Felieton Wojciecha Zawioły. Mijający właśnie tydzień zaproponował nam wszystkim słowo roku. Nie młodzieżowe, nie dla ludzi w kwiecie wieku. To słowo dla wszystkich. Brzmi: WOBEC. Mówili o nim niemal wszyscy. Jedni z powagą, inni prześmiewczo. Znaczna część ze złością i bez kontekstu. – WOBEC Prezydenta ślubowanie złożyli nowo wybrani sędziowie Trybunału Konstytucyjnego. Nie było na tej uroczystości Karola Nawrockiego. Nie skorzystał z zaproszenia, bo to oznaczałoby oddanie sterów. Prezydent lubi mieć poczucie, że panuje nad sytuacją, że to on nadaje ton każdej sprawie i że nie jest „tylko” prezydentem.Jeszcze przed ślubowaniem pytałem mecenasa i zarazem europosła KO Michała Wawrykiewicza czy nie ma już innego wyjścia. Łatwo było bowiem przewidzieć, jakie będą reakcje obu stron i czym to ślubowanie się skończy – taplaniem się w jeszcze większym politycznym bagnie niż do tej pory. Mecenas stwierdził, że wyjścia nie ma.Według Kancelarii Prezydenta, zwłaszcza jej szefa Zbigniewa Boguckiego, było wyjście – czekać cierpliwie. Jak petent w urzędzie, jak wierni na audiencję u papieża, jak poddany na łaskę króla.WOBECNie, to nie było ślubowanie WOBEC Prezydenta, ale niepotrzebne są dyskusje o języku polskim ludzi, którzy na co dzień popełniają błędy językowe w swoich wystąpieniach co kilkanaście sekund. Nie było w Sejmie Karola Nawrockiego, więc ślubowanie nie odbyło się WOBEC niego. Ale tym wszystkim, którzy podają teraz to słowo jako argument w dyskusji, polecam zajęcie się znaczeniem słowa: NIEZWŁOCZNIE. Bo właśnie NIEZWŁOCZNIE Prezydent, wedle ustawy, powinien przyjąć ślubowanie wybranych przez Sejm sędziów Trybunału (kiedy PiS potrzebowało, Prezydent Andrzej Duda przyjmował ślubowanie nawet w nocy).A tymczasem od wyboru minął niemal miesiąc. W tym czasie sędziowie napisali list do Prezydenta, ten nie odpowiedział. Natomiast przyjmując ślubowanie dwójki sędziów, pokazał, że termin nie jest problemem. Problemem jest przekonanie o byciu kimś więcej niż prezydent i niezrozumienie roli, jaka wynika z zapisów Konstytucji.Czytaj także: Były minister sprawiedliwości o zamieszaniu w TK. „Popełniono przestępstwo”*– Donald Trump odwołał zniszczenie całej cywilizacji. Jego ultimatum wydawało się niezwykle groźne dla całego świata, ale szczęśliwie doszedł do wniosku, że lepiej jest nadal wmawiać światu, że wygrał wojnę, zmiażdżył reżim i osiągnął wszystkie cele. Niedługo zbuduje narrację, że zakończył kolejną wojnę.Trump tę wojnę przegrał. Planował pokaz siły i atak jak na Wenezuelę. Ale Iran to nie Wenezuela, reżim w tym kraju jest niezwykle silny, a obywatele nie są już tak przekonani do dobra niesionego przez Amerykanów jak wcześniej. Są bombardowani, zabijani. Czy to nie jest wpadnięcie z deszczu pod rynnę, nawet jeśli owa rynna niedługo przestanie zalewać i topić?Trump jest pierwszoplanową postacią tego konfliktu, wszyscy patrzą na niego i słuchają jego wystąpień, bo są nieprzewidywalne. Ale on otoczony jest przez ludzi, którzy myślą tak jak on, być może nawet są groźniejsi niż on. Trumpem rządzi narcyzm i megalomania, ludźmi z jego otoczenia ideologia i światopogląd. Pete Hegseth, który grzmi w tonie swego szefa, że Iran błagał o zawieszenie broni, ozdobił swoje ciało nieprzypadkowymi tatuażami, świadczącymi o skrajnie prawicowych poglądach posiadacza. Krzyż jerozolimski, który jest symbolem wypraw krzyżowych, a szczególnie pierwszej, podczas której ustanowione zostało Królestwo Jerozolimskie przez Gotfryda de Bouillon. To najkrwawsza, najbrutalniejsza wyprawa ze wszystkich. Jej uczestnicy mordowali, kogo napotkali na swojej drodze. Po ataku na WTC w 2001 roku symbol ten wykorzystują w swojej działalności ci, którzy walczą o Amerykę z białym, chrześcijańskim narodem. Z pierwszą krucjatą łączy Hegsetha także tatuaż „Bóg tak chce”. Z kolei napis „Kafir” znaczący tyle, co „niewierny” jest wyrażeniem jego islamofobii.Czytaj także: Ranny i oszpecony. Tajemnica zdrowia lidera IranuPrzypominam, że mowa tu o człowieku, który jest sekretarzem obrony USA, szefem Pentagonu, a więc człowiekiem poniekąd nadzorującym wojny prowadzone przez Stany Zjednoczone.*– Trwają wybory na Węgrzech. Obywatele tego kraju mają prosty wybór: wschód lub zachód. Dodatkowym argumentem, by nie wybierać wschodniego kierunku reprezentowanego przez Orbana, jest to zdanie wypowiedziane przez Donalda Trumpa:„Mój rząd jest gotowy wykorzystać całą potęgę gospodarczą USA, by wzmocnić gospodarkę Węgier, tak jak czyniliśmy to w przeszłości dla naszych Wielkich Sojuszników, jeśli premier Viktor Orban i naród węgierski kiedykolwiek będą tego potrzebować”.To zbyt mocna sugestia, że wspierać będzie rząd Orbana, nie kogoś innego.Czytaj także: Był człowiekiem Orbana, teraz może go zdetronizować. Kim jest Peter Magyar?