Ameryka płaci za szaleństwa Donalda Trumpa. Donald Trump dochodził do władzy na hasłach Make America Great Again (uczyńmy Amerykę znowu wielką). Po półtora roku obietnice biznesmena-polityka okazały się pustymi sloganami. Inflacja w kraju wcale nie spada, cena galona benzyny jest jedną z najwyższych w historii, a już 12 procent obywateli USA żyje od pierwszego do pierwszego, nie mając żadnych oszczędności. Przez dekady Stany Zjednoczone były ziemią obiecaną dla większości obywateli świata. Mit mówiący o tym, że za oceanem ciężką, uczciwą pracą można dojść do fortuny, często się sprawdzał (jeszcze w ubiegłym wieku), a opowieści o biedakach, który w ciągu kilku lat zostawali milionerami, tylko go podsycał. Ostatnie badania pokazują jednak drastyczne ubożenie społeczeństwa Stanów Zjednoczonych. Amerykańskie sny o dostatnim życiu dla coraz większej liczby obywateli przeradzają się w koszmary.Prawie połowa Amerykanów nie ma wielkich oszczędnościWedług sondażu przeprowadzonego w połowie lutego dla DepositAccounts – serwisu zajmującego się analizą rynku finansowego – w którym wzięło udział około 2000 amerykańskich konsumentów w wieku 18–80 lat, blisko 40 procent obywateli USA ma oszczędności mniejsze niż 500 dolarów. Coraz więcej Amerykanów przyznaje też, że ich zapasy środków finansowych maleją z powodu utrzymującej się od dłuższego czasu inflacji, wysokich stóp procentowych i niestabilnego rynku pracy.– Kiedy ceny rosną, a budżety się kurczą, coś musi ustąpić, a często tym czymś mogą być oszczędności. Z pewnością tak jest w wielu dzisiejszych gospodarstwach domowych – powiedział Matt Schulz, główny analityk ds. konsumentów w LendingTree, firmie działającej na rynku usług finansowych, cytowany przez stację Fox News. Podczas badania dwadzieścia procent Amerykanów przyznało, że nie jest w stanie systematycznie oszczędzać, a dotyczy to w szczególności osób zarabiających mniej niż 30 000 dolarów. Ponad 30 procent z tej grupy stwierdziło, że głównym powodem, dla którego nie są w stanie odkładać pieniędzy, są rosnące koszty utrzymania. Zobacz także: Zamieszki w USA. „Donald Trump jest gotów posunąć się daleko, byle nie oddać władzy”– Kiedy musisz wydać więcej na benzynę i zakupy spożywcze, oznacza to, że masz mniej pieniędzy na inne priorytety, takie jak oszczędności na wypadek sytuacji awaryjnej, zadłużenie o wysokim oprocentowaniu, inwestycje emerytalne i inne cele finansowe. To oznacza mniejszą poduszkę finansową na wypadek nagłej potrzeby, a to może być przerażające – tłumaczy Matt Schulz, cytowany przez serwis livenowfox.com.Liczba niezadowolonych rośnie w lawinowym tempieAmerykańska administracja ma coraz większy problem, bo liczba niezadowolonych z warunków życia obywateli rośnie w lawinowym tempie. Nie chodzi już o to, że ludzie przestali się bogacić – coraz więcej Amerykanów musi „przejadać” oszczędności, bo zmusza ich do tego sytuacja życiowa. Trzynaście procent respondentów stwierdziło, że musiało w ostatnim czasie skorzystać z odłożonych wcześniej środków, aby zapłacić za jedzenie i podstawowe produkty. Kolejnych dziesięć procent ankietowanych przyznało, że było zmuszonych uszczuplić stan swego konta, kiedy na horyzoncie pojawiły się nieprzewidziane dodatkowe wydatki. W sumie aż 29 procent obywateli