„Więźniowie są nieobliczalni”. Użycie siły fizycznej wobec więźniów się zdarza, ale tylko czasem. Dla nas jest to porażka. Nie po to mamy sztab ludzi i przepływ informacji, żeby używać siły fizycznej. Musimy być o krok przed nimi – mówi portalowi TVP.Info mł. chor. Jacek Stafiński. W zakładzie karnym ma pod opieką kilkudziesięciu skazanych. W jakim rytmie toczy się życie za kratami według funkcjonariusza z pierwszej linii frontu? Mł. chor. Jacek Stafiński od listopada 1998 r. pracuje w Zakładzie Karnym w Chełmie. Od 15 lat pełni służbę na stanowisku starszego oddziałowego na oddziale terapeutycznym dla skazanych z niepsychotycznymi zaburzeniami psychicznymi. Jak wygląda standardowy dzień pracy w więzieniu? Mł. chor. Jacek Stafiński: Nie ma standardowych dni, bo każdy różni się od poprzedniego i następnego. Każdego dnia jest inny zakres obowiązków, inne czynności prowadzone ze skazanymi. Typowy dzień zaczynamy od śniadania. Później są rozmowy telefoniczne, zajęcia. Więźniów przyjmuje psycholog, kierownik, wychowawca. W międzyczasie wydawane są leki. Scenariusz różni się w zależności od tego, czy jest to dzień magazynowy, czy przyjmuje lekarz, czy jest łaźnia albo komisja penitencjarna. Później mamy obiad. Po obiedzie kontynuujemy to, co zaczęliśmy rano. O godz. 16:00 wydajemy kolację. Następnie są porządki w oddziale. W ten sposób zapewniamy podstawowe warunki socjalno-bytowe dla skazanych.Jak Pan sobie radzi ze stresem? Czy po tylu latach pracy stres jest jeszcze problemem? Każdy z nas przeżywa stres związany z tym zawodem. Nie boi się tylko człowiek, który nie jest w pełni rozważny. Staram się tego po sobie nie pokazywać. Wychodzę za mur i przechodzę 30 metrów, zanim dojdę do samochodu. A później – dziękuję, do widzenia. Wypieram. To jest najlepsza metoda. W domu nie rozmawiamy na ten temat. Więcej wiedzą moi koledzy niż moja żona. Wiadomo, że od pewnych rzeczy nie da się uciec, o czymś nie wspomnieć. Nawet o charakterze popełnionego przestępstwa. Mamy skazanych z najgorszej linii – od kazirodztwa, pedofilii, nekrofili po różne inne przestępstwa. To są ludzie zaburzeni, którzy nie mogą siedzieć w ogólnych celach ze względu na swój stan zdrowia. Dla nich zapewnione jest – tak to określę – więzienie w więzieniu. Jest oddzielny program oddziaływania, oddzielny program terapeutyczny, oddzielne zabezpieczenia.„Skazani są nieobliczalni”Czy prawdziwa jest powszechna opinia, że skazani za ciężkie przestępstwa są gorzej traktowani przez współwięźniów?To jest mit. Kiedyś tak było. Jak zaczynałem swoją przygodę z więziennictwem, ciężkie przestępstwa były napiętnowane przez skazanych. Natomiast teraz oni mają zapewnioną taką izolację, że są lepiej ochraniani niż prezydent. Służba więzienna nie dopuszcza do czegoś takiego. Nie pamiętam przypadku, żeby był atak agresji wymierzony w skazanego, który popełnił np. przestępstwo pedofilii. Czyli stara się pan ich nie oceniać, za to, co zrobili? Wtedy głowa by eksplodowała. To jest pacjent, który przyszedł tutaj odbyć karę, a ja go zabezpieczam, zapewniam mu warunki socjalno-bytowe. Staram się zapoznawać z historią danego skazanego. Dlaczego? Ułatwia mi to oddziaływanie na niego. Wiem, jak go podejść, jak