Do niczego się nie przyznał. Rafał S. ps. Szkatuła, jeden z najgroźniejszych polskich gangsterów, wyszedł na wolność po odbyciu całej kary 15 lat więzienia. Przez dekadę ukrywał się, a służby były tak zdesperowane, że dawały 20 tys. złotych nagrody za informację o „żywym lub martwym”. Gdy wpadł – okazało się, że w tym czasie grał w piłkę m.in. w czwartoligowym klubie i nazywano go „Messim”. Potem skazywano go nakłanianie do kilku zabójstw, w tym Marka Cz. ps. Rympałek i Tomasza S. ps. Komandos. Z informacji portalu TVP.Info wynika, że Rafał S. odzyskał wolność 9 kwietnia. Odsiedział cały 15-letni wyrok, choć gdyby zsumować wszystkie kary orzeczone wobec niego w latach 2011-2026, to musiałby spędzić za kratami nawet 40 lat. A skazywano go za najpoważniejsze przestępstwa: kierowanie gangiem, zlecanie zabójstw i pobić oraz handel narkotykami. Śledczy, z którymi rozmawialiśmy o przyszłości 52-letniego „Szkatuły”, są przekonani, że jeszcze będzie o nim bardzo głośno. – To inteligentny gangster, który pokazał, że potrafi zbudować i kierować dobrze zorganizowaną grupę przestępczą. Nie ma wątpliwości, że podczas pobytu w więzieniu nawiązał kolejne kontakty przestępcze, które pozwolą mu na szybki powrót na szczyty stołecznego półświatka. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do takich grup jak „Mokotów” czy „Pruszków”, ma on duże zaplecze. Na wolności jest już wielu członków jego ekipy, co stanowi o jego sile – mówi portalowi TVP.Info śledczy, który zajmował się gangiem „szkatułowym”. Zdaniem naszych rozmówców ważną kwestią będzie, jak „Szkatuła” odnajdzie się w nowej rzeczywistości. – To nie są już czasy, gdy dochodzi do krwawych porachunków na ulicach. Nie ma też wojen gangów o terytorium, a przynajmniej nie na taką skalę jak w latach 2000-2010. Za to obecnie mamy prawdziwą narkopandemię, a na handlu narkotykami S. i jego kompani znali się bardzo dobrze i wprowadzali do obrotu tony substancji odurzających. W tym za pomocą kiboli, zwłaszcza związanych z Teddy Boys 95, czyli bojówką Legii. A pseudokibice mają ogromne możliwości dystrybucji towaru – wyjaśnia oficer CBŚP. Oczywiście nie można wykluczyć, że Rafał S. zresocjalizował się w więzieniu i wróci do swojej największej miłości – czyli grę w piłkę nożną. Bo historia pokazuje, że nie mógł z niej zrezygnować, nawet gdy szukała go cała polska policja. Czytaj także: „Szkatuła” skazany za zlecenie pięciu zabójstwZłodziej z ambicjami Rafał S. (rocznik 1974) wychowywał się na warszawskim dolnym Mokotowie. Z analizy zeznań świadków koronnych i byłych członków jego grupy, jawi się obraz człowieka ambitnego i bardzo zdeterminowanego. Nasuwa się nawet porównanie z Tonym Montaną, bohaterem „Człowieka z blizną”, kultowego filmu dla całej masy gangsterów na świecie. Tak jak Tony, „Szkatuła” też zaczynał jako drobny przestępca. Na początku lat 90. razem z kilkoma kumplami z Czerniakowa i starego Mokotowa zaczął kraść samochody. Igor Ł. ps. Patyk (uważany za jednego z najskuteczniejszych stołecznych złodziei samochodów – uniewinniony od zarzutu udziału w zabójstwie gen. Marka Papały) zeznawał, że poznał Rafała S. na początku lat 90. – To był znajomy z osiedla. Razem kradliśmy samochody. To były