Zginął pilot. Niewielki samolot rozbił się w miejscowości Land O' Lakes w amerykańskim stanie Floryda. W wypadku zginął 59-letni pilot. Do katastrofy doszło w niedzielę rano czasu miejscowego. Dwusilnikowa Cessna wystartowała z lotniska North Aero Park i kilka minut później spadła na ziemię w dzielnicy Grand Oaks miejscowości Land O' Lakes na przedmieściach Tampy. Wybuchł pożar, który na szczęście nie rozprzestrzenił się na budynki mieszkalne.Biuro szeryfa hrabstwa Pasco podało, że pilotem był 59-letni Michael Bailey. Był jedyną osobą na pokładzie. Na ziemi nikt nie ucierpiał, choć samolot rozbił się w zamieszkałym terenie.– Wiedziałam, że to musiała być katastrofa lotnicza, bo słyszę tu samoloty każdego dnia i zawsze mam to z tyłu głowy – powiedziała lokalnej stacji WFLA należącej do sieci NBC Angela Smith, na której podwórku rozbiła się Cessna. Szczątki rozrzucone między dwoma rzędami domów były usuwane przez kilka godzin.„Współczuję pilotowi i jego rodzinie”– Wciąż nie czuję się dobrze, słysząc przelatujący samolot. To dość traumatyczne przeżycie – stwierdził syn Angeli Smith, Brandon. – To nadal wywołuje zdenerwowanie. Współczuję pilotowi i jego rodzinie. Okropna sytuacja – przyznała kobieta.– Sądząc po samolocie, pilot zrobił wszystko, co mógł, żeby uniknąć poważniejszych zniszczeń. Chwała mu za to – mówił sąsiad Daniel Mercado. Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) wszczęła śledztwo w sprawie katastrofy. Zapowiedziała, że dokładnie sprawdzi warunki pogodowe, dokumentację techniczną samolotu, doświadczenie pilota oraz inne czynniki. Wstępny raport powinien być gotowy w ciągu 30 dni.Czytaj także: O włos od zderzenia samolotów. Leciały wprost na siebie