Pokonał go własną bronią. Tego, co wydarzyło się na Węgrzech, nie można postrzegać w kategoriach „zmiany rządu”. To byłoby za proste. Pękł bowiem cały system. Mozolnie, inteligentnie, makiawelicznie budowany przez szesnaście ostatnich lat. Jak Magyar tego dokonał? W niedzielny wieczór w Budapeszcie, przed podświetlonym gmachem parlamentu, tłum śpiewał razem z Frankiem Sinatrą. „My Way” – pieśń indywidualistów, utwór o wyborze własnej drogi – zabrzmiał jak polityczny komentarz do zwrotu akcji, którego kilka miesięcy temu nie przewidzieliby najbardziej kreatywni scenarzyści z Hollywood. Peter Magyar pokonał Viktora Orbana. Choć bardziej adekwatne byłoby stwierdzenie: Peter Magyar przebił się przez mur, który zdawał się być nie do przebicia. Buldożerem, w samo serce.Władza na zawszeOd powrotu do władzy w 2010 roku, Orban pracował nad systemem, który miał być odporny na wady demokracji: na przykład takie, że komuś władza przestanie się podobać i postanowi ją zmienić. Majstrował przy konstytucji, rozdawał pieniądze, zabetonował wszelkie sądy, trybunały i media, nawet okręgi wyborcze poukładał tak, żeby tylko cud mógł sprawić, by ktoś inny przejął berło najcenniejsze: większość konstytucyjną. Brano pod uwagę, owszem, że Fidesz kiedyś przegra wybory. Ale że ktoś zepchnie ich na margines? Sprawi, że – mimo najszczerszych chęci – nie będą mogli wetować wszystkiego i wszędzie, uniemożliwiając rządzącym robienie czegokolwiek? To szok.Poprzednie próby kończyły się fiaskiem, bo tak się kończyć musiały. Orban i spółka z uśmiechem patrzyli jak kolejne partie i kolejni liderzy, o zupełnie odmiennych poglądach, łączyli się w potrzebie, wbrew logice, próbując strącić go z tronu. A to próbowali być bardziej „węgierscy” od niego, a to przesadnie europejscy. Zresztą, nawet jak ktoś był blisko, jak już wydawało się, że to już, zaraz, premier i jego świta wyciągali z kieszeni a to trzynastą emeryturę, a to jakiś atrakcyjny pakiet socjalny, no i sprawa była załatwiona. Czytaj też: Niemiecka prasa patrzy na Węgry. „Polska pokazuje, jak trudna jest zmiana”Teraz było trochę inaczej. Zmobilizowali się młodzi. Pomogła Unia Europejska, która od kilku lat nie przelewała należnych Węgrom pieniędzy. Pomógł też sam Orban: bo w kraju zwyczajnie żyło się źle, a jego radosne lawirowanie pomiędzy Putinem a Zachodem – w obliczu wojny w Ukrainie – przestało być już przejawem politycznej maestrii, stając się raczej koślawym walcem bezradności. Węgierski pan i władca zdecydowanie przesadził też z obsypywaniem złotem kolegów, koleżanek i całej rodziny – zwłaszcza kiedy spora część kraju nie miała czego włożyć do garnka.Nie znaczy to jednak, że Magyar – posługując się nomenklaturą piłkarską – wpakował piłkę do pustej bramki. Podobny do OrbanaZamiast odrzucać nacjonalizm Orbana, przyjął go. Czerwono-biało-zielona flaga Węgier stała się znakiem rozpoznawczym jego wieców wyborczych. Nie poruszał jednak trudnych tematów, nie wdawał się w szersze dyskusje światopoglądowe. Wielu spośród tych, którzy w niedzielę oddali na niego swój głos, tak naprawdę nie było w stanie wiele o nim powiedzieć. W pierwszych wystąpieniach po wyborach Magyar zapowiedział, że zajmie się tym, co nazwał „nielegalnie zdobytymi majątkami” wysokich rangą członków Fideszu, wezwał też prezydenta Węgier, sojusznika Orbana, do natychmiastowej rezygnacji.„Kraj został w istocie przejęty przez zorganizowaną grupę przestępczą” – powiedział o ustępującym rządzie, który oficjalnie zakończy swoją działalność w maju. Orban i inni członkowie Fideszu zaprzeczają jakimkolwiek nieprawidłowościom.Czytaj też: Kreml nagle zmienia front. „Orban nigdy nie był naszym przyjacielem”Magyar zapowiedział, że zmieni konstytucję, aby ograniczyć liczbę kadencji premiera do dwóch – Orban pełnił tę funkcję pięciokrotnie. Dodał, że jedną z jego pierwszych podróży jako premiera będzie wyjazd do Brukseli, gdzie ma nadzieję przekonać przywódców Unii Europejskiej do wypłacenia około 20 miliardów dolarów pomocy wstrzymanej dla jego kraju za rządów poprzednika.Jednocześnie Magyar, członek Parlamentu Europejskiego, już zasygnalizował obszar, w którym jego stanowisko nie będzie zgodne z Brukselą. Na swojej pierwszej konferencji prasowej powiedział, że nie popiera przyspieszonego przyjęcia Ukrainy do Unii Europejskiej i nie poparł pakietu pomocy finansowej UE dla Ukrainy, który został zablokowany przez Orbana.Jak Orban „podpadł” Magyarowi?45-letni Magyar, którego nazwisko oznacza „Węgier”, dorastał w zamożnej rodzinie, zaledwie kilka kroków od parlamentu. Jego wuj, Ferenc Madl, był trzecim prezydentem kraju. Dziadek