USA przyznało się, że ich oszczędności skurczyły się w ciągu ostatniego roku.Oczywiście niecałe amerykańskie społeczeństwo biednieje. Z badań zleconych przez DepositAccounts wynika, że nieco ponad jedna czwarta obywateli USA jest w stanie rocznie zaoszczędzić minimum dziesięć tysięcy dolarów.Jednym z istotnych wskaźników poziomu życia Amerykanów jest zwykle „ruch” na rynku nieruchomości. Tym razem potwierdza on rysujące się czarne scenariusze. W marcu sprzedaż domów na rynku wtórnym w USA spadła o 3,6 procent, osiągając najniższy poziom od dziewięciu miesięcy, na co wpłynęły m.in. wzrost stóp procentowych kredytów hipotecznych i niepewność na rynku pracy (zwykle oznaczająca spadek popytu na nieruchomości). Krajowe Stowarzyszenie Pośredników w Obrocie Nieruchomościami (National Association of Realtors) odnotowało w połowie kwietnia, większy niż oczekiwano, spadek sprzedaży, mimo że dostępność mieszkań od początku roku rośnie. Zobacz także: „Gospodarcze trzęsienie ziemi”. Powstanie strefa wolna od wpływów USA?– W najbliższej przyszłości niewiele wskazuje na szybkie odbicie sprzedaży. Wciąż spodziewamy się słabej sprzedaży w tym roku, szczególnie w pierwszej połowie roku, zanim nastąpi stopniowe ożywienie wraz ze spadkiem stóp procentowych kredytów hipotecznych w drugiej połowie roku i do 2027 roku – powiedział Daniel Vielhaber, ekonomista z Nationwide, cytowany przez branżowe amerykańskie serwisy.Wysoka cena benzyny wykańcza rodziny o mniejszych dochodachNa razie tendencje na rynku są odwrotne i nie zachęcają do zakupów nieruchomości. Średnie oprocentowanie 30-letniego kredytu hipotecznego – o stałym oprocentowaniu – pod koniec lutego, tuż przed wybuchem wojny, wynosiło 5,98 procent. Po rozpoczęciu działań wojennych na Bliskim Wschodzie, według danych Federal Home Loan Mortgage Corporation (rządowa instytucja finansowa stabilizująca rynek hipoteczny), stopy procentowe wzrosły średnio do 6,4 procent (informacje z kwietnia).Stopy procentowe kredytów hipotecznych są wprost proporcjonalne do rentowności amerykańskich obligacji skarbowych, która wzrosła w związku z obawami o inflację, podsycanymi wojną w Zatoce Perskiej. Najnowsze dane rządowe pokazały, że ceny konsumpcyjne w marcu wzrosły w najszybszym tempie od prawie czterech lat.Kolejnym czynnikiem wpływającym na coraz chudsze portfele Amerykanów jest inflacja. Na razie nie osiągnęła ona jeszcze wielkich rozmiarów, ale dużo zależeć będzie od rozwoju wypadków na Bliskim Wschodzie. O ile jeszcze w styczniu i lutym utrzymywała się ona na poziomie 2,4 proc., to już w marcu wzrosła do 3,3 procent, osiągając najwyższy poziom od maja 2024 roku (z okresu „po pandemicznego”). Wzrost był napędzany wyższymi kosztami energii (12,5 proc.), głównie benzyny (wzrost o 18,9 proc.) i oleju opałowego (44,2 proc.), z powodu wojny z Iranem (tradingeconomics.com). Zobacz także: Ropa coraz droższa. „Grozi nam globalna, wieloletnia recesja”Konflikt na Bliskim Wschodzie przyczynił się do największego od sześciu dekad miesięcznego wzrostu cen benzyny na stacjach. Droższa benzyna szczególnie uderza w gospodarstwa domowe o niskich i średnich dochodach, komplikując pokrycie kosztów niezbędnych wydatków – np. na produkty żywnościowe czy czynsz. Kłopot paliwowy już przełożył