głównie mercedesy, BMW, Audi i Toyoty. Razem ze „Szkatułą” i jego wspólnikami ukradliśmy w sumie ok. 50 samochodów – opisywał świadek koronny. „Patyk” wspominał także, że razem ze „Szkatułą” wyjechali w 1994 roku do Holandii, aby tam kraść auta. Zamówienia przyjmowali od mieszkających tam rodaków. Potem, wedle słów skruszonego, współpracowali jeszcze przez kilka lat. W tym czasie Rafał S. działał głównie z dwoma najbliższymi kumplami Ireneuszem S. ps. Sopel i Robertem O. ps. Teodor. Ten ostatni był jednym z najlepszych stołecznych złodziei samochodów. „Gazeta Wyborcza” donosiła, że wśród dokonań „Szkatuły”, była kradzież limuzyny ambasadora Danii. W drugiej połowie lat 90. zwrócił na siebie uwagę Mariusza D. ps. Przeszczep i Piotra K. ps. Bandziorek. Banda ta zajmowała się głównie kradzieżami samochodów, napadami, porwaniami i handlem narkotykami. Do „Przeszczepa” miały trafiać samochody „zrobione” przez „Szkatułę”. Podczas jednej robót Rafał S. i jego kompanioni ukradli np. Mazdę 626 na arabskich tablicach rejestracyjnych. Trafił im się dodatkowy bonus w postaci 10 tys. dolarów, 300 mln starych złotych oraz 50 tys. dolarów w arabskiej walucie. To był strzał w dziesiątkę, bo za samochód złodzieje dostawali od 4 do 8 tys. dolarów. Innym razem Rafał S. miał ukraść Cadillaca. „Patyk” zeznał, że sprzedał samochód siedząc w areszcie przy ul. Kłobuckiej w Warszawie. Wystarczył przemycony telefon komórkowy. Czytaj także: Dwa miesiące bez paczek. Kosztowna sądowa salsa „Szkatuły” Wzgardził sokami od „Masy” Już pod koniec lat 90. „Szkatuła” zaczął pokazywać swój charakter. Połączone siły ekipy Rafała S. i Igora Ł. na trasie do Janek wypatrzyły Mercedesa 290 turbo. Złodzieje ukradli samochód swoją ulubioną metodą – na tzw. kółko. Któryś z przestępców pokazywał kierowcy, że ma uszkodzone koło. Gdy ten się zatrzymywał, do pojazdy wskakiwał złodziej i odjeżdżał. Tak też w ręce szajki wpadł wspomniany Mercedes. – Kiedy jechaliśmy do Piaseczna zadzwonił „Bysio” a potem „Masa” i powiedzieli, że samochód jest kolegi „Masy” mamy go oddać. Wtedy „Szkatuła” stwierdził, że należą do grupy „Bandziorka” i koledzy „Masy” go nie interesują – opowiadał śledczym „Patyk”. W tamtym okresie „Masa” był liczącym się w półświatku „kapitanem” gangu pruszkowskiego. Mimo to dopiero interwencja „Bandziorka” zmusiła Rafała S. do oddania łupu. Okazało się, że samochód należał do szefa firmy produkującej soki, w której „Masa” miał udziały. „Szkatuła” wzgardził propozycją dostawy soków w ramach rekompensaty. Jednak szczęście nie zawsze dopisywał rzezimieszkowi z Sielc. W listopadzie 1998 roku jego ekipa upatrzyła sobie luksusowy samochód na Pradze. „Puknęli” (spowodowali kolizję) go swoją Alfą i gdy kierowca wysiadł, do samochodu wskoczył „Szkatuła” i ruszył z piskiem opon. Jak twierdzi „Patyk”, napadnięty (którym okazał się ukraiński milicjant) zaczął strzelać w kierunku złodziei. W limuzynie włączył się system antynapadowy, a na dodatek drogę autu zajechał Fiat Ritmo, którym jechał policjant po służbie. Kule świszczały już gęsto. „Szkatuła” salwował się ucieczką, wskazując do wozu kompanów. Po jakimś czasie złodzieje wjechali na blokadę policyjną. Wszyscy uciekli z samochodu, ale