Mentalność maratończyka. Dlaczego tysiące ludzi dobrowolnie decyduje się na wysiłek graniczący z fizycznym wycieńczeniem? W bieganiu długodystansowym granica między wydolnością organizmu a odpornością psychiczną zaciera się najpóźniej po trzydziestym kilometrze. Dla wielu start w maratonie to nie tylko sportowe wyzwanie, ale swoista autoterapia i poszukiwanie kontroli nad własnym życiem. – To tutaj sprawdza się swój mental – mówi w rozmowie z portalem TVP.Info Adam Greczyło, dyrektor Energa Gdańsk Maratonu. Psychologia dystansu: Sprawczość w świecie wygodyW dobie powszechnego komfortu maraton staje się dla współczesnego człowieka poligonem doświadczalnym. Profil biegacza-amatora ewoluował w stronę poszukiwania głębokiego, wewnętrznego sensu – dziś nie chodzi już tylko o lepszą sylwetkę, ale przede wszystkim o potwierdzenie własnej siły. Adam Greczyło zauważa, że bieganie stało się narzędziem do odzyskiwania poczucia wpływu na własny los.– Z mojej perspektywy widzę już od jakiegoś czasu, że biegacze-amatorzy szukają w bieganiu czegoś „swojego”. Często jest to przekraczanie swoich możliwości dla samego siebie, dla poczucia siły i sprawczości – tłumaczy dyrektor gdańskiej imprezy. W świecie zdominowanym przez procesy, na które nie mamy wpływu, dystans 42 kilometrów pozostaje jedną z niewielu sfer, gdzie ostateczny sukces zależy wyłącznie od determinacji jednostki.Mityczna ścianaNajciekawszy proces psychologiczny zachodzi na ostatnim etapie biegu, gdy ciało zaczyna wysyłać desperackie sygnały alarmowe. Legendarna „ściana” to nie tylko kryzys energetyczny, to moment, w którym biegacz zostaje sam ze swoimi lękami. Wtedy kończy się czysta fizjologia, a zaczyna zarządzanie kryzysowe własnym umysłem.– Maraton to zdecydowanie ten rodzaj wyzwania, gdzie biegnie się głową, szczególnie ostatnie kilometry. To tutaj wielu biegaczy sprawdza swój mental – podkreśla dyrektor Energa Gdańsk Maratonu. Dodaje, że choć walka odbywa się wewnątrz, to bodźce zewnętrzne mają kluczowe znaczenie.Choć biegacz porusza się w tłumie, toczy on całkowicie prywatną wojnę z własnym cieniem. Niezastąpionym paliwem dla gasnącej motywacji okazuje się wówczas wsparcie z zewnątrz. Doping ulicy potrafi „przepchnąć” zawodnika przez najtrudniejsze fragmenty trasy, co pokazuje, jak silnie nasza psychika reaguje na społeczną wspólnotę, nawet w sporcie pozornie indywidualnym.– Nawet jeśli biegnie się „dla siebie”, gdy zaczyna być ciężko, to właśnie kibice potrafią zmotywować do dalszego biegu i walki na trasie. W Gdańsku zdecydowanie da się odczuć te sportowe emocje.– Samotność zależy od charakteru. Są tacy, którzy walczą o wynik i nie potrzebują nikogo obok. Ale fakt, że wszyscy biegną jedną trasą, tworzy między maratończykami szczególną więź – tłumaczy Greczyło.Rytuał przejścia i nowy początekDla wielu osób linia startu jest jednocześnie linią odcięcia bolesnej przeszłości. Historie osób po ciężkich chorobach czy osobistych tragediach pokazują, że maraton pełni często funkcję rytuału przejścia. Przygotowania do biegu, trwające miesiącami pasmo wyrzeczeń, stają się formą rekonstrukcji osobowości.– Znam ludzi po przeszczepach, chorobach, zawałach czy innych historiach prywatnych, dla których przygotowania i start w maratonie były początkiem nowego etapu w życiu – wyjaśnia Greczyło. Hart ducha wypracowany na treningach nie znika wraz z odebraniem medalu. Według dyrektora imprezy, ktoś, kto ma w sobie tyle determinacji, by ukończyć maraton, może mieć w sobie spore pokłady waleczności, także w pozostałych dziedzinach życia, w pracy czy relacjach z rodziną.Z punktu widzenia obserwatora, najbardziej poruszający nie są zwycięzcy, ale ci, którzy kończą bieg na granicy limitu czasu. To tam, na samym końcu stawki, zmęczenie fizyczne jest największe, ale satysfakcja wydaje się najczystsza. Adam Greczyło nie ukrywa, że widok osób finiszujących w bólach jest dla niego kluczowym momentem wydarzenia. – Widząc taką osobę wiem, dla kogo jest ten bieg i jak wiele znaczy dla tych, którzy w nim uczestniczą. Bycie blisko ludzi w trakcie zawodów jest niezwykle emocjonujące.Logistyka wielkich emocjiOrganizacja takiego wydarzenia to jednak również chłodna kalkulacja i logistyka. Dyrektor porównuje ten proces do mechaniki lotniczej, gdzie margines błędu praktycznie nie istnieje. – Czasem niedokręcona śrubka powoduje katastrofę wielkiego samolotu, podobnie jest z takimi imprezami. Każdy szczegół jest ważny i jedna niedopilnowana rzecz może położyć wielomiesięczny wysiłek wielu ludzi – podsumowuje, wskazując, że maraton to triumf porządku nad chaosem – zarówno w skali organizacyjnej, jak i tej najbardziej intymnej, ludzkiej.Gdański maraton to jedna z najpiękniejszych tras biegowych w Polsce. Zawodnicy mijają ikony architektury i natury. Trasa prowadzi obok Europejskiego Centrum Solidarności, Muzeum II Wojny Światowej, przez kładkę na Ołowiankę, aż po Fontannę Neptuna i Teatr Szekspirowski. W tym roku pobiegniemy aż pod granicę z Sopotem – podkreśla Adam Greczyło.Gdy opadnie kurz, a trasa zostanie uprzątnięta, organizatorzy nie zwalniają tempa. Choć maraton pozostaje „królewskim” wyzwaniem, biegowa mapa regionu stale wzbogaca się o nowe cele, jak choćby nadchodzący Sopot Półmaraton czy triathlonowe emocje podczas Challenge Gdańsk. Jak podkreśla Adam Greczyło, najważniejsza pozostaje radość z faktu, że biegowa historia Trójmiasta wciąż trwa i przyciąga nowych śmiałków. Udowadnia tym samym, że bariery – zwłaszcza te w naszych głowach – istnieją głównie po to, by je sukcesywnie przełamywać.Czytaj też: Tor Poznań zamknięty, bo jest... za głośny. To decyzja inspektora