z nim rozmawiać. Natomiast faktycznie, gdy się czyta niektóre akta, włos się jeży na głowie. Człowiek się zastanawia, jak można było takie przestępstwo wymyślić. Skazani są nieobliczalni. Zawsze trzeba mieć oczy dookoła głowy i być naprawdę czujnym. Np. rozmawiamy sobie tak jak my teraz, a za dwie minuty jest zwrot o 180 stopni. Wybuch agresji. Wtedy trzeba reagować. Mam obecnie 43 więźniów pod sobą. Wszystkiego o nich i tak nie będę wiedzieć. Ale trzeba wiedzieć jak najwięcej, bo to naprawdę ułatwia pracę. Nadmienię tylko, że funkcjonariusz działu ochrony, który najdłużej przepracował w oddziale terapeutycznym, wytrzymał osiem lat. Ja jestem już 15. rok. Nadal w formie, ciągle w grze. „Kamer jest więcej niż w Big Brotherze”Jakie są negatywne aspekty tej pracy? Co potrafi demotywować? Faktycznie służba więzienna powinna zarabiać lepiej. Teraz młody funkcjonariusz na starcie dostaje całkiem zadowalające pieniądze. Natomiast nadal nie jest to wynagrodzenie adekwatne do wykonywanej pracy. Wiadomo też, jak podchodzi do nas społeczeństwo. Widzi nas w określony sposób dzięki patocelebrytom i innym więźniom, którzy po wyjściu kreują się na uciemiężonych. Patocelebryci opowiadają cuda, a słucha ich nie tylko młodzież w okresie buntu. Ludzie w to wierzą i zaczynają na nas narzekać.W społeczeństwie funkcjonuje stereotyp, że strażnicy wyżywają się na więźniach. To nie jest prawda. Nie dochodzi do nieprawidłowości, bo jesteśmy inwigilowani niemal jak w Big Brotherze. Nawet tam nie było tylu kamer, co w więzieniu. Czytaj też: Wolność w prezencie świątecznym. Władze Kuby wypuszczą tysiące więźniówUżycie siły fizycznej na pewno się zdarza, ale tylko czasami. Natomiast dla nas jest to porażka. Nie po to mamy przepływ informacji. Nie po to mamy sztab ludzi, psychologów, wychowawców, żeby używać siły fizycznej. Jesteśmy po to, żeby zapobiegać. Musimy być krok przed więźniami. Nie musimy interweniować. Wystarczy, że nie dopuścimy do pewnych sytuacji.To się udaje? W naszym oddziale tak. W kadrze uzupełniamy się i reagujemy. Jest bardzo dobry przepływ informacji.Czy praca ze skazanymi może być motywująca? Czy cieszy Pana to, że więzień dobrze się resocjalizuje, reaguje na program, który jest dla niego przygotowany?Ciężko powiedzieć. Pierwsza sprawa, że to są długowyrokowcy. Druga sprawa, że wracają. Są w więzieniu z własnego wyboru. Nie chcą sprawiać kłopotu rodzinie albo tej rodziny już nawet nie mają. Proszę mi wierzyć, że więzienie jest dla nich ratunkiem. Więzień po wyjściu woli popełnić przestępstwo, żeby po prostu wrócić. Zawsze będzie przy tym narzekać, że więzienie to ograniczenie. Ale cieszy się na powrót. Mamy codziennie obiad z dwóch dań. Każdego dnia zmienia się gramatura. Samych diet jest 40 rodzajów. Dwa razy w tygodniu jest łaźnia, czyli dostęp do pryszniców. Wymiana pościeli. Magazyn. Wymiana umundurowania. Czyściutko, zadbane. W nocy przypilnowane. Gdzie będzie lepiej?