Głównie z rocznika 2007 r. Do końca kwietnia trwa tegoroczna kwalifikacja wojskowa. Wezwanych, którzy się na nią nie stawiają, przed komisje doprowadzają policjanci. Wojsko podkreśla, że stawiennictwo na komisję kwalifikacyjną to dla wielu ludzi jedyny w życiu kontakt z armią. W tym roku kwalifikacja wojskowa obejmuje głównie mężczyzn urodzonych w 2007 r. (rocznik podstawowy). Obowiązek stawienia się mają też mężczyźni z roczników 2002–2006, niemający jeszcze określonej kategorii zdolności do służby wojskowej i wybranych kobiet.Samorządy przekazują listę nazwisk policjiOsoby, które zostały wezwane do stawiennictwa przed komisję, a nie przyszły, wojsko zgłasza do samorządów. Samorządy z kolei listę z nazwiskami przekazują policji, by ta doprowadziła wskazanych przed oblicza komisji kwalifikacyjnych.Czytaj także: Zadzwonią albo zapukają. Urząd sprawdzi, jak żyją Polacy– Przekazujemy policji tylko nazwiska tych osób, które nie usprawiedliwiają swoich nieobecności. Nie przychodzą na komisje, nie dzwonią, nie piszą, nic nie wyjaśniają. Ci, którzy się z nami kontaktują i wiemy, dlaczego nie przyszli, przez policję nie są doprowadzani – powiedział kapitan Przemysław Domanowski z Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji w Olsztynie.W zakresie działania Wojskowego Centrum Rekrutacji (WCR) w Olsztynie na komisje nie stawia się. 2,5 proc. z 9 tys. osób wezwanych na komisje.Błędne myślenie. Wezwanie nie jest poborem do wojska, to nie PRL– To bardzo niewiele osób. Niektóre z nich zapewne wciąż myślą, że to wezwanie jest jednoznaczne z poborem do wojska, co jest kompletnym błędem. W żadnym wypadku. Nam chodzi tylko o określenie przydatności danej osoby do służby wojskowej, zbadanie jej, nadanie kategorii zdolności do służby wojskowej. Dla wielu osób ta wizyta będzie pierwszym i ostatnim kontaktem z wojskiem w ich życiu – podkreślił kpt Domanowski.Dodał, że choć od kilku lat wojsko prowadzi kampanie informacyjne przed poborem, wciąż nie brak takich, którzy uważają, że jak się stawią na komisję wojskową, to pójdą do wojska tak, jak było to w PRL-u.Jak przekazał mjr Piotr Grucela z WCR we Wrocławiu, na terenie tej jednostki w podstawowych rocznikach, które powinny stawić się przed komisjami lekarskimi, frekwencja wyniosła w 2025 r. 87 proc. W przypadku starszych roczników to 30,67 proc. Łącznie w rocznikach podstawowych wezwano 5426 osób, a starszych 1642 osoby.Mjr Grucela dodał, że stawiennictwo podczas obecnej kwalifikacji w tym roku wynosi w rocznikach podstawowych ok. 90 proc., a w starszych 44 proc., co świadczy o tendencji wzrostowej.Nie są to dane z całego Dolnego Śląska. Teren WCR we Wrocławiu obejmuje Wrocław i powiaty: wrocławski, oleśnicki, średzki, milicki, trzebnicki, oławski i strzeliński.Najczęściej nie ma ich w krajuWśród samorządów, które poprosiły policję o pomoc w doprowadzeniu mężczyzn z rocznika 2002-2007 przed komisję wojskową jest Wrocław czy mazurskie Mrągowo.– Mamy do wtorku do godz. 12.00 doprowadzić na komisje 28 osób. Na razie nie doprowadzono ani jednej – powiedział w poniedziałkowe południe oficer prasowy z Mrągowa asp. Rafał Syczew. Dodał, że doświadczenie wcześniejszych lat pokazywało, że najczęściej na komisje nie stawiali się ci, których nie ma w kraju, bo np. pracują za granicą.Rzecznik prasowy warmińsko-mazurskiej policji Tomasz Markowski powiedział, że policja w całym regionie otrzymuje od samorządów takie prośby.Nie jest to miły obowiązek– W ubiegłym roku kilkanaście osób miała doprowadzić policja z Węgorzewa. Kiedyś takim doprowadzaniem zajmowała się żandarmeria, teraz za pośrednictwem samorządów robi to policja – wyjaśnił Markowski.Burmistrz Ostródy Rafał Dąbrowski w przeszłości podpisywał listy z nazwiskami osób, które policja miała przywieźć na komisje wojskowe. – Nie jest to miły obowiązek, ale nie mamy prawa go nie wypełniać – przyznał.Kwalifikacja wojskowa w 2026 r. obejmuje 235 tys. osób. Odbywa się ona na podstawie m.in. ustawy o obronie ojczyzny, rozporządzenia MON i zarządzenia wojewodów. Przepisy pozwalają karać sądownie grzywnami i karami porządkowymi ludzi unikających kwalifikacji wojskowej. W olsztyńskim sądzie w ostatnich 20 latach nie było ani jednego wniosku o ukaranie osoby, która nie stawiła się na kwalifikację wojskową.