Magyara, Pal Eross, był sędzią w sądzie najwyższym w czasach komunizmu oraz znaną osobowością telewizyjną.Studiował na katolickim uniwersytecie w Budapeszcie, który – jak wspomina jego dawny kolega Miklos Nattan na lamach „Wall Street Journal” – był kuźnią konserwatywnych idei, które Magyar przyjął jako młody człowiek. Magyar przekonał Nattana do głosowania na Fidesz, a wielu jego znajomych zrobiło później karierę w strukturach partii. Sam Magyar miał być „obsesyjnie zainteresowany polityką”.Do Fideszu dołączył krótko po ukończeniu studiów w 2004 roku, a później przeniósł się do Brukseli ze swoją żoną Judit Vargą, również członkinią partii. Na Węgry wrócili już z trójką dzieci. Orban mianował Vargę ministrą sprawiedliwości.Para rozwiodła się w 2023 roku, rok po tym, jak Orban wygrał czwarte z rzędu wybory. W lutym kolejnego roku niezależne węgierskie media poinformowały, że Varga złożyła podpis pod ułaskawieniem dla mężczyzny zamieszanego w tuszowanie skandalu związanego z molestowaniem w państwowym domu dziecka. Prezydent Węgier Katalin Novak podała się do dymisji, przyznając, że popełniła błąd, wydając ułaskawienie. Varga wkrótce poszła w jej ślady. „Ponoszę za to odpowiedzialność” – tłumaczyła wówczas.Czytaj też: „Ugotował psa w mikrofalówce”? Peter Magyar w ogniu fake newsówPo tym skandalu Magyar oskarżył Fidesz o wykorzystywanie jego byłej żony i innych ministrów jako kozłów ofiarnych w kryzysie, który – jak twierdził – ujawnił hipokryzję tkwiącą w samym sercu systemu.„Przez długi czas wierzyłem w ideał narodowych, suwerennych, obywatelskich Węgier” – napisał w poście na Facebooku. „Zrozumiałem, że to wszystko jest w istocie jedynie produktem politycznym, słodką otoczką służącą dwóm celom: ukryciu działania fabryki władzy oraz zdobywaniu ogromnych majątków”.Przeszedł do partii Tisza, wówczas mało znanej i cieszącej się niewielkim poparciem, ale za pomocą mediów społecznościowych zaczął atakować działaczy Fideszu, których oskarżał o napędzanie korupcji. Zapowiedział, że pomoże zbudować nowe państwo wolne od korupcji i strachu, i po raz pierwszy użył hasła, które później stało się jego sloganem wyborczym: „teraz albo nigdy”.Nowa siła„Nadszedł czas, aby stworzyć nową siłę, wolną od wszelkich ideologii, skompromitowanych polityków rządu i opozycji, której nie da się ominąć, kupić ani zastraszyć” – napisał na Facebooku.Tisza wygrała następnie wybory do Parlamentu Europejskiego, a kampanią kierował Magyar. Wkrótce potem postawił sobie za cel rzucenie wyzwania Orbanowi w wyborach parlamentarnych w 2026 roku.Magyar przyjął taktykę Orbana polegającą na odwoływaniu się do nastrojów narodowych, trzymając węgierską flagę, gdy wchodził na scenę podczas wieców. Zamiast garniturów nosił codzienne ubrania, a czasem występował w tradycyjnym węgierskim stroju.Podczas kampanii podróżował starym vanem Ford Transit z lat 2000. Latem ubiegłego roku przeszedł przez dziesiątki wsi i miast podczas niemal 200-milowego marszu z Budapesztu do sąsiedniej Rumunii, kończąc trasę w miejscowościach z dużymi mniejszościami węgierskimi, o które Orban zabiegał przez lata.Ludzie witali go ciastami, kwiatami i kieliszkami palinki, tradycyjnej węgierskiej brandy owocowej. W ciągu roku Magyar awansował w sondażach, stając się najpopularniejszym politykiem na Węgrzech, wyprzedzając Orbana.Czytaj też: „Upiekł szczeniaka i bił żonę”. Kaczyński obraża Magyara i WęgrówPokonany własną broniąW każdym regionie, który odwiedzał, Magyar ożywiał rodzącą się kampanię oddolną, zachęcając Węgrów do tworzenia „kręgów obywatelskich” złożonych z wolontariuszy Tiszy, dążących do zmiany. To też kiedyś robił Fidesz.Komentatorzy i eksperci przekonują, że fakt, że Magyar nie mógł liczyć na atrakcyjny czas antenowy w węgierskich mediach, zwłaszcza publicznych, mógł mu – paradoksalnie – bardzo pomóc. Musiał ruszyć w trasę, musiał być bardzo aktywny w mediach społecznościowych, bo tylko tak mógł się przebić. Bo w gruncie rzeczy Magyar nie wynalazł niczego nowego. Zabawił się w politykę w starej, dobrej formule. Takiej, w której trzeba pojechać do ludzi, wejść do ich domów, wysłuchać ich historii, wypić z nimi kieliszek palinki i dać poczucie, że ktoś ich wreszcie traktuje poważnie. Zmęczeni systemem, centralnym sterowaniem i wszechobecnych „przekazach dnia”, wyborcy – najzwyczajniej w świecie – zaufali mu.To oczywiście nie oznacza, że historia ma prostą kontynuację. Zburzyć system to jedno, zbudować coś w jego miejsce – coś znacznie trudniejszego. Zwłaszcza kiedy spora część wyborców głosowała bardziej z nadziei na zmianę niż z przekonania wobec konkretnego projektu.