Lori Chavez-DeRemer odchodzi. Spadające notowania administracji Donalda Trumpa zmusiły Biały Dom do roszad personalnych w strukturach rządowych. Prezydent pozbywa się niepopularnych współpracowników lub tych, którzy go „zawiedli”. Tym razem padło na sekretarz do spraw pracy Lori Chavez-DeRemer. Pożegnanie się, że stanowiskiem tej urzędniczki nie można uznać za niespodziankę. Lori Chavez-DeRemer była kolejną współpracowniczką Donalda Trumpa do jak najszybszego zwolnienia. Głównym argumentem przesuwającym w czasie ten moment było to, że prezydent USA wcześniej zwolnił już dwie kobiety ze swego najbliższego otoczenia (sekretarz Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Kristi Noem i prokurator generalną Pam Bondi) i trzeci taki przypadek wyglądałby... fatalnie wizerunkowo. Donald Trump miał możliwość manewru, bo lista kolejnych urzędników „do odstrzału” jest dość długa, o czym pisaliśmy niedawno w portalu TVP.Info. Lori Chavez-DeRemer „pracowała dla najwspanialszego prezydenta w życiu”Lori Chavez-DeRemer jako sekretarz do spraw pracy ciężko „zapracowała” na swoje usunięcie ze stanowiska. Oficjalnie nie została zwolniona, ale sama podała się do dymisji. Jej funkcję przejął (na razie czasowo) dotychczasowy zastępca, Keith Sonderling. Żegnając się, Chavez-DeRemer napisała w serwisie X, że „służba w tej historycznej administracji i praca dla najwspanialszego prezydenta w moim życiu była dla mnie zaszczytem i przywilejem”.Zobacz także: Prokurator generalna odchodzi. Niespodziewana dymisja po rozmowie z Trumpem„Jestem dumna, że poczyniliśmy znaczące postępy w realizacji misji prezydenta Trumpa, której celem jest zniwelowanie różnic między przedsiębiorcami a pracownikami oraz stawianie amerykańskiego pracownika na pierwszym miejscu” – napisała była sekretarz ds. pracy w social mediach.Bogata „kartoteka” Lori Chavez-DeRemerLori Chavez-DeRemer podczas sprawowania swego urzędu zasłynęła z niekonwencjonalnych metod postępowania, które od dawna wywoływały kontrowersje. Także jej mąż był bohaterem skandalu związanego z zarządzanym przez nią Departamentem Pracy (DOL). Jak poinformował „New York Times” Shawn DeRemer otrzymał w lutym zakaz wstępu do waszyngtońskiej siedziby DOL po tym, jak co najmniej dwie pracownice oskarżyły go o molestowanie seksualne (wszczęto w tej sprawie dochodzenie). Lori Chavez-DeRemer ma nie mniej bogatą „kartotekę”. Od kilku miesięcy prowadzone było także wewnętrzne śledztwo dotyczące stosowania przez sekretarz ds. pracy mobbingu. Serwis CNN poinformował też, że Biuro Inspektora Generalnego Departamentu Pracy prowadzi dochodzenie w sprawie doniesień, iż Chavez-DeRemer miała utrzymywać stosunki seksualne ze swoim ochroniarzem oraz niewłaściwie rozporządzać personelem – np. wysyłać pracowników po alkohol i próbować wykorzystywać podróże służbowe jako pretekst do prywatnych odwiedzin.Zobacz także: Łuk triumfalny Trumpa bliżej powstania. Biały Dom zwolnił całą komisjęPrywatne odwiedziny za pieniądze podatnikówW tym ostatnim przypadku była sekretarz do spraw pracy miała ochotę obejrzeć galę UFC w Chicago, wybrać się na koncert Morgana Wallena, a także spotkać z rodziną i przyjaciółmi w różnych stanach. Jej podwładni otrzymali więc zadanie zestawienia jej działalności służbowej w taki sposób, aby „przy okazji” mogła realizować prywatne kaprysy.Chavez-DeRemer została zaprzysiężona na stanowisko sekretarza pracy w marcu 2025 r. Od razu też gorliwie wzięła się za realizację planu Donalda Trumpa mającego na celu „odchudzenie” administracji państwowej, zgodnie z wytycznymi tzw. Departamentu Efektywności Rządowej. Jak wynika z danych amerykańskiego Biura Zarządzania Personelem, w lutym 2026 roku zatrudnienie w Departamencie Pracy było o prawie 25 procent mniejsze niż we wrześniu 2024 r, co postawiło pod znakiem zapytania w ogóle możliwość sprawnego zarządzania DOL.Zobacz także: Miotła w amerykańskiej dyplomacji. Trump wycina ambasadorów Bidena