„Cudza tożsamość to nie kostium”. – To jawne eksploatowanie wizerunku Romów, forma zawłaszczenia kulturowego i niestety przejaw antycyganizmu. Szczególnie niepokojący jest sposób przedstawienia kobiet romskich, ich ciała zostają uprzedmiotowione. To po prostu nie na miejscu – mówi portalowi TVP.Info dyrektorka Europejskiego Instytutu Sztuki i Kultury Romskiej, Anna Mirga-Kruszelnicka. 8 kwietnia ustanowiony jest od 1990 roku Międzynarodowym Dniem Społeczności Romskiej. Przy tej okazji prezeska Fundacji W Stronę Dialogu, jednej z największych organizacji zajmujących się w Polsce prawami Romek i Romów, dr. Joanna Talewicz udzieliła wywiadu „Wysokim Obcasom”.Skomentowała w nim m.in. nawiązywanie do kultury romskiej przez Justynę Steczkowską podczas promocji zapowiedzianej na jesień trasy koncertowej „Roma Symfonica”. Steczkowska nazwała wydarzenie „cygańskim weselem”, a siebie w swoich mediach społecznościowych „cygańską królową”. Na zdjęciach ubrana w długie spódnice i obwieszona złotymi kolczykami wróży z kart.Prowadząca rozmowę Karolina Sulej, zapytała Talewicz, co jako Romka sądzi o tym, że artystka Romką niebędąca, stylizuje się w ten sposób, a romską kulturę traktuje jako kostium.Talewicz odpowiada: – To, co robi Justyna Steczkowska, czyli posługiwanie się romską kulturą w imię własnych partykularnych celów i dochodów, to dla mnie zwyczajny obciach. To jest w większości krajów już niewyobrażalne, żeby sobie robić z czyjejś tożsamości wizerunek sceniczny, zabawę. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego artystka, która od lat jest na scenie, która ma rozliczne talenty i projekty, zdecydowała się na odgrywanie krzywdzących stereotypów.I dalej: – To nie jest projekt o Romach, dla Romów, ona tutaj niczego nie zgłębia. Po prostu nawiązuje do strasznie przaśnego i bardzo niesprawiedliwego stereotypu.Czyta także: Co czwarte dziecko doświadczyło przemocy seksualnej. Zwykle krzywdzi bliskiPrezeska Fundacji W Stronę Dialogu porównała zachowanie Steczkowskiej do uznawanej dziś za rasistowską praktyki tzw. black face, gdy aktorzy komediowi malowali sobie twarz na czarno, by rozmieszać publiczność, a przy okazji utrwalali stereotypy na temat czarnej społeczności. – Justyna Steczkowska nie maluje twarzy na śniado, ale stroi się w kojarzone z kulturą romską stroje i rekwizyty, wróży z kart, nazywa się „cygańską królową” – to utrwalanie krzywdzących stereotypów. I to również rasizm.Justyna Steczkowska: Nazywanie mnie rasistką jest niesprawiedliweDzwonię do menadżera Steczkowskiej, Leona Myszkowskiego, z prośbą o komentarz artystki, jednak ten mówi na wstępie, że komentarza ani odpowiedzi na maila, którego wysłałam wcześniej, nie będzie, bo piosenkarka już odniosła się do krytyki w rozmowie z Vivą.W tej Steczkowska nazywa zarzuty wobec siebie bezpodstawnymi i przypomina, że projekt stworzyła dziesięć lat temu razem z serbskim artystą Bobanem Markovićiem. Ten, będący Romem, jest także autorem utworów, które Polka zaśpiewa ponownie jesienią. Jak mówi artystka, to dzięki spotkaniom z nim miała okazję bliżej poznać kulturę romską, którą darzy ogromnym szacunkiem i uznaniem.Wypowiedzi Talewicz nazywa przy tym niemającymi nic wspólnego z