Robert Korzeniowski w „Pytaniu Dnia”. To było cyniczne wykorzystanie naszej reprezentacji, biało-czerwonych zawodników jako słupy reklamowe – ocenił w programie „Pytanie Dnia” Robert Korzeniowski, odnosząc się do afery wokół giełdy kryptowalut Zondacrypto. Dodał, że prezes PKOl Radosław Piesiewicz powinien podać się do dymisji, która powinna zostać natychmiast przyjęta. Zamieszanie wokół giełdy kryptowalut Zondacrypto przybiera na sile. Giełda jest sponsorem generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego i fundatorem nagród dla medalistów zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie-Cortinie. Zondacrypto miała wypłacić olimpijczykom blisko 1,4 mln złotych. W programie „Pytanie Dnia” na antenie TVP Info Robert Korzeniowski, czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie sportowym, odniósł się do afery wokół Zondcrypyto. Gość red. Doroty Wysockiej-Schnepf został zapytany, jakie słowa cisną mu się na usta, gdy myśli o rozwoju tej afery. – Dramat, wielki smutek, skandal, kryzys, jakiego nikt z nas nie był w sobie w stanie wyobrazić. To są słowa wciąż jeszcze cenzuralne, chociaż mam wrażenie, że nasi olimpijczycy pozwalają sobie na słowa bardziej dosadne, gdy są w zaciszu domowym – wskazał gość programu. Zapytany, ilu olimpijczykom udało się zrealizować tokeny, odparł, że „kilkorgu udało się cokolwiek zrealizować, są to ci, którzy zdecydowali się na samym początku”. – Tam, gdzie są grube pieniądze, tam nie ma nic i tyle – wskazał. – Kiedy oni się zorientowali, że coś tam nie gra? – zapytała swojego gościa redaktor Dorota Wysocka-Schnepf.– Nie wcześniej, niż nastąpiło oświadczenie prezesa PKOl-u, informacje medialne na temat zamykania firmy Zondacrypto. Nie dalej jak półtora tygodnia temu odebrali czeki (..) nie podejrzewali, że coś złego się wydarzy – wskazał Korzeniowski.Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz zapowiedział, że nie zamierza zerwać umowy z giełdą. Jego zdaniem nie ma podstaw prawnych do rozwiązania umowy, bo giełda dotychczas realizowała swoje zobowiązania. Dodał, że zerwanie kontraktu wiązałoby się z karą, na której zapłacenie PKOl nie stać.Czytaj też: Klub multimilionera rezygnuje z Zondacrypto. „Nie płacili od miesięcy”– Umowa została podpisana 22 października w Monako, trochę sekretnie, bo członkowie zarządu PKOl nie wiedzieli, że umowa będzie podpisywana – wskazał Korzeniowski.– To już pachniało bardzo nieładnie w październiku – ocenił.Odniósł się też do uwagi, że „olimpijczycy zostali wykorzystani jako słupy reklamowe do szemranej instytucji, a temu powinien zapobiec PKOl”.– To było cyniczne wykorzystanie naszej reprezentacji, biało-czerwonych zawodników jako słupy reklamowe. Czemuś to służy. Być może też ileś tysięcy Polaków, zdecydowało się na zainwestowanie w tokeny, giełdę kryptowalut, dlatego, że jest to instytucja namaszczona przez sportowców, tych, których cenimy, szanujemy, którzy nas reprezentują – wyjaśnił. Jak podkreślił, „cynizm jest tutaj bezgraniczny, bo sportowcy nie wybierali sobie tej drogi”. Dopytany o umowę, którą zawarł Piesiewicz, powiedział, że „tej umowy nie ujawniał zarządowi”. – Zarząd domaga się pilnego spotkania, wyjaśniania, bo krótko mówiąc, zarząd chce wiedzieć, w co gra – wskazał Korzeniowski.Zapytany, jaki powinien być dalszy los prezesa PKOl, wskazał, że „to jest sprawa, która dyskredytuje Radosława Piesiewicza na stanowisku szefa instytucji zaufania publicznego”. – Gdyby był w firmie komercyjnej, nie pełniłyby już żadnej funkcji – ocenił gość programu.– Powinien podać się do dymisji i powinna być ona natychmiast przyjęta – podsumował Korzeniowski.Prokuratura szacuje, że pokrzywdzonych w aferze Zondacrypto może być nawet kilkadziesiąt tysięcy osób. Od piątku trwa prokuratorskie śledztwo w sprawie giełdy.Czytaj też: Mają dość Zondacrypto. Kolejny klub rezygnuje ze współpracy