Rafał S. miał pecha. Został zatrzymany. Trafił na trzy miesiące do aresztu. Wyszedł i to była jego ostatnia wizyta za murami więzienia na ponad dekadę. Czytaj także: Sąd łaskawy dla „Szkatuły”. Gangster będzie miał krótszą odsiadkęPrezes u „Przeszczepa” – „Szkatuła” ewidentnie nadawał ton całej swojej grupie. Pod koniec lat 90. zaczął powoli odchodzić od samochodów na rzecz narkotyków. Gdy balowaliśmy w Mikołajkach powiedział, że wszedł w heroinę, którą brał od „Przeszczepa” oraz „Mokotowskich” – czytamy w zeznaniach Igora Ł., który wskazywał, że Rafał S. zasięgiem działania obejmował Wolę część Mokotowa i Konstancin. A pieniądze płynęły coraz szerszym strumieniem. Jak twierdzą jego byli kompani już wtedy jeździł luksusowym BMW za ponad 150 tys. złotych. Na przełomie XX i XXI wieku został jednym z trzech „prezesów” w gangu duetu „Bandziorek” – „Przeszczep”. Niespełna 30-letni gangster już wtedy miał mieć nosa do interesów. Pieniądze zarobione na samochodach lokował w narkotyki, których sprzedaż przynosiła znaczniejsze zyski. – Dla przykładu powiem, że „Szkatuła” kiedyś chwalił się, że w ciągu miesiąca sprzedał ok. 3 kg heroiny po 60 tys. złotych za kilogram – zeznawał kolejny świadek koronny Seweryn R. „Prezes” potrafił bardzo szybko reagować na to, co się dzieje w półświatku. Kiedy w 1999 roku w warszawskiej restauracji „Gamie” zastrzelono pięciu gangsterów (w tym bossów „Wołomina” Mariana K. ps. Klepak oraz Ludwika A. ps. Lutek), szybko zaczął przejmować dilerów z Woli, Bemowa i Jelonek, kontrolowanych przez jedną z ofiar. Agresywna ekspansja „Szkatuły” wzbudziła gniew gangsterów z Ożarowa, którzy mieli chrapkę na ten teren. Wydali nawet wyrok śmierci na „Szkatułę”, ale z niewiadomych przyczyn zrezygnowali z jego wykonania. Czytaj także: Szkatuła słusznie bał się sędziego Krasnodębskiego. Usłyszał wyrok 15 lat więzienia Droga na szczyt W czerwcu 2001 roku policja uderzyła w gang „Przeszczepa”. W tamtym czasie „Bandziorek” siedział w niemieckim więzieniu. Rafał S. uniknął wpadki. I znowu wykorzystał okazję, choć pozostał lojalny wobec uwięzionego bossa, to jednak zaczął tworzyć własną grupę. Zaczął przygarniać młodych, żądnych pieniędzy gangsterów. Tak ściągnął do bandy Piotra K. ps. Kima, który później stał się jego Nemezis. „Kima” – wówczas dobrze zbudowany i bezwzględny zbój na dorobku szybko stał się jednym z zaufanych bossa. – Od września 2001 roku byłem w grupie „Szkatuły”. Trudniłem się zbieraniem haraczy z punktów, czyli handlarzy z Wolumenu, autokomisów, agencji towarzyskich itp. – zeznawał „Kima”. „Kima” opowiadał bardzo obszernie jak na polecenia młodego bossa uczestniczył w „rozkminkach”, czyli spotkaniach z konkurencyjnymi gangami. Już wtedy „Szkatuła” był bardzo ostrożny. Nie pojawiał się tam sam, ale wysyłał reprezentanta. Bardzo rzadko spotykał się także ze swoimi podwładnymi. Jak twierdzi „Kima” boss zawsze jeździł sam. Nigdy nie mówił, gdzie się ukrywa. W 2002 roku Rafał S. zaczął zgarniać dużą część warszawskiego półświatka, wykorzystując rozbicie gangu pruszkowskiego i wołomińskiego. Bezpardonowo przejął ściąganie haraczy z niezrzeszonych taksówkarzy z centrum stolicy, którzy opłacali się grupie mokotowskiej. Banda „Szkatuły” zarabiała nawet 300 tys. złotych miesięcznie z samych haraczy. Gang „opodatkował” także lichwiarzy z kasyn oraz bukmacherów ze Służewca. Według słów „Kimy”, zlecił także w 2002 roku zabójstwo Tomasza S. ps. Komandos, stojącego na czele gangu żoliborskiego, który chciał zagarnąć dla siebie wpływy z giełdy na Wolumenie. Skruszony zapamiętał, że gdy zdecydował się podjąć tego zlecenia, boss powiedział: wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć”. „Kima” jednak nie zrealizował zlecenia, choć nawet dostał pistolet maszynowy do sprzątnięcia „Komandosa”. W maju 2002 roku doszło do strzelaniny w wolskim domu handlowym Klif. Zginęło wtedy dwóch członków gangu mokotowskiego. Celem zamachowców był wówczas „Komandos”, ale cudem uciekł. Jednak 13 sierpnia 2002 roku, gdy Tomasz S. na stacji benzynowej Statoil przy ul. Radzymińskiej czyścił wnętrze auta, podszedł do niego zamaskowany mężczyzna i oddał w jego kierunku kilka strzałów. Według śledczych za obie te strzelaniny odpowiadał Szarani Ahmatov ps. Szach vel „Pułkownik”. To Czeczen urodzony w Kazachstanie, który miał być płatnym zabójcą. Rafał S. zawsze twierdził, że nie ma nic wspólnego z tym, ani żadnym innym zabójstwem. Czytaj także: „Szkatuła” przewidział, że zostanie skazany na wiele latDekada w cieniu W kolejnych latach grupa „Szkatuły” wiodła prym w stołecznym podziemiu. Pewne jest, że większość z jego podwładnych miała zakaz manifestowania swojego bogactwa. On sam lubił chodzić w „granitowym garniturze, miał zapuszczone długie włosy i przystrzyżoną brodę”. Sprawiał wrażenie biznesmena, a nie bezwzględnego gangstera, jaki straszył ze zdjęcia dołączonego do listu gończego. Poza dwoma osobami – bratem przyrodnim ps. Wściekły vel „Belmondziak” oraz niejakim „Kurdem”, nie utrzymywał z nikim kontaktu a i oni, dla pewności, nie znali miejsca jego kryjówki. Policja podejrzewała nawet, że „Szkatuła” nie żyje, ponieważ z podsłuchów telefonicznych wynikało, że gangsterzy powołują się na niego, ale od lat nikt go nie widział. W końcu policja wyznaczyła 20 tys. złotych nagrody za informację o Rafale S. Żywym lub martwym. To była pierwsza taka „oferta” policji od 1989 roku. Tymczasem „szkatułowi” dalej rozpychali się w półświatku. W 2004 roku zastrzelono kurującego się w Szpitalu Bielańskim Konrada O. ps. Obój. W maju 2006 roku zlikwidowano Robert B. ps. Bokserek, który przejął władzę na gangiem żoliborskim i chciał się usamodzielnić, zrywając więzy poddaństwa wobec „szkatułowych”. Na przełomie stycznia i lutego 2008 roku policja uderzyła w końcu w bandę Rafała S. Ujęto wtedy kluczowe postaci grupy m.in. Feisha S. ps. Tomek vel „Kurd”, Piotra S. ps. Mińszczak, Jakuba K. ps. Kuba czy Arkadiusza K. ps. Chory. Uchodzili oni za kapitanów w gangu. Do 2010 roku zatrzymano dużą część członków bandy, w tym Marcina K. ps. Belmondziak, przyrodniego brata „Szkatuły”. Sam boss pozostawał nieuchwytny . I nagle na w listopadzie 2010 roku. mafijny egzekutor zastrzelił Janusza P. ps. Jańcio. Ten legendarny przedstawiciel stołecznego półświatka współpracował z prokuraturą. To on wskazywał na zleceniodawców zabójstwa „Bokserka”. Miał rozległą wiedzę o działalności gangu „Szkatuły”. Jego zabójstwo miało