„Weź dopytaj”. Spoglądając na przykład Australii, która w styczniu tego roku wprowadziła zakaz używania mediów społecznościowych przez dzieci i młodzież do 16. roku życia, polski rząd szuka podobnych rozwiązań. Ministra edukacji Barbara Nowacka podkreśla, jaki wpływ na zdrowie psychiczne i zdolności kognitywne ma nadmierny czas spędzany przed ekranem oraz w mediach społecznościowych.Choć teoretycznie z tych ostatnich nie mogą korzystać osoby do 13. roku życia, z Instagrama i TikToka korzystają już nawet 8- czy 9-latki. Nie ma wątpliwości, że to zdecydowanie za wcześnie, dlatego rząd rozpoczął pracę nad ustawą, która pozwoli ograniczyć dzieciom i młodzieży dostęp do nich. Prezeska Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa, propagatorka idei higieny cyfrowej i autorka książki „Wychowanie przy ekranie” Magdalena Bigaj nie ma wątpliwości, że nowe rozwiązania są potrzebne, wskazuje jednak przy okazji, że można korzystać z już dostępnych narzędzi. Dodaje, że jest sceptyczna wobec wprowadzenia postulowanego przez MEN całkowitego zakazu korzystania z telefonów i innych urządzeń w szkołach.– To miałoby sens o tyle, o ile taki zakaz obowiązywałby też nauczycieli. Dzieci widzą i opowiadają o tym, że na lekcjach nauczycieli siedzą w internecie, grają w gry lub kupują na Vinted – mówi Bigaj. W dodatku, o ile taki zakaz można wprowadzić w szkołach publicznych, to już w prywatnych – nie. A przecież, podkreśla ekspertka, w edukacji chodzi o równe szanse.ZOBACZ TAKŻE: Smartfony skracają życie dzieci? „Nieodwracalne zmiany w mózgu”Zaznacza: skoro dbamy o bezpieczeństwo dzieci, kiedy wychodzą na zewnątrz, zadbajmy też o ich bezpieczeństwo w sieci. Poczucie, że wiemy, co robi dziecko, bo jest w pokoju obok, a więc wydaje nam się, że mamy kontrolę nad treściami, do których ma dostęp, jest iluzoryczne. Co ma kluczowe znaczenie? – Relacja, to podstawa. I pamiętajmy, że dzieci uczą się przez obserwację, jeśli więc sami ciągle mamy w ręce telefon, to nasze apele nie zadziałają – dodaje Magdalena Bigaj.