Seria spreparowanych artykułów. W internecie wykryto szeroko zakrojoną operację dezinformacyjną uderzającą w lidera węgierskiej opozycji Petera Magyara oraz jego ugrupowanie. Fałszywe treści, rozpowszechniane przez spreparowane strony i media społecznościowe, miały podważać wiarygodność opozycji, ale Węgrzy nie dali się na to nabrać. Ale w niektóre kłamstwa, jak się okazało w poniedziałek, uwierzył nawet prezes PiS Jarosław Kaczyński. W ostatnich dniach wykryto skoordynowaną kampanię dezinformacyjną wymierzoną w Petera Magyara i partię TISZA. Działania te polegały na publikowaniu spreparowanych artykułów. Miały one uderzać w wiarygodność lidera opozycji i jego środowiska politycznego. Treścio te rozpowszechniano w dużej liczbie poprzez reklamy na Facebooku i posty w serwisie X. CZYTAJ TAKŻE: Co oznacza wygrana Tiszy? To warto wiedzieć po wyborach na WęgrzechFałszywe twierdzenia wymierzone w ugrupowanie Magyara W nieprawdziwych materiałach pojawiły się m.in. twierdzenia o rzekomych planach zamachu stanu z udziałem lidera opozycji i niemieckiego polityka Manfreda Webera, a także o rzekomym przywróceniu obowiązkowej służby wojskowej na Węgrzech. Ale opowiastkę o tym, że Magyar zapowiedział obowiązkową służbę podczas przemówienia w Battonyi 2 kwietnia, łatwo da się obalić. W rzeczywistości polityk w ogóle nie poruszał tej tematyki. Co więcej, część kłamstw opierała się na nieistniejących „wyciekach” wiadomości, w tym rzekomych rozmowach w komunikatorze Signal. W innych przypadkach wykorzystywano zmanipulowane relacje z wystąpień polityka, przypisując mu słowa, których nigdy nie wypowiedział. Strony internetowe i promocja w mediach społecznościowych Istotnym elementem operacji było tworzenie stron internetowych imitujących wygląd prawdziwych portali informacyjnych bądź oficjalnej strony partii TISZA.Część z nich zawierała pojedyncze fałszywe artykuły, a kliknięcia prowadziły następnie do autentycznej witryny partii, co miało zwiększyć wiarygodność przekazu.Wykorzystywano również strony o świeżo zarejestrowanych domenach, bez danych redakcyjnych, często z błędami językowymi wskazującymi na automatyczne tłumaczenie i masową produkcję treści. Fałszywe informacje były intensywnie promowane w mediach społecznościowych, docierając do tysięcy użytkowników. W kampanię angażowano również strony na Facebooku o zmienianych nazwach i ukrytej tożsamości, które wcześniej publikowały inne dezinformacyjne materiały. Pojawiły się także przerobione materiały wideo i grafiki, w tym treści generowane lub modyfikowane przez sztuczną inteligencję, o czym pisaliśmy w portalu TVP.Info. CZYTAJ TEŻ: Węgrzy wybrali władze. Jak funkcjonuje i o czym decyduje ich parlament?Działania wpisują się w szerszy schemat wcześniejszych kampanii dezinformacyjnych, w których powtarzały się podobne schematy: tworzenie fałszywych portali, kopiowanie prawdziwych serwisów, wykorzystywanie reklam w mediach społecznościowych oraz rozpowszechnianie zmanipulowanych treści wizualnych. Koniec końców Węgrzy nie dali się nabrać i po 16 latach odsunęli Vitkora Orbana od władzy. Przyjaciel Władimira Putina przegrał z kretesem. Ale – jak się okazuje – nie wszyscy są odporni na dezinformację i kłamstwa. W poniedziałek Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, udowodnił, że fałszywe treści mogą sforsować nawet najbardziej przenikliwe polityczne umysły.