Zginęła 58-latka. Porywisty wiatr, odludny teren i nagłe spotkanie człowieka z dzikim zwierzęciem – to splot okoliczności, który według służb ochrony przyrody doprowadził do tragedii w okolicach Płonnej na Podkarpaciu. W czwartek, po ataku niedźwiedzia, zginęła tam 58-latka. Nowe ustalenia wskazują, że drapieżnik mógł nie wyczuć obecności kobiety z powodu trudnych warunków pogodowych. Porywisty wiatr stłumił zmysły niedźwiedzia, doprowadzając do tragicznego w skutkach spotkania z człowiekiem – wynika z oględzin miejsca tragedii w okolicach wsi Płonna (pow. sanocki). Oględzin dokonał Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Rzeszowie oraz Regionalny Konserwator Przyrody. Jak ustalili, do zdarzenia doszło około 1,5 km w głąb lasu i blisko 2,5 km od najbliższych zabudowań.Atak nastąpił na rzadko uczęszczanym, górzystym terenie, gdzie gęsty las przechodzi w młode nasadzenia. Obszar ten stanowi naturalną ostoję niedźwiedzi.Wiatr mógł pośrednio przyczynić się do tragedii „W dniu zdarzenia panowały wietrzne warunki, co mogło osłabić zmysły węchu i słuchu u niedźwiedzia. Sprzyja to powstaniu sytuacji zaskoczenia zwierzęcia bliską obecnością człowieka” – poinformował w komunikacie RDOŚ.Czytaj także: Nie chcą etatu „na zawsze”. Pracodawcy mają coraz większy problemWcześniej rzecznik rzeszowskiej Dyrekcji Łukasz Lis wskazywał, że bezpośrednie konfrontacje z ludźmi należą do rzadkości i zdarzają się średnio raz w roku. Najczęściej kończą się niegroźnymi obrażeniami. Tym razem doszło jednak do tragedii.Brak wcześniejszych interwencjiRDOŚ przekazał również, że gmina Bukowsko nie występowała dotychczas o zezwolenie na płoszenie niedźwiedzi ani na ich odstrzał.O ustaleniach z wizji lokalnej poinformowano Głównego Konserwatora Przyrody oraz Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska podczas narady w Rzeszowie. W analizie uczestniczyli także przedstawiciele resortu klimatu oraz eksperci od dużych drapieżników z parków narodowych: Tatrzańskiego i Magurskiego.Śledztwo i pytania o populację niedźwiedziOkoliczności śmierci 58-letniej mieszkanki powiatu sanockiego wyjaśnia Prokuratura Rejonowa w Sanoku. Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że kobieta wyszła do lasu wraz z synem w poszukiwaniu zrzutów poroża. W pewnym momencie rozdzielili się, a po dwóch godzinach mężczyzna odebrał od matki dramatyczny telefon.– Syn usłyszał, że atakuje ją niedźwiedź. Rozpoczął poszukiwania matki, którą odnalazł po kilkunastu minutach z obrażeniami głowy, bez oddechu – powiedziała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krośnie prok. Marta Kolendowska-Matejczuk. Wezwani na miejsce ratownicy nie mieli już szans na pomoc 58-latce. Czwartkowa tragedia na nowo otworzyła debatę o populacji niedźwiedzi na Podkarpaciu. Leśnicy szacują ją na około 300 osobników, jednak naukowcy wskazują na brak aktualnych badań genetycznych i sugerują, że dane te mogą być zawyżone.Odpowiedzią na rosnące ryzyko konfliktów jest uruchomiony w marcu program ochrony niedźwiedzia brunatnego, na który przeznaczono ponad 16 mln zł.Czytaj także: Konflikt wokół ministry klimatu. „Podejmiemy suwerenną decyzję”