*– Statek kosmiczny Orion, działający w ramach misji Artemis II, okrążył księżyc i wrócił na ziemię. Cały świat żył tą misją od początku i chłonął kolejne informacje, które dla większości mogłyby być zaskakujące. Okazuje się, że po raz pierwszy od 54 lat człowiek opuścił orbitę okołoziemską i że od roku 1972 nie byliśmy na księżycu. A wydawało nam się, że skoro już sześć razy na nim wylądowaliśmy (w latach 1969-1972) to jest już oswojony i co jakiś czas go odwiedzamy. Tym bardziej że technologicznie przecież jesteśmy już dużo dalej niż te 54 lata temu. Ale nie odwiedzaliśmy, bo nie było na to zapotrzebowania politycznego. Na przełomie lat 60. i 70. na każdym polu trwała rywalizacja między USA i ZSRR, stąd bez problemu znalazły się na to fundusze.Dziś rywalizacja o kosmos została wznowiona. Księżyc jest jednym z celów tego wyścigu tym razem między USA a Chinami. Chcą się włączyć także Indie, ale to raczej rywalizacja o trzecie miejsce na podium. Kluczowa zdaje się być księżycowa woda, z której uzyskać można tlen i przede wszystkim wodór potrzebny do produkcji paliwa rakietowego.Czytaj także: Udany powrót z misji Artemis II. Orion wylądował na PacyfikuTo gospodarka, myślenie praktyczne. Na razie jednak na pierwszym planie jest romantyzm, czyli widok Ziemi z odległości ponad 400 tysięcy kilometrów i księżyca od strony jeszcze przez nikogo nieoglądanej. Od tej ciemnej strony. The Dark Side Of The Moon – skojarzenie z tytułem płyty Pink Floyd jest oczywiste.* – A skoro mowa o Pink Floyd to warto wspomnieć o wizycie w Warszawie grupy, która bywała i jest określana mianem „Pink Floyd XXI wieku”, czyli Archive. To zespół najczęściej przeze mnie odwiedzany na koncertach. To tradycja, która nie zawodzi. To jeden z tych nielicznych wykonawców, który nie schodzi poniżej swojego bardzo wysokiego poziomu niezależnie od nagranego właśnie albumu. Bo ten ostatni - „Glass Minds” - nie zachwyca tak jak „Lights”, „Noise” czy przede wszystkim „Controlling Crowds”. Ale jego wykonanie na Torwarze, a także powrót do dzieł starszych całkowicie zaspokaja żądzę wysłuchania muzyki na najwyższym poziomie.Archive tworzą perfekcyjny nastrój, są w tym mistrzami. Jest tajemniczość, jest czerń w ich strojach i światło, którego prawie nie ma. Do tego muzyka, która porywa, od której serce mocniej bije. Publiczność równie często jak poruszała się w rytm pulsacyjnych brzmień, zastygała jak sparaliżowana poddając się nostalgii.Archive nie da się łatwo sklasyfikować do konkretnego gatunku. Ba! Nawet do dwóch! Jest tu rock progresywny, post-rock, trip-hop, elektronika, a nawet rap w kilku numerach. To wszystko daje mieszankę absolutnie wybuchową.Archive to geniusze z fenomenalną wyobraźnią muzyczną i z szerokimi kompetencjami w graniu na emocjach – „Again” po raz kolejny wyciskał łzy.Pollard Berier w tym swoim kapeluszu jest w dalszym ciągu zachwycający, Dave Pen nadal fantastycznie śpiewa, a Darius Keeler – kiedy trzeba – napędza publiczność rytmicznie machając rękami.Czytaj także: Thirty Seconds To Mars wracają do Polski. Jeden wieczór i dwie słynne płytyTo doskonałość. Magiczny spektakl. To dopełnienie mojego spotkania z zespołem w styczniu tego roku w Radiowej Trójce.*– Zmarł Jacek Magiera, w ostatnich miesiącach drugi trener piłkarskiej reprezentacji Polski. Miał tylko 49 lat i z pewnością mnóstwo planów zawodowych, do których przygotowywał się cierpliwie i niezwykle rzetelnie. Bo inaczej nie potrafił. Spokój, szacunek, rozwaga – to Jacek Magiera. W lutym wstępnie umówiliśmy się na długą rozmowę w Radiowej Trójce, w programie „Ludzie”. Po meczach barażowych. A potem chciałem poczekać aż opadnie kurz i emocje po porażce ze Szwecją. Już się nie uda.Kilka lat temu zaangażowano go do prowadzenia drużyny TVN w meczu Gwiazd. Lubiliśmy jego słowa i uśmiech, kiedy robiliśmy na treningach coś głupiego. I to jak tłumaczył niektóre ćwiczenia i po co je robimy. I jak przedstawiał taktykę, jak czasem sobie z nas żartował.Nie dało się go nie lubić. Pewnie dlatego jego śmierć wywołała olbrzymie poruszenie w środowisku piłkarskim.Jacek Magiera to przeszłość polskiej piłki, to także jej teraźniejszość, ale mógł być też jej przyszłością.Był dobrym człowiekiem.Czytaj także: Przede wszystkim: dobry człowiek. Magiera był wyjątkowyCiąg dalszy nastąpi za tydzień...