Spór o nazwy. Niebawem określenia takie jak „stek” czy „bekon” zostaną zarezerwowane w Unii Europejskiej tylko dla produktów zawierających mięso. Jednak w ocenie organizacji konsumenckich efekt prac nad nowymi przepisami jest mylący, bo choć nie zjemy już wegańskiego bekonu, to burgera już tak. Zmiany cieszą za to przemysł mięsny. UE kończy prace nad przepisami, które sprawią, że terminu „mięso” nie będzie można używać w stosunku do produktów niepochodzących z mięsa zwierząt rzeźnych. Unijni prawodawcy uzgodnili listę nazw związanych z mięsem, które obejmie zakaz.Znalazły się na niej: wołowina, cielęcina, wieprzowina, drób, mięso kurcząt, mięso indycze, mięso z kaczki, gęsina, jagnięcina, baranina, mięso owcze, kozina, podudzie, polędwiczka, polędwica, łata, schab, stek, żeberka, łopatka, pręga, kotlet, skrzydełko, pierś, wątroba, udo, mostek, antrykot, rostbef z kością, krzyżowa i bekon. Wstępne porozumienie prawodawców będą musiały jeszcze w głosowaniu potwierdzić Parlament Europejski oraz państwa członkowskie w Radzie UE.Francuska europosłanka Celine Imart, która walczyła o wprowadzenie takiego zapisu, argumentowała, że zakaz używania nazwy „mięso” w odniesieniu do wszelkich produktów hodowanych laboratoryjnie będzie chronić rolników oraz dziedzictwo rolne i spożywcze.UE zmienia nazewnictwo: koniec „wegańskiego bekonu”, burger zostajeZakaz ten będzie jednak symboliczny w odniesieniu do tzw. mięsa z probówki, bo wciąż nie dostało ono zielonego światła w UE i pozostaje niedostępne na terenie Wspólnoty. Natomiast zastrzeżenie szeregu słów wyłącznie dla produktów mięsnych będzie stanowić ograniczenie dla stosunkowo nowej branży produktów roślinnych, która pod nazwą „kotleta” czy „steka” wprowadziła na rynek wegańskie lub wegetariańskie alternatywy.Prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego Jerzy Wierzbicki widzi w takich alternatywach zagrożenie dla rolników, dla których hodowla zwierząt jest często jedynym źródłem utrzymania. – Nagłe wyparcie mięsa przez produkty imitujące go nazwą uderza bezpośrednio w fundamenty ekonomiczne wsi – powiedział Wierzbicki. – O ile duże zakłady przemysłowe są w stanie relatywnie szybko przestawić linie produkcyjne na wytwarzanie substytutów roślinnych, o tyle dla tysięcy polskich rolników taka zmiana oznacza konieczność całkowitej rezygnacji z produkcji zwierzęcej – zaznaczył.Czytaj też: Mercosur, Indie, Australia. Europa otwiera drzwi dla biznesuPrzemysł mięsny w rozwoju rynku produktów roślinnych widzi też drogę na skróty, jeśli chodzi o dbanie o środowisko.Wierzbicki zwrócił uwagę, że produkcja zwierzęca jest niezbędnym elementem zrównoważonego rolnictwa, np. jako źródło naturalnego nawozu. – Rezygnacja z niej na rzecz monokultur roślinnych, potrzebnych do produkcji wysoko przetworzonych substytutów, negatywnie wpływa na bioróżnorodność i żyzność gleb. Chroniąc nazewnictwo, chronimy de facto cały model tradycyjnego, wielokierunkowego rolnictwa – podkreślił.Nowe regulacje UE: roślinne produkty z ograniczeniami w nazewnictwieIrina Popescu ze zrzeszenia europejskich konsumentów BEUC powiedziała PAP, że z badań jasno wynika, iż używanie „mięsnych” określeń na produkty roślinne nie stanowiło problemu dla konsumentów, którzy nie mają problemu z rozróżnieniem mięsnego „żeberka” od jego roślinnego odpowiednika. W jej ocenie wprowadzenie produktów roślinnych pod powszechnie znanymi „mięsnymi” nazwami ułatwiło konsumentom dotarcie do zdrowszej żywności alternatywnej. – Zakaz może więc utrudnić konsumentom dotarcie do tych produktów, a na pewno wprowadzi ograniczenia dla ich producentów, którzy będą musieli zmierzyć się z dodatkowymi ograniczeniami w UE – powiedziała Popescu.Jak dodała, sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że na unijnej liście nazw zastrzeżonych wyłącznie dla mięsa nie znalazły się wszystkie określenia. Jest tam kotlet, ale nie ma sznycla, jest stek, ale nie ma burgera. Oznacza to, że nadal będziemy mogli zjeść wegańskie nuggetsy, ale już nie znajdziemy roślinnego bekonu.– Jeśli Europa chce osiągnąć swoje cele w zakresie zdrowia, ale też zrównoważonego rozwoju i klimatu, to konsumenci muszą mieć zapewniony dostęp do zdrowszych alternatyw. To oznacza, że produkty te muszą być bardziej widoczne na półkach supermarketów i w stołówce, do której chodzimy – powiedziała ekspertka BEUC. Tymczasem w jej ocenie obecna polityka UE sprzyja niezdrowym i niezrównoważonym wyborom w zakresie jedzenia, utrudniając wybór lepszej opcji.Czytaj też: Pomysłowa, ale zawodna. Oszustowi nie pomogła kryjówka pod stertą ubrań