„Liczy się dobro córki i żony”. Miał stany depresyjne. Unikał kontaktu z ludźmi. Na co dzień nadal mierzy się z poważnymi problemami zdrowotnymi. W pewnym momencie nastał przełom. Postanowił zmienić swoje życie. Za wszelką cenę stara się dostać pracę, by zapewnić godny byt rodzinie. – Nie odpuszczę. Mogę nawet łupać kamienie na ulicy – mówi niepełnosprawny Karol Sarnecki w rozmowie z TVP.Info. FILIP KOŁODZIEJSKI: – Czy może pan przybliżyć swoją historię? KAROL SARNECKI: – Piętnaście lat temu zachorowałem na cukrzycę. Niby nic bardzo poważnego. Na początku, lekko zadarł mi się paznokieć na stopie, a następnie zszedł. Nie zwracałem na to uwagi. Niestety, potem było już tylko gorzej. Rana się powiększała. Skończyło się na amputacji kończyny powyżej kolana.– To jednak nie był koniec pana zdrowotnych problemów...– Dokładnie. Po dwóch latach od zabiegu kłopot znów wrócił. Na drugiej nodze pojawiła się rana mniejsza od łebka szpilki. Z tygodnia na tydzień sytuacja się pogarszała. Wdała się martwica. Miałem zespół stopy cukrzycowej. Finalnie obcięto mi drugą nogę. Moje życie się zmieniło.– Jak poradził pan sobie psychicznie z obciążeniami z ostatnich lat?– Nie było tak łatwo, jak się może wielu wydawać. Po pierwszej amputacji przez trzy miesiące nie wstawałem z łóżka. Moja trasa w mieszkaniu wyglądała następująco: łóżko-toaleta-łóżko. Załatwiałem potrzeby fizjologiczne, myłem się i znów kładłem. Poza tym zamknąłem się w sobie. Nie rozmawiałem z ludźmi. Żona i córka miały ze mną utrudniony kontakt. To był stan depresyjny. W pewnym momencie nie wytrzymałem. Tupnąłem nogą. Powiedziałem: „Dość!”. Zacząłem trenować. Najpierw podpierałem się kulą. Nie było komfortowo – szczególnie zimą. Po systematycznych ćwiczeniach miałem bardzo silne ręce. Przez pewien czas nie musiałem być zależny od innych. Niestety, po stracie drugiej kończyny sytuacja się pogorszyła. – Jakie są pana największe ograniczenia w życiu codziennym?– Żeby wejść do domu, muszę pokonać siedem schodów. W środku przemieszczam się na rękach. Są jednak dobre osoby na tym świecie. Gdy robiłem zbiórkę – 8 tysięcy na remont łazienki – jeden z internautów nie chciał mi dać tych pieniędzy, ale zaproponował, że sam pomoże z przebudową pomieszczenia. Miał wielkie serce i bardzo mi pomógł.– Otrzymuje pan jakieś dodatkowe wsparcie?– Nie takie, jakbym chciał. Państwo nie chce mi dać renty. Powód? Nie mam przepracowanych pięciu lat w okresie ostatnich dziesięciu lat. Nie obwiniam w 100 procentach systemu i urzędów. Po części to moja wina. Były takie czasy, że pracowałem „na czarno”. Gdybym jednak wiedział, że się „przewrócę”, to bym usiadł. Życie bywa przewrotne. Nie wymyśliłbym dla siebie takiego scenariusza.– Jest szansa, by pana sytuacja uległa zmianie na lepsze?– Na tę chwilę raczej nie. Przez pewien czas bogatsze gminy mogły mi pomóc i mnie „sponsorować”. Uległo to zmianie. Dostali mniej pieniędzy do zagospodarowania w 2026 roku. Mnie zależy na znalezieniu zatrudnienia. Byłem już na stażu w szkole. Otrzymywałem wynagrodzenie. Teraz sprawa ma się inaczej. Nic nie idzie po mojej myśli. Dzwoniłem już w wiele miejsc. Nic to nie daje.– Jak pan reaguje na ciągłe odmowy?– To bardzo dołujące. Jawna dyskryminacja osób niepełnosprawnych. Gdzie nie pójdę, jedynie zostawiam CV. Potem temat upada. Patrzą na mnie jak na debila. Zastanawiają się: „Co on może zrobić bez tych nóg?”. Nie dają mi się jednak nawet wykazać, a oceniają z góry.