Przywódca tracący kontrolę, nie zawsze się cofa. W obliczu przedłużającej się wojny w Ukrainie coraz częściej pojawiają się pytania o dalsze kroki Rosji i możliwe scenariusze dla Europy. Jak zauważają dziennikarze „Washington Post”, sytuacja Władimira Putina staje się coraz trudniejsza, co może oznaczać, że ten – przyparty do muru – zacznie coraz bardziej ryzykować. Rosyjski przywódca znajduje się dziś pod presją z wielu stron. Wojna w Ukrainie utknęła w martwym punkcie, mimo wysokich strat po stronie rosyjskiej armii. Jednocześnie Kreml ma ograniczone możliwości wsparcia swoich partnerów, a jego wpływy w Europie słabną. Do tego dochodzą problemy gospodarcze oraz rosnąca mobilizacja państw NATO, które w pośpiechu wzmacniają swoje zdolności obronne.Intuicyjnie można by uznać, że w takiej sytuacji Moskwa powinna szukać sposobu na wycofanie się lub zamrożenie konfliktu. Jednak część analityków widzi to inaczej. Ich zdaniem właśnie moment słabości może być najbardziej niebezpieczny, bo zwiększa skłonność do ryzykownych decyzji. Przywódca, który czuje, że traci kontrolę, nie zawsze się cofa – historia pokazuje, że czasem próbuje odwrócić sytuację jednym, zdecydowanym ruchem. Chce przejść do historii.„Gdybyś był Putinem i czuł się tak osaczony, mógłbyś już zaczynać myśleć o następnej wojnie – przeciwko Europie – nawet wtedy, gdy brniesz naprzód w Ukrainie. Mógłbyś nawet zastanawiać się, czy czas na uderzenie nie powinien nadejść wkrótce – zanim państwa europejskie w pełni się dozbroją, zanim Ukraina opracuje nową broń, która będzie mogła sięgnąć jeszcze głębiej w głąb Rosji, i dopóki twój kumpel, prezydent Donald Trump, siedzi w Białym Domu i traktuje NATO jak worek treningowy” – czytamy w tekście „The Washington Post”.Ograniczony atak i sprawdzenie NATOWedług ekspertów cytowanych w analizach potencjalny ruch Rosji nie musiałby oznaczać od razu pełnoskalowej wojny z całym NATO. Bardziej realny byłby ograniczony atak – na przykład na jedno z państw wschodniej flanki – który miałby sprawdzić reakcję Sojuszu. Taki krok mógłby być próbą podważenia wiarygodności NATO i pokazania, że jego mechanizmy obronne nie działają tak, jak zakładano.Dodatkowym czynnikiem niepewności jest postawa Stanów Zjednoczonych. Krytyczne wypowiedzi Donalda Trumpa wobec NATO oraz sygnały o możliwym ograniczeniu zaangażowania USA w Europie budzą obawy o spójność sojuszu. Jeśli Kreml uzna, że Zachód nie zareaguje jednomyślnie, ryzyko podjęcia bardziej agresywnych działań może wzrosnąć. To właśnie ten element – niepewność co do reakcji USA – pojawia się jako jeden z kluczowych wątków analiz na łamach Washington Post.Czytaj również: Miedwiediew grozi Europie. Mówi o „liście celów”Europa już teraz odczuwa rosnącą presję ze strony Moskwy, zarówno w wymiarze militarnym, jak i hybrydowym. Rosyjskie władze coraz ostrzej wypowiadają się o krajach wspierających Ukrainę, a groźby ataków na infrastrukturę wojskową czy przemysłową stają się bardziej bezpośrednie.„Niedokończona sprawa”Inny scenariusz, choć podobne wnioski, zakłada Eugene Rumer z Carnegie Endowment. W swoim raporcie ostrzega, że Rosja, nawet jeśli wyjdzie z wojny osłabiona, jednocześnie będzie jeszcze bardziej wroga wobec Europy. Jego zdaniem konflikt w Ukrainie pozostanie dla Putina „niedokończoną sprawą”, a napięcia z Zachodem będą się utrzymywać jeszcze przez długi czas.W efekcie główna konkluzja jest dość prosta, choć niepokojąca. Rosja znajduje się w trudnym położeniu, które z czasem może się jeszcze pogorszyć. I właśnie dlatego, zamiast się wycofać, może zdecydować się na bardziej agresywny krok, zanim jej sytuacja stanie się jeszcze słabsza. Jak sugerują komentatorzy, największe ryzyko w przypadku takich osób jak Putin pojawia się nie wtedy, gdy państwo jest silne i pewne siebie, ale wtedy, gdy czuje, że zaczyna przegrywać.Zobacz także: „Rosja ma prawo zaatakować”. Kreml grozi Europie