„Nie zaczepiamy więźnia w tłumie, bo podburzymy tłum” Jak znosić prowokacje, zaczepki ze strony więźniów? Nie należy okazywać strachu ani wdawać się w dyskusję. Oni później sami widzą, że już nie ma sensu bić piany, bo ja z racji swojego stażu i doświadczenia sobie z nimi poradzę.Na prowokacje trzeba zareagować w odpowiedni sposób. Nie zaczepiamy gościa w tłumie, bo podburzymy cały tłum. Trzeba odczekać dziesięć – dwadzieścia minut, poprosić do wychowawcy, porozmawiać, zapytać, o co mu chodziło i czy wie, z czym to się wiąże. Na zastraszanie funkcjonariusza jest artykuł. Od razu jest inna rozmowa z delikwentem. Jest pan w stanie odróżnić, który więzień np. symuluje chorobę od tego, któremu naprawdę coś się dzieje? Na oddziale takim jak mój, czyli terapeutycznym, więźniowie mają większy dostęp do opieki lekarskiej. Mamy też na stałe pielęgniarkę na oddziale. Jej nie da się oszukać, bo zna chociażby historię choroby. Mamy jeszcze dwóch psychologów. Żeby nas oszukać, naprawdę trzeba się postarać.Jeżeli jednak osadzony pójdzie do lekarza, a ten stwierdzi, że więzień symulował, wyciągniemy odpowiednie konsekwencje. Delikwent np. nie pójdzie na ping-ponga.Macie nawet ping-ponga? Mamy też kino 3D. I konkurs tańca towarzyskiego. Cały czas prowadzone są zajęcia w podziale na grupy. Zawsze jest taki podział, żeby w ciągu tygodnia każdy mógł skorzystać ze wszystkiego, co oferujemy. Więźniowie robią koperty na potrzeby zakładu karnego, stroiki na święta. Wystawiamy ich dzieła na aukcjach charytatywnych. Jeśli ktoś chce uczestniczyć w zajęciach, ma cały dzień wypełniony. Niektórzy sami odeszli ze służby. „Byli po niewłaściwej stronie barykady”Jaka odpowiedzialność grozi, jeżeli coś poważnego stałoby się na Pana dyżurze, np. ucieczka, bunt, samobójstwo? W każdej sytuacji prowadzone jest postępowanie wewnętrzne, które wykazuje, czy ktoś popełnił błąd. W zależności od tego, jakie jest to uchybienie, niedopatrzenie, niedopełnienie, są stosowane adekwatne kary. Czy zdarzyło się, że ktoś został zwolniony ze służby z takiego powodu? Byli tacy, którzy odeszli sami. Zarówno oni, jak i my widzieliśmy, że są nie po tej stronie barykady. Utrzymywali zbyt poważny kontakt z osadzonymi, co skutkowało zakłóceniem porządku i bezpieczeństwa w jednostce. To było niepotrzebne. Ale żeby kogoś zwolnić dyscyplinarnie? To się nie zdarzyło. Czytaj też: Szokujące śledztwo CNN. „Piotr z Polski” odurzał i gwałcił żonęGdzie przebiega granica prawidłowej relacji z osadzonymi? Czy można np. zaznajomić się z więźniem? To jest bardzo cienka granica. Nie powinniśmy tego robić z racji charakteru wykonywanych obowiązków. Poza tym, jeżeli wejdziesz w taką zażyłość, to działa na zasadzie – dasz mu palec, a utnie ci całą rękę.Czy często musi pan składać skargi do przełożonych, czy raczej problemy rozwiązuje się w pierwszej kolejności z samym więźniem?To nie jest piaskownica. Nikt nikomu nie burzy babek z piasku. Każdy z nas może mieć lepszy i gorszy dzień. Czasami wiadomo, że skazanemu coś nie wyszło. Powie o jedno słowo za dużo. Trzeba go zrozumieć, ale w granicach normy. Powiedzieć: „Idź, połóż się, poleż albo pochodź po celi, odpocznij”. Oni słuchają? Tak, to jest najlepsza metoda. Przychodzę następnego dnia – i tematu już nie ma. Jeżeli sprawa jest poważniejsza, mam obowiązek wypisać wniosek. Inaczej byłoby to niedopełnienie z mojej strony. Pod taki przypadek podpada np. groźne zakłócenie porządku i bezpieczeństwa. Samookaleczenie. Nawoływanie. Zakłócanie