się na branżę lotniczą, niedobory surowca sprawiły wzrost jego cen, a linie lotnicze wyższe koszty przerzucają od razu na pasażerów. Efekt jest taki, że bilety lotnicze są o 15 procent droższe niż przed rokiem. Podobny mechanizm stosują w Stanach Zjednoczonych również firmy kurierskie, takie jak UPS czy FedEx. Wprowadziły one dopłaty paliwowe i jednocześnie podniosły koszty wysyłki dla firm i prywatnych konsumentów.Donald Trump na celowniku obywateliZ sondażu AP-NORC (niezależne centrum badawcze agencji Associated Press i Uniwersytetu w Chicago) przeprowadzonego 25 marca 2026 r. wynika, że aż 45 procent dorosłych Amerykanów jest „wyjątkowo” lub „bardzo” zaniepokojonych tym, czy w ciągu najbliższych kilku miesięcy będzie ich stać na benzynę. Ten poziom obaw wzrósł o 30 procent w odniesieniu do podobnego badania przeprowadzonego po zwycięskich dla Donalda Trumpa wyborach w 2024 roku.Prezydent Stanów Zjednoczonych po wybuchu wojny z Iranem przekonywał, że skok cen benzyny ma charakter chwilowy i nie wpłynie za mechanizmy rynkowe. W połowie kwietnia średnia cena benzyny w USA wynosiła nieco ponad 4 dolary za galon (3,78 litra). W lutym ceny tego paliwa oscylowały nieco poniżej 3 dolarów za galon, a w 2025 roku średnia krajowa cena benzyny wyniosła 3,23 dolara za galon.Dwunastego kwietnia, w wywiadzie dla stacji Fox News Trump zmienił zdanie i przyznał otwarcie, że drożyzna paliwowa może utrzymać się aż do wyborów uzupełniających – to jest do listopada br.– Może to być to samo albo trochę więcej, ale powinno pozostać na podobnym poziomie – powiedział amerykański przywódca w wywiadzie dla „Sunday Morning Futures with Maria Bartiromo” Zobacz także: Paraliż budżetu w USA. Trump nakazuje wypłatę żołduTakie informacje jeszcze bardziej pogarszają nastroje społeczne za oceanem. Nic dziwnego, że notowania Donalda Trumpa lecą na łeb na szyję. Według najnowszego sondażu American Research Group poparcie dla prezydenta Stanów Zjednoczonych spadło do 32 procent – to najniższy wskaźnik, jaki kiedykolwiek otrzymał on w badaniach (biorąc pod uwagę także pierwszą kadencję). W tym samym badaniu aż 64 proc. Amerykanów oceniło negatywnie działania Trumpa. Sytuacja wygląda fatalnie, a może być jeszcze gorzej, bo amerykański przywódca, przedstawiając propozycje budżetu na 2027 rok, zaplanował jeszcze wyższe wydatki na obronność kosztem programów społecznych – edukacji przedszkolnej czy opieki zdrowotnej.Amerykanie wystawią rachunek prezydentowiAmerykanie również czarno widzą najbliższą przyszłość. Z badań konsumenckich przeprowadzonych w kwietniu przez Uniwersytet Michigan wynika, że respondenci nie wierzą, aby inflacja spadła w najbliższym czasie i zakładają, że w przyszłym roku jeszcze wzrośnie. Obywatele nie mają wielkiego wpływu na sytuację gospodarczą USA, ale mogą się niebawem odpłacić Donaldowi Trumpowi za chaos, jaki wywołuje, zmuszając ich m.in. do zaciskania pasa. W listopadzie odbędą się wybory do Kongresu (tzw. midterm elections) i wiele wskazuje na to, że Republikanie mogą utracić większość. To mocno podcięłoby skrzydła prezydentowi Stanów Zjednoczonych i (chyba) ostatecznie pogrzebało promowaną przez niego ideę Make America Great Again.Zobacz także: Rok temu Amerykanie wybrali Trumpa. Czy mają czego żałować?