Pracę może stracić 140 osób. Jeżeli resort obrony nie złoży szybko zamówień, Fabryka Broni „Łucznik” w Radomiu będzie zmuszona do zwolnień pracowników – ostrzegają związkowcy. Pracę może stracić ponad 140 z ponad 600 osób. Zarząd fabryki szuka alternatywnych rynków zbytu, jednak „Solidarność” nie wyklucza protestów, jeśli sytuacja się nie poprawi. Portal Obronny opisał we wtorek sytuację w radomskiej Fabryce Broni „Łucznik” będącej częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Według jego ustaleń – pomimo rozwoju w ostatnich latach nowych zdolności i inwestycji – fabryka ma mieć problem z brakiem nowych zamówień ze strony MON (przede wszystkim chodzi o karabinki GROT A3), co w konsekwencji może doprowadzić do utraty stanowisk przez wielu pracowników.Związkowcy podkreślają, że brak zamówień może spowodować utratę pracy przez ponad 140 osób. Fabryka Broni „Łucznik” jest chlubą polskiego przemysłu zbrojeniowego. Jakie są więc przyczyny jej problemów? Związkowcy, z którymi rozmawiał portal, mówią, że wszystko przez opieszałość w wojsku, które miało zamówić tysiące karabinków. „Fabryka nie potrzebuje litości ani wsparcia państwa – my potrzebujemy zamówień” – powiedział Daniel Dorociński, szef zakładowej „Solidarności” w FB Łucznik w rozmowie z portalem.Dziennikarze podkreślają, że zarząd fabryki nie czeka biernie na rozwój wypadków. Zabiega o zamówienia w innych służbach – policji, straży granicznej, SOP. Liczy także na rynek cywilny, który w Polsce rośnie z roku na rok.„Solidarność” nie wyklucza, że jeżeli fabryka zacznie zwalniać pracowników, ludzie wyjdą na ulicę.Czytaj też: W tych krajach SAFE jednak nie zagraża suwerenności. Program nabiera tempaMON komentuje sytuację w fabrycePewność zamówień w radomskiej Fabryce Broni „Łucznik” byłaby większa, gdyby nie tylko wojsko, ale i służby miały do dyspozycji środki z unijnego mechanizmu dozbrajania SAFE – tak do tej sytuacji odniósł się we wtorek szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.Szef MON podkreślił, że jest zainteresowany zamówieniami, „ale muszą być możliwości finansowe”. - „Łucznik” też musi sprzedawać, nie może być uzależniony tylko od Wojska Polskiego. Liczę, że będzie startował w różnych przetargach i będzie oferował swoje bardzo dobre produkty – mówił Kosiniak-Kamysz.W przesłanej Portalowi Obronnemu odpowiedzi PGZ wskazało, że Grupa wspiera działania zarządu spółki w obszarze aktywnego pozyskiwania generujących przychody kontraktów. Zaznaczono, że PGZ pozostaje w bieżącym kontakcie z Agencją Uzbrojenia oraz wyraża gotowość do udzielania spółce dalszego wsparcia w działaniach ukierunkowanych na zdobywanie kolejnych zamówień. Jak deklaruje strona rządowa, obecnie trwają rozmowy mające rozstrzygnąć, w jaki sposób przekierować część unijnych środków na rzecz służb i infrastruktury. Umowa pożyczki w ramach SAFE – jak mówił we wtorek Kosiniak-Kamysz, ma zostać podpisana jeszcze w kwietniu. Fabryka Broni obchodziła niedawno 100-lecie działalności. W listopadzie w „Łuczniku” otworzono wartą ponad 31 mln zł halę produkcyjną, która ma umożliwić zakładowi produkcję ponad 80 tys. sztuk broni rocznie. Już po zawetowaniu przez prezydenta ustawy ws. SAFE, prezes PGZ Adam Leśkiewicz mówił, iż liczono na to, że część broni z zakładu trafi nie tylko do wojska, ale też do polskich służb.Czytaj też: Polacy w Tesli. Walczą o swój głos w gigafabryce pod Berlinem