codziennych czynności. „Noc ma swoje prawa”Pełni pan służbę też w nocy? Czym się różni standardowy dzień od nocy? Oczywiście. W praktyce mówi się, że w nocy jest mniej pracy. Ja tak nie uważam, bo musimy kontrolować więźniów w nieregularnych odstępach czasu. Nie możemy wchodzić do celi, kontrola odbywa się przez wizjer. Trzeba naprawdę się skupić. Noc ma swoje prawa. Dopóki śpią, nie ma problemu. Zazwyczaj jednak część śpi, a część nie.Albo np. jeden więzień śpi, a nagle drugi wyciąga miskę i będzie się mył. Wtedy rozwijamy nasze metody oddziaływania, żeby nie doszło do niepotrzebnych sytuacji. Czasem stukniesz w drzwi celi, powiesz dwa słowa i temat się rozchodzi. Czy lubi pan niektórych więźniów bardziej, innych mniej? Nie faworyzuję, bo to jest nieprofesjonalne. Wiadomo, że inaczej rozmawia się ze skazanym, który wydaje posiłki albo sprząta, bo on jest potrzebny. Natomiast nie da się wyskoczyć poza ramy.Czasami mówię, że ktoś będzie dzisiaj dzwonił pierwszy, albo jako pierwszy będzie doprowadzony do wychowawcy. Więźniowie mają co roku przeznaczane pieniądze, np. na święta. Niektórzy przy gratyfikacjach są brani jako pierwsi pod uwagę. Czyli dobrym zachowaniem można sporo zyskać?Tak. Na przykład dodatkową rozmowę telefoniczną, dodatkową paczkę. Jest wiele rzeczy w regulaminie, które mogą skutecznie zmotywować więźnia. Czy widać wymierne efekty resocjalizacji? Ktoś jest skazany na pięć lat więzienia i w tym czasie się zmienia, przechodzi metamorfozę. Czy to raczej naiwne przekonanie?Jeśli ktoś nie chce, to się nie zmieni i na siłę go nie zmusimy. To są zawodowcy. Jak pełniłem służbę na recydywie, to skazany dokładnie wiedział, jakie przestępstwo ma popełnić, żeby wrócić i za długo nie odsiedzieć. Np. okradł trzy czy cztery mieszkania, tak aby suma kradzieży w jednym mieszkaniu nie przekroczyła pewnej kwoty. On wiedział, jaki wyrok dostanie. A z tych pieniędzy sobie pożyje i jeszcze starczy dla rodziny. Słyszałem, jak skazany opowiadał, jak to się oblicza. Czytaj też: Fala tajemniczych zgonów w więzieniu. Funkcjonariusz chwalił się pobiciem„Lekkie przestępstwo lepiej współgra z cięższym”Czy oni wiedzą wzajemnie, jakie przestępstwa popełnili? Tak. U nas się nie da tego uniknąć, to byłoby zbyt trudne organizacyjnie. Sami chwalą się między sobą?Chwalą to za dużo powiedziane, ale rozmawiają na ten temat. Dla zachowania spokoju istotne jest odpowiednie osadzenie i dobór charakterów. Wychowawca wykonuje przy tym świetną pracę. Rozgryza ich błyskawicznie. Przychodzisz na dyżur, a towarzystwo jest już wymieszane. Ja w życiu bym nie wpadł na to, że akurat Iksiński będzie sobie siedział spokojnie z Igrekowskim. Wychowawca ma smykałkę do rozmieszczenia. Ustalenie, kto ma z kim przebywać w celi, to 80 proc. sukcesu.Skazany nawet sam nie wie, że ktoś go uspokoi, albo on kogoś wytonuje. W każdej chwili możemy też przemieścić więźnia do innej celi, w porze dziennej lub nocnej, jeżeli zachodzi taka potrzeba ze względu na bezpieczeństwo. Lekkie przestępstwo lepiej współgra z cięższym. Tak jest lepiej niż posadzić razem dwóch osadzonych za jeden rodzaj przestępstwa.Co się zmieniło w porównaniu z czasami, kiedy wstępował pan do służby, jeśli chodzi