„Rozmowy (nie)wygodne”. Tysiące mil, niezliczone przeszkody i jedno pragnienie – odnaleźć ojca. Do kin wszedł film „Dziecko z pyłu” Weroniki Mliczewskiej – historia 55-letniego Sanga, niechcianego i dyskryminowanego dziecka wojny w Wietnamie, który postanawia odnaleźć swojego amerykańskiego ojca. Reżyserka była gościnią Mariusza Szczygła w „Rozmowach (nie)wygodnych”. – Figura ojca w Wietnamie jest równoznaczna z tożsamością. Ojciec ma decydujący głos – cokolwiek powie, to się wydarza. Przede wszystkim jednak jest tożsamością. Sang, jako „pył”, który nie miał swoich korzeni, był odrzucany i pomijany. Dla niego to coś nadrzędnego i może z naszej perspektywy trudno zrozumieć, jak bardzo potrzebuje jakichkolwiek śladów, by odnaleźć siebie – mówi w „Rozmowach (nie)wygodnych” Weronika Mliczewska.– Poszukiwanie ojca nie jest tylko chęcią poznania swojej przynależności, ale przede wszystkim próbą poznania samego siebie. On musi to zrobić dla siebie. Bez tego nie jest w stanie iść do przodu, kochać ani dawać – dodaje w programie Mariusza Szczygła.Film „Dziecko z pyłu” Weroniki Mliczewskiej wszedł do polskich kin 17 kwietnia.– W tym filmie nie ma łatwych momentów ani prostych decyzji. Wszystkie są graniczne i zmieniają całe życie. Sang, podążając za chęcią zmiany swojego losu, mierzy się także z dziedzictwem kulturowym. Wywodzi się z kultury buddyjskiej i wierzy, że niesie brzemię karmy. Widać to w życiorysach bohaterów – jego córka powiela losy jego matki, która była bargirl. Z kolei jego ojciec powiela losy swojego ojca. Widać więc mechanizm przekazywany z pokolenia na pokolenie. Film pokazuje też, że ojciec nie potrafił okazywać czułości swoim dzieciom. „Dziecko z pyłu” daje pewien rodzaj przytulenia, choć czasami bywa ono także potrzaskiem – podkreśla Weronika Mliczewska.Czytaj także: Sławomira Łozińska o stracie syna. „Czułam ogromny ból”