„Dla Polski będzie to niekorzystne”. W niedzielę w Bułgarii odbywają się ósme w ciągu pięciu lat wybory parlamentarne. Duże szanse na zwycięstwo ma koalicja Postępowa Bułgaria (PB) pod wodzą byłego prezydenta Rumena Radewa. Taki wynik oznaczałby jednak poważne konsekwencje dla UE: mógłby ograniczyć wsparcie dla Ukrainy i zdystansować Sofię od Brukseli. – Jeżeli okaże się, że Radew rzeczywiście uzyska olbrzymie poparcie i będzie w stanie stworzyć rząd, to można się spodziewać, że w wielu kwestiach jego asertywność mogłaby być większa niż dotychczas. I to by oznaczało, że wchodziłby powoli w buty Viktora Orbana – powiedział portalowi TVP. Info dr nauk politycznych Spasimir Domaradzki. – Dla Bułgarii to jest kolejna odsłona przesilenia między próbami zmiany systemu oligarchicznego, który rządzi Bułgarią, można powiedzieć, że już od ponad 15 czy prawie 20 lat. I to jest najważniejszy aspekt – podkreślił specjalista.Przypominając przesilenie polityczne z grudnia 2025 roku, wskazał, że mieliśmy wówczas do czynienia z „olbrzymią energią społeczną, żeby jakoś skończyć z tym systemem”. Dr Domaradzki wskazał, że „na scenie politycznej pojawiło się ugrupowanie byłego prezydenta Rumena Radewa, który próbuje przejąć tę narrację”. – Ale wobec niego jest szereg wątpliwości – co do rzeczywistych jego intencji, czy naprawdę dąży do zmiany modelu, czy po prostu do zmiany twarzy tego modelu i stąd też te wybory będą niezwykle ciekawe – podkreślił. Rozmówca portalu TVP.Info zaznaczył, że jeśli ugrupowanie Radewa wygra wybory, a on sam zostanie premierem, to należy się spodziewać wzmocnienia jego stanowiska wobec UE. – To jest polityk, który jest zdecydowanie bardziej prorosyjski niż obecnie rządzący bułgarscy politycy – podkreślił ekspert, dodając, że Radew maskuje się ze swoimi prorosyjskimi poglądami. – Natomiast jeżeli okaże się, że rzeczywiście uzyska olbrzymie poparcie i będzie w stanie stworzyć rząd, to można się spodziewać, że w wielu kwestiach jego asertywność mogłaby być większa niż dotychczas. I to by oznaczało, że wchodziłby powoli w buty właśnie Orbana – powiedział politolog, pytany o to, czy Rumen Radew stanie się kimś w rodzaju nowego Orbana. Upadek rządu i dymisja prezydenta Istotny jest przy okazji kontekst tych wyborów. Bułgarskie rządy w ostatnich latach z pewnością nie były stabilne. Po masowych protestach w 2020 roku, do władzy doszły ugrupowania antysystemowe, które jednak nie były w stanie zdobyć konstruktywnej większości. W minionym roku, po nieudolnych próbach przeprowadzenia reform i największej fali protestów, ustąpił gabinet Rosena Żelazkowa. Zaskoczeniem okazała się jednak styczniowa dymisja prezydenta Rumena Radewa, który zrezygnował ze stanowiska, choć nie był związany z partią rządzącą. Polityk tłumaczył, że podaje się do dymisji ze względu na ograniczenie prezydenckich prerogatyw po zmianie konstytucji w 2023 roku oraz zawłaszczenie państwa przez oligarchów. Radew wyczuł polityczny moment Najprawdopodobniej Rumen Radew postanowił wykorzystać okazję – na tle znienawidzonego rządu cieszył się sporą popularnością i chciał przekuć to na bardziej realną władzę w 240-osobowym parlamencie. Bułgarska scena polityczna jest rozdrobniona, a o wejście do parlamentu będą ubiegać się aż 24 ugrupowania, zatem Radew nie będzie mógł rządzić sam – potrzebni mu będą koalicjanci. Wskazują na to jednoznacznie wszystkie sondaże. To sprawia, że trudno przewidzieć, jaki kierunek ostatecznie obierze nowy rząd. Warto zauważyć, że Radew oficjalnie nie kieruje swoją partią. Powierzył te zadania najbardziej zaufanym ludziom ze swojego środowiska. Jednak to właśnie on – w przypadku wygranej – zostanie nowym premierem.W którą stronę pójdzie Bułgaria?Sam Radew jest zagadką. Z jednej strony deklaruje, że będzie współpracować z UE i NATO, ale podkreśla „szczególne uwzględnianie bułgarskich interesów narodowych”. Co to może oznaczać? Zdaniem niektórych ekspertów selektywne traktowanie unijnych polityk i kontestowanie niektórych z nich. W przypadku wojny w Ukrainie polityk lakonicznie opowiada się za „sprawiedliwym i trwałym pokojem”, ale trzeba się liczyć z tym, że dotychczas wspierająca Kijów Bułgaria stanie się bardziej powściągliwa w tej kwestii. „To będzie niekorzystne dla Polski”Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) prognozuje, że „wejście PB jako wiodącej siły do koalicji rządowej osłabi dotychczasową jednoznacznie prozachodnią orientację Bułgarii”. PISM zaznacza, że polityka Radewa w roli premiera będzie opierać się na bardziej zniuansowanej polityce. „Postulować będzie ograniczenie wspierania Ukrainy i łagodzenie restrykcji nałożonych na Rosję, ale nie będzie podważać fundamentalnych zobowiązań Bułgarii w ramach NATO i UE” – czytamy.„Dla Polski będzie to niekorzystne, gdyż będzie skutkować osłabieniem wschodniej flanki Sojuszu i Unii oraz poszerzeniem grona państw skłonnych szukać porozumienia z Rosją kosztem Ukrainy” – podkreślono w analizie.ZOBACZ TAKŻE: Bułgaria gotowa otworzyć przestrzeń powietrzną dla Putina