– Użył pan słowa „dyskryminacja”. Nie ma pan obaw, że ktoś to może odebrać negatywnie?– Nie. Mówię prawdę. Nawet alkoholicy mają większe szanse niż ja. Policja może znaleźć taką upitą osobę we własnych fekaliach. Następnie ten człowiek pójdzie na „pseudoterapię”. Uda, iż mu pomogła. Chwilę później stwierdzi jednak, że nadal nie nadaje się do jakiejkolwiek pracy. I co? I dostanie pomoc, nawet 2 tysiące złotych z urzędu. Dla niektórych to nic. Dla mnie to naprawdę dużo. Nie chcę nic za darmo. Na wszystko sobie zapracuję. Chcę tylko otrzymać szansę. Chodziłem po urzędach. Non stop słyszałem, że nie ma pieniędzy na stworzenie stanowiska pracy. Absurd.Czytaj też: Od miłości fanów do próby samobójczej. „Połknęłam 60 tabletek”Huśtawka i viral na TikToku. Historia Karola Sarneckiego– Nigdzie nie znalazł pan pomocy?– Znalazłem. Jest fundacja, która mnie wspiera. Mogę otrzymywać 1,5 procent podatku, jeśli ktoś wybierze akurat mnie. Wrzuciłem nawet filmik do sieci z taką prośbą do innych, ale dostałem za niego ograniczenie, a platforma go usunęła. Wtedy pomogli mi z tym znajomi i rozesłali tę wiadomość do innych.– Jaką pracę byłby pan w stanie podjąć?– Nie wybrzydzam. Wezmę wszystko, jak leci. Przez cztery lata siedziałem w domu. Potem na trzy miesiące wyszedłem, żeby odbyć wspomniany staż. Odżyłem. Rozmawiałem ze sprzątaczkami. Miałem dobry kontakt z młodzieżą w szkole. Zupełnie inaczej mi się funkcjonowało. Najtrudniej jest w okresie od listopada do marca.– Dlaczego?– Jeżdżę na wózku inwalidzkim i na skuterku. Zima mocno komplikuje dojazdy. Niekiedy nie mogę podjechać pod górkę.– Na co dzień działa pan na TikToku. Jak do tego doszło?– Przez przypadek. Nagrałem filmik, gdzie bujam się na huśtawce. Poszło w viral. Szybko zrobiło się pół miliona wyświetleń. Chwilowo oszalałem. Stwierdziłem, że w to wchodzę. Ludzie lubią mój dystans do siebie. Od czasu do czasu wspierają mnie finansowo. Bywały momenty, że nie miałem nawet na chleb. Pomogły mi wysyłane prezenty, które mogłem zamienić na pieniądze.– Widać u pana pozytywną energię, gdy pojawia się pan na ekranie.– Wolę, gdy ludzie widzą mnie zadowolonego. Nie chcę przekazywać złych emocji. Duszę je wewnątrz. Pluję sobie w brodę. Nie mam wpływu na to, co się zadziało z moim zdrowiem. Dwa lata temu, przyszło do mnie moje dziecko podczas zabawy w parku. Było lato. Chciało kupić loda, bo znajomi też jedli. I co? Nie miałem nawet 5 złotych w portfelu. To mnie zniszczyło psychicznie. Niby jestem głową rodziny, a siedzę w domu i nie daję rady zapewnić im godnego bytu. Dramat.– A co robi pana żona?– Pracuje na 3/4 etatu. Niewiele z tego mamy. Z zapomóg, które otrzymuję, przeznaczam na utrzymanie rodziny około 1800 złotych. Dodatkowo korzystam z dwóch rodzajów insulin. Choruję na astmę od 28 lat. Pieniądze idą na leki. Powinienem stosować ścisła dietę. Nie mam na to możliwości. Porażka. Na usta cisną się tylko przekleństwa. Wiem, że popełniłem błąd z tą pracą „na czarno”, ale chcę zmienić swoje życie. Naprawdę.– Jakie ma pan marzenia?– Chcę tylko, żeby żona i córka miały lepiej w życiu niż teraz. – Jak będą wyglądać pana kolejne tygodnie?– 2026 rok to dla mnie kluczowy czas. Zawziąłem się. Muszę znaleźć robotę. Nie odpuszczę. Mogę nawet łupać kamienie na ulicy albo dostać łopatę i mieszać beton. Wszystko, byle pomóc rodzinie.Czytaj też: Zniszczyli jej życie jednym drinkiem. „Przez 11 dni byłam w śpiączce”Karola Sarneckiego można znaleźć między innymi na TikToku.Napisz do autora: filip.kolodziejski@tvp.pl