o warunki pracy, ale też dobrostan więźniów? Czy widać zmiany?Duże pieniądze poszły w modernizację oddziałów. Kiedyś było też znacznie mniej papierologii. Są większe wymagania ze strony służby więziennej. Kładziemy naprawdę duży nacisk na realizację obowiązków, które nakłada na nas ustawodawca. Mówię z punktu widzenia oddziałowego, ale też z obserwacji pracy wychowawcy, kierownika oddziału czy psychologa. Oni są bardzo obłożeni i ze wszystkiego rozliczani. Przy próbie samobójstwa czy po samobójstwie więźnia, wszystko jest analizowane słowo po słowie, klatka po klatce. Nigdy nie wiadomo, kiedy sytuacja może nas zaskoczyć. Idziesz do domu, a godzinę potem gościu wisi. Wtedy wchodzi prokurator. Wszystko jest analizowane. To jest duży czynnik stresogenny. Kiedyś było więcej samobójstw. Dawniej skazani dostawali rentę socjalną. Aby ją dostać, sprawiali sobie uszczerbek na zdrowiu, np. aplikowali zasypki do oczu, wbijali sobie gwoździe. Byli tacy, co się przeliczali i przez to zgonów było więcej.Kiedyś osadzony miał szacunek sam do siebie. Teraz nie ma. Woli przygryźć wargę niż powiedzieć rzecz, która źle wpływałaby na jego dalsze funkcjonowanie. Czy skazani na dożywocie są podłamani faktem, że nie wyjdą na wolność?Trudno powiedzieć. Mamy mężczyznę, który musi być izolowany od wszystkich. W Krakowie zabił dwie dziewczynki nogą od stołu, bo nienawidził kobiet. Siedzi już około 25 lat. Ciężki zawodnik. Dla niego mamy indywidualny program przy otwieraniu celi, wydawaniu posiłków. Jest nieobliczalny. Rodzina w ogóle go nie wspiera. Teraz mocno zainteresował się religią, ale robi to w jednym celu. Jak ksiądz prześle mu gazetę katolicką, to wiadomo, że prześle też kartę telefoniczną, paczkę, kupon. Jak wygląda wsparcie od rodziny, kontakt ze znajomymi? Są sale ogólne do widzeń. Czasem można uniemożliwić widzenie w bezpośrednim kontakcie, ale trzeba się naprawdę postarać, żeby taką karę dostać. Widzenia są dwa razy w miesiącu, chyba że ktoś miał wniosek nagrodowy i dostał więcej. Są też słynne widzenia intymne, ale nikt z naszego oddziału z nich nie korzysta. Za to trzeba już wziąć konkretną odpowiedzialność. Co zniechęca młodych ludzi do służby?Najbardziej demotywuje charakter pracy. Wystarczy, że skazany ubliży ci w obecności pozostałych. Ty musisz przywołać go do porządku, ostrzec, zapobiec użyciu siły. Instruuje się strażnika, żeby się odezwał, a on dostaje blokady. Zacina się i stoi. To już jest woda na młyn dla osadzonych. Fama rozchodzi się błyskawicznie. Czytaj też: Więzienie dla księdza pedofila. Sąd ogłosił wyrokTrzeba asertywnie podejść do tematu. Wiadomo, że nogi się zatrzęsą, ale nikt nie musi tego zauważyć. Kandydat do pracy rezygnuje, jeśli pomyśli, że za pięć tysięcy złotych miesięcznie spotka go coś takiego.Telefony komórkowe dla strażników? „W jednej chwili można stracić czujność”W pracy nie może pan mieć przy sobie telefonu komórkowego. Jak sobie poradzić w zamknięciu, bez kontaktu z rodziną? Narażę się wielu funkcjonariuszom, ale podkreślę, że nie jestem zwolennikiem telefonów komórkowych w więzieniu. Jestem przekonany, że używając telefonu, można w jednej chwili stracić czujność. Co za pożytek z funkcjonariusza, który scrolluje