rzeczywistością i faktami. – Tym bardziej że nigdy nie było moją intencją kogokolwiek obrażać czy ranić (...) Nazywanie mnie rasistką jest głęboko niesprawiedliwe – dodaje Steczkowska na koniec.Postanawiam zapytać osób ze społeczności romskiej, czy mają podobne zastrzeżenia, jak prezeska Fundacji W Stronę Dialogu.W Polsce cudza tożsamość jest jak kostium z wypożyczalniUmtata Tybora, performer i producent: – Jako osoba romskiego pochodzenia czuję zażenowanie, kiedy obserwuję obecne wcielenie Justyny Steczkowskiej i jej „cygańskie wesele”. Tym większe, że jako nastolatek byłem jej fanem, a nawet ostatnio kibicowałem jej występom na Eurowizji.– Dziś patrzę na te przebieranki i widzę w nich dokładnie to, co robiliśmy w Polsce w latach 80. – bez refleksji, bez pytania, kogo to dotyczy. Sam byłem przebierany za „Indianina” z pióropuszem. Ten sam brak odpowiedzialności. Wtedy nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Dziś trudno zasłaniać się niewiedzą.A jednak zdaniem artysty niewiele się zmieniło. – Za każdym razem, gdy o tym mówię, słyszę: „Zaraz nic nie będzie wolno” albo „Kebaba też zakażecie?”. To nie jest rozmowa. To sposób, żeby jej uniknąć. Nie chodzi o zakaz, a o odpowiedzialność. Nie mam problemu z tym, że ktoś sięga po romską kulturę. Problem zaczyna się wtedy, gdy zamiast ludzi pojawia się karykatura: „cygańska królowa”, seksualizujący kostium, wróżby, „dzikość”. To nie jest nasza codzienność, to projekcja.Jak podkreśla Tybora, dla niektórych to rola, którą można zdjąć po koncercie. – Dla mnie i dla innych osób ze społeczności romskiej to coś, co zostaje. W spojrzeniach. W żartach. W tym, jak jesteśmy traktowani w pracy, w szkole, w urzędzie. Dlatego pytam wprost: co Justyna Steczkowska zrobiła dla romskiej społeczności, zanim zaczęła budować na niej swój sceniczny wizerunek?Czytaj także: DDA: Mój ojciec po 10 piwach dopiero zaczynał picie– Bo dziś w Polsce cudza tożsamość – dodaje na koniec – wciąż jest traktowana jak kostium z wypożyczalni. Zakładany bez pytania. Bez konsekwencji. Bez niczego w zamian. I to jest problem, o którym wciąż wolimy nie rozmawiać.Nieprzemyślane działanie marketingoweAgnes Schmidt, producentka muzyczna: – Nie podejrzewam Justyny o złe intencje. To raczej nieprzemyślane działanie marketingowe, a nie świadome działanie na szkodę społeczności romskiej – mówi.– Znam Justynę osobiście – dodaje – wielokrotnie występowała na naszym romskim festiwalu (Schmidt kilka lat współorganizowała największy festiwal Kultury i Piosenki Romów w Ciechocinku – red.) i zawsze towarzyszyły temu dobre i ciepłe relacje. Znam jednocześnie Joannę, która wkłada wiele wysiłku i serca w przełamywanie krzywdzących schematów. Obie wiemy, jak bardzo bolesne potrafią być stereotypy dotyczące naszej społeczności. Nieco nieprzystające do współczesnych standardów estetycznychManuel Dębicki, muzyk i współorganizator festiwalu Romane Dyvesa: – Justyna Steczkowska niezmiennie dysponuje jednym z najwspanialszych głosów w Polsce – to talent, który broni się sam i nie wymaga dodatkowej oprawy, by budzić podziw – zaznacza.