być ostrzeżeniem dla reszty gangsterów. Czytaj także: Burzliwe przypadki emigranta od „Szkatuły” Podróżnik Dopiero w dniu zatrzymania bossa – 11 maja 2011 roku w okolicach Lesznowoli - wyszło na jaw, że w latach 2006-2011 gangster ścigany ośmioma listami gończymi i dwoma Europejskimi Nakazami Aresztowania, swobodnie jeździł po całej Europie. Miał oryginalny paszport ze swoim zdjęciem i fikcyjnym nazwiskiem. Ze stempli granicznych w dokumencie wynika, że kilkakrotnie odwiedził Turcję. Tam właśnie jego gang miał zaopatrywać się w heroinę. Rewizja samochodu dała odpowiedź, w jaki sposób gangster kontaktował się ze swoją grupą i dlaczego tak trudno go było namierzyć. Jeździł z telefonem z wyjętą baterią. Miał zawsze przy sobie modem internetowy. W aktach śledztwa znalazły się zapisy połączeń z komórki „Szkatuły”. Wynika z nich, że gangster kontaktował się tylko z jedną osobą. Wysyłał SMS-y zapowiadające kontakt, po czym rozmawiał tylko przez komunikatory internetowe. Nie do namierzenia przez policję. Wiadomo też, że 2010 roku „Szkatuła” wybrał się do Barcelony, gdzie wynajął pokoje w czterogwiazdkowym hotelu w pobliży główne ulicy miasta. Poszukiwany boss, miał kilkakrotnie gościć na meczach FC Barcelona, której był wielkim fanem. Policja nie ustaliła, gdzie w okolicach stolicy ukrywał się „Szkatuła”. Z zapisków w zniszczonym notesie, znalezionym obok portfela z napisem „Boss”, wynika, że interesował się segmentami w Podkowie Leśnej, Nadarzynie, Milanówku i Brwinowie. Podkreślił dom, który miał basen. Czy tam mieszkał, tego nie wiadomo. Czytaj także: Sąd znalazł receptę na choroby gangsterów od „Szkatuły” „Messi” z półświatka Gdy policja pochwaliła się ujęciem „Szkatuły”, okazało się, że boss za nic miał sobie to, że jest najbardziej poszukiwanym przestępcą. I oddawał się swojej pasji, czyli grze w piłkę nożną. Media doniosły, że niedługo przed wpadką Rafał S. był zawodnikiem w LKS Pniewy. W 2011 roku drużyna ta grała B klasie, czyli najniższej klasie rozgrywek w kraju. Kibice i koledzy z drużyny nazywali go „Messi”. Argentyńczyk Lionel Messi był idolem naszego bohatera. Choć Rafał S. nie grał zbyt często, ponoć tylko dwa razy, to jednak udało mu się strzelić gola GPSZ Głuchów. Do LKS Pniewy przeszedł z Tarpana Tarczyn. Co ciekawe, w jednej z drużyn z którą potykał się gangster mieli grać celnicy. To nie był jednak koniec sensacyjnych doniesień. Jak informowała „Gazeta Wyborcza”, gdy policja ogłosiła, że Rafał S. został zatrzymany, prezes czwartoligowego klubu Łysica Bodzentyn rozpoznał w groźnym gangsterze swego zawodnika. Gangster, używający nazwiska Paweł J. miał pojawić się w kieleckim klubie pod koniec 2006 roku. „Przedstawił kartę ofensywnego pomocnika w niższych ligach w Warszawie. Powiedział, że wcześniej przez kilka lat mieszkał w Austrii. (…) Zawodnik okazał się zdyscyplinowany i hojny, z własnej kieszeni kupił kolegom oryginalne koszulki FC Barcelona. Ostatni mecz rozegrał w październiku 2007 roku przeciwko Wiśle Sandomierz. Po wygranej jakby zapadł się pod ziemię” – doniosła „GW”. Czytaj także: „Wściekły” brat „Szkatuły” skazany. Miał się uczyć, a wziął udział w porwaniach„Szkatuła” idzie na układ z prokuraturą Jeszcze w 2011 roku „Szkatuła” został oskarżony o popełnienie 12 przestępstw w tym „kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą śródmiejsko-wolską, udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, kierowanej przez Mariusza D. ps. Przeszczep, kradzieże lub kradzieże z włamaniem do samochodów osobowych czy rozbój. Rafał S. nie przyznał się, ale tuż przed procesem poszedł na układ z prokuraturą i dobrowolnie poddał się karze 5,5 roku więzienia. Boss nie przyznał się jednak do winy i nie składał wyjaśnień. Dla sędziego Igora Tulei, orzekającego w sprawie Rafała S. nie było to przeciwwskazanie do przyjęcia kary. – Instytucja dobrowolnego poddania się karze znana jest na całym świecie. Służy skróceniu postępowania. (…) Postawa procesowa Rafała S. zasługuje na szacunek. Dobrowolnie zdecydował się na poniesienie kary. Zmuszanie S., by wyrażał żal i skruchę, godziłoby w jego godność, a skrucha zapewne nie byłaby szczera. Najważniejsze, że sam zdecydował zmierzyć się z prawnokarnymi konsekwencjami przestępstw, które popełnił. Można podsumować, że tak jak kierował grupą, tak i zakończył swój proces: szybko i bez zbędnych słów – uzasadnił wyrok Igor Tuleya. Wskazywał jednocześnie, że jego zdaniem wina „Szkatuły” nie budzi żadnych wątpliwości. Pochwalił także pracę prokuratury, mówiąc, że „ta sprawa stanowi twarde i wiarygodne oskarżenie”. Decyzja bossa o „depeku” (tak określa się dobrowolne poddanie karze) spotkała się z ostracyzmem ze strony wielu gangsterów, którzy uznali, że złamał przestępcze zasady. Przez jakiś czas, Rafał S. miał mieć problemy ze współwięźniami. A jeden z jego byłych kompanów, uznał to za zdradę i poszedł na współpracę z prokuraturą. Czytaj także: „Szkatuła” i „Belmondziak” z nowymi zarzutami. Nie odzyskają szybko wolności?„Sporo lat przede mną” W kolejnych latach Rafał S. został kilkukrotnie skazany m.in. za podżeganie do zabójstwa „Komandosa”, Marka Cz. ps. Rympałek, Piotra D. ps. Pietia oraz kilku innych osób, które nie chciały z nim współpracować. Wyroki, które zapadały były surowe – 12, 11 czy 13 lat więzienia. Gangster za bardzo się tym nie przejmował. – Mam już w sumie prawomocnych 13 lat wyroków, a odbyłem dopiero sześć lat. Także jeszcze sporo lat przede mną. Poza tym mam jeszcze inne sprawy w toku, więc być może ten czas się wydłuży. Wiem, że szybko nie wyjdę i jestem z tym pogodzony – mówił w 2017 roku. W grudniu 2013 roku ówczesna Prokuratura Apelacyjna w Warszawie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Rafałowi S. i Marcinowi K. oraz 15 osobom związanym z handlem i przemytem znacznych ilości narkotyków. Szacuje się, że tylko w okresie 2008-2011 banda wprowadziła do obrotu kilka ton marihuany, setki kilogramów amfetaminy, heroiny i kokainy. Oskarżonym przedstawiono w sumie 154 zarzuty. Proces w tej sprawie, po wielu perturbacjach, wciąż toczy się w pierwszej instancji. 28 maja 2012 r. w czasie wielkiej obławy zatrzymano 45 osób, m.in. członków gangu „Szkatuły” i bojówkarzy warszawskiej Legii z bandy Teddy Boys 95. To był koniec działalności grupy Rafała S. na wiele lat. Ale większość zatrzymanych wtedy i wcześniej osób, zdążyła już odzyskać wolność. Czytaj także: Wszystkie warszawskie prostytutki płacą mafii