Instagrama? Dobrze jest tak, jak jest. Są miejsca, z których można zadzwonić – od kierownika, inspektora. Nikt nikomu nie stwarza problemów.Czy pracownicy, którzy gorzej sobie radzą ze stresem, korzystają z pomocy psychologów, psychiatrów? Każdy z nas korzysta. Mamy resortowego psychologa. Przy każdych badaniach okresowych bada nas psycholog. Jeżeli trzeba, psychiatra dodatkowo kieruje do psychologa. Nie ma żadnego problemu z dostępem do nich. Jaki jest przekrój społeczny więźniów? Czy to są ludzie z różnych środowisk? Bardzo różnych. Większość jest niewykształconych, ale mamy też skazanych ze średnim wykształceniem. Czasem, mimo że są upośledzeni, potrafią być bardzo inteligentni. Nieraz jak więzień np. napisze pismo do sądu, nie można uwierzyć, że tak dobrze je napisał. Czy skazani wymigują się od obowiązków, np. nie chcą ścielić łóżek?Jeśli nie chcą ścielić łóżek, ja ich wtedy zawstydzam. Mówię: „w tym wieku, no weź, proszę cię”. Mam swoje myki, które ułatwiają mi pracę. Nie będziemy robić sobie na złość, bo po co. Cały wabik polega na tym, że jeżeli skazany będzie systematycznie chodził na zajęcia, udzielał się (czy mu się to podoba, czy nie), wiadomo, że na koniec danego programu wychowawca, psycholog, czy terapeuta wypisze wnioski nagrodowe. To motywuje.Czy więźniowie pracują, żeby w pewien sposób przysłużyć się społeczeństwu? Niby każdy się o pracę stara, dopóki jej nie dostanie. Są tacy, którzy popracują dwa, trzy miesiące i tyle. Znudziło mu się. On woli poleżeć. I nie ma możliwości zmuszenia go do pracy. Kiedyś więzień miał obowiązek odpracować ileś godzin, ale wtedy nie było medycyny pracy. Teraz, nie daj Boże, poślizgnie się i upadnie, a okaże się, że nie miał przeszkolenia. Od razu byłaby awantura.Pan zagląda przez wizjer w nocy do celi. Jak ocenić, czy więzień sobie śpi, czy też coś sobie zrobił?Mam 43 więźniów pod sobą. Nie sposób zapamiętać 43 ułożenia ciała w porze nocnej. Skąd wiadomo, czy on sobie pod tym kocem czegoś nie zrobił? Wtedy bazuje się na innych skazanych. Jeżeli funkcjonariuszowi coś się nie podoba, zapala światło i stuka do drzwi celi. Jeżeli to nie przynosi rezultatu, przychodzi zabezpieczenie, otwieramy, wchodzimy. Sam pan nie wchodzi do celi?Nie. To jest nieprofesjonalne i nawet jakbym dostał takie polecenie, sam bym nie wszedł. Nigdy nie wiadomo, czy to nie jest prowokacja. Nawet gdybym miał ponieść konsekwencje, to nie wejdę dla własnego bezpieczeństwa. Podejrzewam, że nikt z przełożonych by mi takiego polecenia nie wydał. Z czego skazani sobie robią narzędzia chowane w celi?Ze wszystkiego. Potrzeba jest matką wynalazku. Skazany jest w celi 23 godziny, jeżeli nie pójdzie na spacer. Siedzi, myśli, kombinuje, jak sobie usprawnić życie. My jesteśmy od tego, żeby to znajdować, żeby być krok przed nimi. No i znajdujemy. U nas to są proste znaleziska – grzałeczka, kawałek ostrzyka, nożyka.Czytaj też: Więzień uciekł podczas wycieczki do Luwru. Strażnicy nie mieli szans„Rzecz niedozwolona lubi ciszę”Wiadomo, co wpływa do więzień w dużej ilości – środki odurzające i narkotyki.U nas na oddziale to się prawie nie zdarza. Skazani nie mają za co wejść w ich posiadanie, bo to kosztuje trzysta, czterysta