– Wydaje się jednak, że przy tak dużej wrażliwości artystycznej, sięganie po tradycyjne atrybuty kojarzone z kulturą romską, jak karty czy wróżby, jest już nieco nieprzystające do współczesnych standardów estetycznych – stwierdza.Czytaj także: Niewidomy: Sam się śmieję, gdy ktoś mówi, że mam na coś rzucić okiemJego zdaniem, przy tak ogromnym warsztacie muzycznym, inspiracja tradycją mogłaby zyskać znacznie bardziej nowoczesny i subtelny wymiar. – Głos tej klasy najlepiej wybrzmiewa wtedy, gdy nie musi konkurować z dosłownością obrazu, która w dzisiejszym dyskursie kulturowym bywa odbierana jako zbyt stereotypowa.To jak wejście komuś do domuSonia Styrkacz, psycholożka, badaczka, wykładowczyni: – To personalnie budzi niesmak i zmęczenie. Bo pokazuje, że mniejszość jest widziana nie jako prawdziwi ludzie, tylko jako kostium, egzotyka, atrakcja i utrwala stereotypy.– Jeśli ktoś ciągle pokazuje Romów tylko jako wróżki, tancerki czy tajemnicze postacie, to odbiera im normalność. To tak, jakby o Polakach mówić wyłącznie „wódka i kiełbasa”. Niby żart, ale spłyca cały naród do kilku klisz – dodaje.– Co z wolnością twórczą artystki? – dopytuję.– Ale wolność nie oznacza braku odpowiedzialności – zwraca uwagę Styrkacz. – Można tworzyć inspirowane widowisko z szacunkiem, konsultacją i prawdziwym pokazaniem kultury we współudziale z Romami, a nie jej karykaturą. Inspiracja to zaproszenie kogoś do stołu. Zawłaszczenie to wejście komuś do domu, zabranie ozdób i używanie ich na imprezie bez pytania.Zdaniem psychoterapeutki: – Steczkowska na tym zarobi, kosztem Romów. Dlaczego nie przebierze się za ortodoksyjną Żydówkę albo Krakowiankę w sposób erotyczny?Więcej krzywdy niż pożytkuDyrektor Centrum Historii i Kultury Romów w Oświęcimiu Władysław Kwiatkowski wzdycha, gdy zadaję mu pytanie, co poczuł, gdy zobaczył Justynę Steczkowską stylizowaną na Romkę.– Pierwsza moja myśl była taka: ile jeszcze? Ile jeszcze razy, my Romowie, będziemy przedstawiani w takim stereotypowym świetle? – mówi.– Który to już raz, kiedy nasza kultura zawłaszczana jest przez celebrytów, artystów, którzy z romskiej kultury biorą sobie tylko to, co im się podoba i akurat im pasuje? – pyta. – Tylko że to, co pokazują, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością! Często słyszę, że to ukłon w naszą stronę. W jaki sposób? Gdzie te wszystkie wróżbiarki, które powinny poczuć się wyróżnione? Wróżenie było, minęło, tego nie ma. To jakby wciąż pokazywać Polaków, jako tych, którzy kradną z Niemiec samochody.Czytaj także: Życie z HIV. „To po prostu infekcja. Żyję jak wszyscy wokół”Kwiatkowski mówi wprost: – To przykre. Jesteśmy wykształceni, nasze dzieci się kształcą, zajmujemy ważne stanowiska, zasiadamy w radach, parlamentach, ale większość osób o tym nie wie. Większość społeczeństwa o Romach nie wie nic, bo jeśli Romów pokazuje się w mediach to albo jako tych, którzy są egzotyczni, tańczą i wróżą, albo jako sprawców przestępstw. Dlaczego nie mówi się o naszych dokonaniach? – zastanawia się.– Nie wiem, jaki był zamiar pani Justyny – podsumowuje – ale romskiej społeczności robi tym więcej krzywdy niż pożytku.Życie w taborze było sposobem na przetrwaniePatrycja Mroczek Wajs, harfistka i edukatorka, zaznacza na początku, że uwielbia twórczość Justyny Steczkowskiej i to się nie zmieni. Chce jednak się wypowiedzieć z potrzeby bycia usłyszaną.