Nie należy ich dokarmiać. Dziki są coraz częstszymi gośćmi w Łodzi, można wręcz powiedzieć, że zadomowiły się w tym mieście, pojawiają się coraz bliżej centrum. Mieszkańcy mają dość, służby próbują analizować problem, a miasto powołało nawet specjalny zespół do spraw dzikich zwierząt. Władze Łodzi szacują, że w mieście może żyć nawet ponad 3 tysiące dzików. Koczują nie tylko na obrzeżach, ale także w pobliżu domów i ulic w centrum. Szukają pożywienia i niszczą uprawy. Do tego przyzwyczajają się do obecności ludzi, co zwiększa ryzyko niebezpiecznych sytuacji.Magistrat powołał specjalny zespół do spraw dzikich zwierząt, który ma zająć się problemem dzików. W planach jest szczegółowa ekspertyza, która pokaże, gdzie zwierzęta się przemieszczają i gdzie najczęściej szukają pożywienia.Dziki na placach zabaw– Nie dziwmy się, że dziki pojawiają się na placach zabaw, przy pergolach i altanach śmietnikowych, tam po prostu znajdują jedzenie. Problem nie polega na tym, że przyszły do miasta. One w nim żyją – mówi Maciej Riemer, radny sejmiku województwa łódzkiego.Radni przypominają, że dzikich zwierząt nie należy dokarmiać. – Niestety większość sytuacji konfliktowych na linii mieszkańcy a dzikie zwierzęta jest prowokowana przez ludzi. Te zwierzęta nie szukają konfliktu, chcą po prostu wychować młode – mówi Magdalena Gałkiewicz, radna Rady Miejskiej w Łodzi, Zieloni.W przypadku spotkania z dzikiem należy zachować spokój i nie prowokować zwierzęcia.Czytaj także: Kto w mieście spotka dzika, ten... No właśnie, co powinien zrobić?