procent więcej niż na wolności. Obecnie mamy dwóch wytypowanych dżentelmenów. Wiemy na pewno, że są zainteresowani otrzymywaniem takich substancji. Kto przemyca narkotyki do więzienia? Rodziny?Wszyscy. Czasami więźniowie w tej kwestii są naprawdę o krok przed nami. Np. kartki w zeszycie są nasączone czymś, co tylko pies mógłby wywąchać. Później się to kruszy i pali w papierosie. Jak robi to jedna osoba, to jeszcze przejdzie. Ale jak cała cela, już robi się głośno. Zwraca się im uwagę, że ktoś jest tutaj pod wpływem. Budzi się agresja. Trzeba to jakoś opanować. W dzień, jak jest więcej ludzi, to mniejszy problem. Ale jeśli to się stanie w nocy, a dowódca ma do dyspozycji np. tylko trzech funkcjonariuszy? Mówię teoretycznie, bo u nas nie było jeszcze takiego przypadku.Rzecz niedozwolona lubi ciszę. Jeśli mają coś sobie wciągnąć w celi pięcioosobowej, to dwóch wciąga, a trzech pilnuje. Później jest zamiana. Czasem ktoś na kogoś doniesie. Zaczynają się kontrole, przeszukania. Rano wiadomo, widać po oczach. Można zrobić testy, ale osadzony ma prawo testu odmówić.Donoszą na siebie? Oczywiście. Jak zaczynałem swoją przygodę z więziennictwem, dżentelmen sam siebie szanował. Musiał być naprawdę przyparty do muru, żeby donieść na drugiego. A teraz donoszą niezależnie od tego, czy są w podkulturze, czy nie.Jak więźniowie się do pana zwracają?Staram się nie skracać dystansu. „Panie Jacku” to wszystko, na co mogą sobie w stosunku do mnie pozwolić. Często to i tak jest za dużo. Dystans trzeba zachować. Najlepiej „Panie oddziałowy”. Zdarzają się też i obelgi.Czy ma pan przy sobie broń na oddziale?Broń jest tylko na posterunkach uzbrojonych, w służbie konwojowej lub w transportach doraźnych czy do służby zdrowia. Gdybym miał broń, byłoby to niebezpieczne dla obu stron.Czasami używamy środków przymusu bezpośredniego. To np. siła fizyczna, użycie chwytów transportowych, obezwładniających, kajdanki, gaz, pałka. To jest ostateczność. Ale jak się trafi furiat, który nie panuje nad sobą, to lepiej go położyć, obezwładnić, przytrzymać, żeby sobie krzywdy nie zrobił. Wystarczy 10 minut i ochłonie. Potem jest zupełnie innym człowiekiem.Czy więzienie zmienia człowieka? Ja się śmieję, że u nas jest klinika odnowy biologicznej. Najlepsze SPA to pikuś w porównaniu z tym, co zakład karny robi z człowiekiem. Przychodzi zaniedbany, a po roku wychodzi jak adonis. Mieliśmy kiedyś zdjęcia poglądowe, jak wyglądał pan, jak przyszedł i jak wyszedł. Różnica jest kolosalna. Naprawdę więzienie ratuje życie. Nie ma co tego ukrywać.Jak by pan zachęcił młodych ludzi, którzy chcieliby wstąpić do służby, ale się wahają? Nie będę zachęcał i nie będę też odradzał. Każdy ma swój rozum. To nie jest lekka robota i z pełną odpowiedzialnością powiem, że nie wszyscy się do niej nadają. Naprawdę, ciężko obecnie o klawisza z prawdziwego zdarzenia. Z drugiej strony nie jest tak, jak lansują social media, że trzeba się z tym urodzić. Jeżeli chcesz, doprowadzisz swój sposób wykonywania obowiązków do takiego stanu, który będzie cię zadowalał i będziesz miał poważanie wśród skazanych. To jest do wypracowania. Wiem to na własnym przykładzie.Czytaj też: Aktor pójdzie do więzienia za napaści seksualne