Ireneusz Raś w „Gościu poranka”. – Uważam, że nawet politycy dzisiejszej opozycji, którzy kiedyś podawali rękę panu Piesiewiczowi, dziś raczej tego nie zrobią. Czas na zmianę, bo PKOl to najwyższa dyplomacja sportowa w Polsce, a trafił tam przypadkowy człowiek – powiedział w „Gościu poranka” w TVP Info wiceminister sportu i turystyki Ireneusz Raś (Polskie Stronnictwo Ludowe). Szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego (PKOl) Radosław Piesiewicz nie zamierza zrywać umowy sponsorskiej z Zondacrypto, ponieważ firma – jak twierdzi – wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Media informują jednak o kolejnych problemach z wypłacalnością giełdy kryptowalut. Dotykają one m.in. medalistów i czołowych reprezentantów Polski z ostatnich zimowych igrzysk, którym obiecano nagrody właśnie w kryptowalutach.Problemy z wypłacalnością Zondacrypto dotyczą nie tylko nagród indywidualnych dla olimpijczyków, ale także współpracy z klubami sportowymi. Za granicą firma współpracuje m.in. z Juventusem Turyn i Atalantą Bergamo oraz organizacjami hokejowymi w Szwajcarii. W Polsce sponsoruje m.in. Raków Częstochowa, Dziki Warszawa i GKS Katowice.Ostatnio głośno zrobiło się o działaniach władz Rakowa, które rozpoczęły proces wycofywania się z umowy sponsorskiej z tym partnerem. Nazwa firmy zniknęła już ze strony internetowej klubu, choć wciąż widnieje na koszulkach piłkarzy.„Prezes PKOl-u bez autorytetu”Prowadzący „Gościa poranka” Mariusz Piekarski zapytał Ireneusza Rasia, czy Ministerstwo Sportu i Turystyki rozważa wypłatę obiecanych przez PKOl nagród dla olimpijczyków, a następnie dochodzenie tych środków od Komitetu.– W tej chwili tego nie rozważamy. To zobowiązanie PKOl-u. My swoje nagrody wypłaciliśmy w terminie, zgodnie z regulaminem. To, co obiecał pan Piesiewicz – jak widać bez pokrycia – pozostaje jego zobowiązaniem oraz zobowiązaniem PKOl-u. Prezesi związków, którzy wchodzą w skład PKOl-u, będą musieli tę sprawę podnieść. Być może trzeba będzie to wyrównać z innych środków, jeśli do końca kwietnia przelewy nie trafią do sportowców. Czy można jakoś pomóc? Trudno to sobie wyobrazić, bo dysponujemy środkami publicznymi i musimy działać zgodnie z regulaminami – powiedział Raś. – My możemy w jakiś sposób starać się wspierać tych, którzy w PKOl-u podniosą tę kwestię i będą mówić, że trzeba zorganizować zewnętrzną zbiórkę, by pokryć należności medalistom. Wiadomo, że niektórzy sportowcy, którzy zajęli miejsca punktowane, otrzymali wcześniej mniejsze kwoty. Część przelewów została zrealizowana kilka tygodni temu, natomiast najlepsi polscy sportowcy wciąż ich nie dostają. I tu rodzą się pytania, jak temu zaradzić – dodał.– Wiem, na czym polega trudność pana Piesiewicza. Dziś trudno mówić o jego autorytecie. Skąd ma wziąć środki na pokrycie zobowiązań, skoro nie ma ich w budżecie? A przecież zarabia bardzo dobrze, więc mógłby zrezygnować ze swojej pensji. Jest ona dość pokaźna – jak wynika z raportów i informacji, które do nas docierają. Najpierw trzeba honorowo oddać to, co się obiecało, a dopiero potem można pobierać wynagrodzenie – stwierdził gość TVP Info. „Nie podadzą ręki Piesiewiczowi”Raś zwrócił uwagę, że „lawinowo rośnie liczba poszkodowanych – nie tylko sportowców, ale w ogóle Polaków, którzy zaufali Zondacrypto, m.in. dlatego, że PKOl podpisał umowę i uwiarygodnił to przedsiębiorstwo”.– Wiemy, że od miesięcy podejmowane są próby odwołania pana Piesiewicza przez środowisko, ale nie było ono do końca zdecydowane, czy zrobić to w trybie statutowym czy nie. Jeszcze miesiąc temu pan Piesiewicz próbował wprowadzić pod obrady zarządu punkt dotyczący zmiany statutu, by wydłużyć swoją kadencję. Teraz nie powinna ona być wydłużona, tylko skrócona, ale to decyzja środowiska sportowego – dodał Raś. – Uważam, że nawet politycy dzisiejszej opozycji, którzy kiedyś podawali rękę panu Piesiewiczowi, dziś raczej tego nie zrobią. Czas na zmianę, bo PKOl to najwyższa dyplomacja sportowa w Polsce i nie powinna nim kierować przypadkowa osoba. A trafił tam przypadkowy człowiek. Dysponował relacjami w spółkach Skarbu Państwa, obiecywał prezesom związków pieniądze. Część z tych środków trafiła, część nie, ale mu zaufali i wybrali go, bo miał je załatwiać. Dziś mam nadzieję, że wszyscy wiedzą, jak to wyglądało – powiedział wiceminister sportu. „Układane pieniądze”– Nawet osoba, która wchodzi w buty prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, może z czasem zbudować relacje i autorytet. Pan Piesiewicz tego nawet nie rozpoczął, bo wszystko, czym dysponował, to były te układane pieniądze, które miał z jakichś ośrodków – dodał.W piątek odbędzie się spotkanie ministra sportu z prezesami największych związków sportowych w Polsce. Minister Jakub Rutnicki zapowiedział, że rozmowy będą dotyczyły „katastrofy wizerunkowej PKOl-u”.– Chcemy rozmawiać o sytuacji kryzysowej, zapytać związki sportowe o ich stanowisko i o to, jak widzą odbudowę autorytetu PKOl-u. Minister musi rozmawiać z tymi, z którymi ma relacje i do których ma zaufanie. Nie wyobrażam sobie, by pan Piesiewicz mógł wyprowadzić PKOl z tego zakrętu, bo wszedł w jeszcze większy niż kilka miesięcy temu – powiedział Ireneusz Raś w „Gościu poranka”.Zapytany, czy na spotkanie zaproszono Piesiewicza, odpowiedział:– Nie sądzę, byśmy na tę chwilę chcieli z nim o tym rozmawiać. Jego stanowisko zostało przedstawione na konferencji prasowej – twierdzi, że świadczenia Zondacrypto wobec PKOl-u są realizowane. Warto jednak zwrócić uwagę, że mniejsze podmioty sportowe związane z tą firmą wycofały się z umów. Zostaje tylko pan Piesiewicz. Czyli o co chodzi? Być może na to pytanie dziś nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć.Czytaj też: Klub multimilionera rezygnuje z Zondacrypto. „Nie płacili od miesięcy”