– Jako Romka, chcę powiedzieć, że takie przebieranie się „za cygankę” i mówienie, że się nią jest, jest dla mnie trudne. To nie jest kostium ani rola, którą można przyjąć na chwilę. To coś, co odbiera mi przestrzeń i momentami sprawia, że trudno mi oddychać.– Moim imieniem i tożsamością – dodaje harfistka – podpisuje się ktoś, kto za chwilę zdejmie strój i wróci do swojego życia bez konsekwencji. Ja nie mam tej możliwości. Obraz, który powstaje, często uproszczony, zostaje przypisany mnie i innym Romkom każdego dnia. Chciałabym tylko, żeby wybrzmiało, jaka odpowiedzialność wiąże się z nazywaniem siebie „cyganką”.Jednocześnie Mroczek Wajs podkreśla, że jest w stanie zrozumieć, że artystka mogła nigdy nie mieć okazji poznać tej drugiej perspektywy: – W środowiskach artystycznych wizja Romów z taboru wciąż jest żywa, choć moja rodzina już od dwóch pokoleń tak nie żyje. Dla wielu Romów, w tym dla mojej rodziny, życie w taborze nie było wyborem, ale sposobem na przetrwanie i ratowanie życia – podkreśla. – Moja babcia musiała się na taki obraz Romów zgadzać, nie miała innego wyjścia. Ja dziś mówię spokojnie, nie czuję zgody na sprowadzanie Romów do roli scenicznej stylizacji.Czytaj także: Nie ma rąk ani nóg. „Nie zamknę się w pokoju i nie będę płakać”– Mam też poczucie, że Romowie wciąż bywają wyśmiewani i że czasem odbiera się im zwykłe człowieczeństwo, przy pewnym społecznym przyzwoleniu. Czytałam komentarze pod postami (w mediach społecznościowych Fundacji W Stronę Dialogu – red.) i choć bywa to trudna dyskusja, to jednocześnie mam wrażenie, że coś ważnego zaczyna być w niej w końcu wypowiadane.Na koniec dodaje: – To dla mnie ważne, żeby nasza tożsamość była widziana szerzej jako realne życie, a nie tylko inspiracja estetyczna. Mam ogromną nadzieję, że choć w części udało mi się przybliżyć to, co czuję, bo tylko to było moim celem.Niepokojący sposób ukazania kobiet romskich: ich ciała zostają uprzedmiotowioneAnna Mirga-Kruszelnicka, antropolożka, akywistka, dyrektorka Europejskiego Instytutu Sztuki i Kultury Romskiej, ERIAC: – „Wesele cygańskie” Justyny Steczkowskiej budzi we mnie poważne zastrzeżenia. To jawne eksploatowanie wizerunku Romów, forma zawłaszczenia kulturowego i – niestety – przejaw antycyganizmu. Szczególnie niepokojący jest sposób przedstawienia kobiet romskich: ich ciała zostają uprzedmiotowione, a wizerunek sprowadzony do hiperseksualizowanych, stereotypowych klisz.Zdaniem prezeski ERIAC-u, takie przedstawienia nie są niewinną stylizacją. – Mają realne konsekwencje społeczne. Wzmacniają uprzedzenia, z którymi Romki mierzą się na co dzień, doświadczając jednocześnie rasizmu i seksizmu. Powielanie tych schematów w kulturze popularnej utrwala krzywdzące narracje i pogłębia marginalizację.– Dlatego tego typu estetyka i przekaz – dodaje – są po prostu nie na miejscu – zamiast inspirować się różnorodnością, sprowadzają ją do powierzchownych i szkodliwych uproszczeń.*Paula Szewczyk – reporterka, laureatka nagrody NGO Hero i wyróżnienia w konkursie „Pióro Nadziei” Amnesty International za cykl tekstów opisujący życie kobiet z romskiej społeczności w Polsce.Napisz do autorki: paula.szewczyk@tvp.pl