Rzecznik tłumaczy szefa. Rzecznik prasowy Prawa i Sprawiedliwości Rafał Bochenek pośpieszył ugasić mały „kuchenny” pożar wzniecony przez swojego szefa Jarosława Kaczyńskiego, który powielił w poniedziałek obrażającą Petera Magyara dezinformacją jakoby ten „upiekł szczenię” w mikrofalówce. Jarosław Kaczyński dał się nabrać na kłamliwe treści rozpowszechniane w interncie, które miały oczernić i zohydzić węgierskim wyborcom Petera Magyara, lidera opozycji z partii TISZA. Węgrzy jednak nabrać się nie dali i po 16 latach odebrali władzę Viktorowi Orbanowi.Prezes Prawa i Sprawiedliwości jednak nie potrafił się z wynikiem wyborów na Węgrzech pogodzić. W poniedziałek na korytarzu Sejmowym atakował Magyara wyjątkowo nieprzyjemnym kłamstwem i mówił o tym, że kandydat na nowego premier Węgier miał „upiec szczenię” w mikrofalówce. Taka teza miała się ukazać w książce byłej żony Magyara. Problem w tym, że taka książka nie istnieje. Bochenek tłumaczy szefaSłowa Kaczyńskiego szybko się poniosły, przemieliły, „zmemizowały” – mówiąc obrazowo – i doszło do małego „kuchennego” pożaru. W związku z tym w roli strażaka wystąpił Rafał Bochenek.Rzecznik prasowy PiS-u tłumaczył, że „p. prezes opierał się na informacjach, które od wielu dni były kolportowane przez media” i w „natłoku licznych materiałów” się pogubił. Jednocześnie Bochenek sprawnie powiązał wyjaśnienie komentarzy swojego szefa z premierem Donaldem Tuskiem. „W natłoku licznych kontrowersyjnych materiałów przedstawiających sytuacje z udziałem kandydata popieranego przez Tuska, akurat ta jedna okazała się nieprawdziwa. Dobrze byłoby, aby także inne były wymyślone, a niestety nie są. Charakterystyczne, że te zachowania i wypowiedzi Tuskowi nie przeszkadzają” – napisał Bochenek.