bułgaria. Dlatego były prezydent, jeśli nie chce stracić swojej pozycji na scenie politycznej w wyniku kolejnych ulicznych demonstracji, musi się z tym liczyć. Ponadto kluczowe reformy w wymiarze sprawiedliwości będą wymagać konstytucyjnej większości, którą może zapewnić właśnie proeuropejski blok. Europejska Bułgaria ma zatem szansę rosnąć w siłę, a coraz większy tłok na sofijskim lotnisku jest tego wymownym wskaźnikiem.Piotr Czarnyszewicz z Sofii