Po przerwie wrócił do towarzyszy. Ołeksij Mychajłow znak wywoławczy „Botanik” spędził bez przerwy aż 343 dni w rejonie działań wojennych, broniąc Ukrainy przed rosyjską agresją. Za swoje poświęcenie został uhonorowany tytułem Bohatera Ukrainy, najwyższym odznaczeniem państwowym przyznawanym przez prezydenta. 37-letni Ołeksij Mychajłow studiował przed wojną biologię na Uniwersytecie Narodowym im. W.N. Karazina w Charkowie, stąd jego znak wywoławczy „Botanik”. Jeszcze przed rosyjską agresją w 2014 roku ukończył szkolenie wojskowe i uzyskał stopień oficerski. Pod koniec 2020 roku został skierowany do 3. Batalionu Desantowo-Szturmowego 128. Zakarpackiej Samodzielnej Brygady Desantowo-Szturmowej. Objął dowództwo nad plutonem miotaczy ognia w kompanii ochrony przed bronią jądrową, biologiczną i chemiczną. Wobec problemów z obsadą pozycji jego oddział był przedzielany do jednostek piechoty i walczył na pierwszej linii frontu.Mychajłow służył między innymi na froncie zaporoskim. W strefie działań wojennych spędził więcej czasu niż ktokolwiek inny, głównie wobec kłopotów kadrowych. Przybył na pozycje 1 kwietnia 2025 roku i opuścił je 8 marca 2026 roku.Intensywne walki i chwile spokoju– W strefie kontaktu zdarzają się okresy względnego spokoju, jak i intensywne walki. Po pierwsze, wszystko zależy od pogody: im gorsza pogoda dla naszych dronów, tym więcej ataków wroga. Po drugie, wszystko zależy od daty. Rosjanie mają pewne symboliczne daty, kiedy chcą się wyróżnić – Dzień Zwycięstwa, Dzień Armii czy cokolwiek innego… Wiemy, że musimy wytrzymać ten okres, potem oni się wyczerpują i następuje cisza – opowiadał.– Było kilka krytycznych sytuacji, gdy wroga piechota wskakiwała do naszych okopów. Ale za każdym razem ginęli. Drut kolczasty i zaplątane druty kolczaste przed linią frontu bardzo pomogły – spowolniły oddziały szturmowe i dały trochę czasu naszym operatorom dronów i karabinom maszynowym – wspominał „Botanik”.W końcu Mychajłow otrzymał urlop – 15 dni (plus czas podróży). Przyjechał do domu na 10. urodziny córki, podarował jej rower i nauczył na nim jeździć. Potem wrócił do swojej jednostki.Czytaj także: Tak wielkich strat Rosjanie nie ponieśli od miesięcy. Nowe dane– Moją główną rolą jako dowódcy jest minimalizowanie strat osobowych – najlepiej dopilnowanie, żeby ich w ogóle nie było, ale niestety na wojnie, w piechocie, to niemożliwe – przyznał. – Jeśli chodzi o moją osobistą motywację, nie chcę, żeby moi bliscy, moja córka, widzieli to, co ja – eksplozje, bomby, zniszczone wioski, śmierć. Dlatego tu jestem – podkreślił Bohater Ukrainy.Łukasz Zaranek, autor artykułu, od lat śledzi sytuację w krajach byłego Związku Sowieckiego. Jego zainteresowania to przede wszystkim geopolityka oraz konflikty międzynarodowe.