Andrzej Halicki w „Gościu poranka”. Wpis prezydenta USA Donalda Trumpa pokazuje jego bezsilność, a także frustrację. A sfrustrowany lider tak potężnego państwa, dysponujący taką armią, może podejmować nierozsądne decyzje – powiedział w „Gościu poranka” w TVP Info europoseł Koalicji Obywatelskiej Andrzej Halicki. Prezydent USA Donald Trump poinformował w niedzielę, że amerykańskie wojsko uratowało drugiego pilota z załogi myśliwca F-15 zestrzelonego w piątek nad Iranem. W misji poszukiwawczo-ratunkowej uczestniczyły „dziesiątki samolotów”, a żaden Amerykanin nie zginął – dodał. Kilka godzin później, we wpisie na platformie Truth Social, Trump przyznał, że uratowany żołnierz jest ciężko ranny.Mariusz Piekarski, prowadzący „Gościa poranka”, zapytał o tę sprawę europosła Koalicji Obywatelskiej Andrzeja Halickiego.– To było 40 godzin wielkiego napięcia – kto będzie pierwszy, bo przecież Iran również próbował odnaleźć tego pilota. Operacja w amerykańskim, wręcz filmowym stylu, jak powiedział Trump, bardzo kosztowna, zakończona sukcesem. Tyle że Trump nie może uznać całej operacji przeciwko Iranowi za sukces. Przypomnę jego wcześniejsze zapowiedzi, że działania będą błyskawiczne, krótkie i bez negatywnych skutków. Mam na myśli cały atak na Iran oraz zapowiedzi odblokowania cieśniny Ormuz. Widać jednak, że Amerykanom się to nie udało. Teraz Trump jest raczej bezsilny, o czym może świadczyć jego niedawny wpis w mediach społecznościowych – powiedział Halicki.„Bezsilność i frustracja”W niedzielę Trump zapowiedział na platformie Truth Social, że Iran ma 48 godzin na zawarcie porozumienia lub otwarcie cieśniny Ormuz. W przeciwnym razie – jak napisał – „straci elektrownie i mosty”. „Wtorek będzie Dniem Elektrowni i Dniem Mostów w jednym. Czegoś takiego jeszcze nie było. Otwórzcie tę pier... cieśninę, szaleni dranie, albo będziecie żyli w piekle” – napisał.– Taki wpis pokazuje bezsilność, a także frustrację. A sfrustrowany lider tak potężnego państwa, dysponujący taką armią, może podejmować nierozsądne decyzje. To delikatnie powiedziane. Wydaje mi się, że możemy być o krok od takich decyzji, a sytuacja jest dramatyczna – ocenił Halicki. – Od początku było wiadomo, że jednym atakiem nie zmieni się całego układu sił. Armia irańska jest potężna, dysponuje ogromną liczbą rakiet, które dosięgają także nas. Trzeba o tym pamiętać. Już zapomnieliśmy, że baza na Cyprze została zbombardowana taką rakietą. Ich zasięg jest znacznie większy. Iran ma w ręku karty, które – przy zranieniu takiego państwa – mogą być bardzo bolesne dla różnych miejsc na świecie. Operacja USA i Izraela, moim zdaniem, nie była do końca przemyślana i właściwie przeprowadzona – powiedział. „Płacimy za to wszyscy”– Jest główne pytanie: co było celem ataku na Iran? Na początku słyszeliśmy, że zmiana rządów. Płacimy za to wszyscy – nie tylko w Europie, ale na całym świecie. Odczuwamy to choćby w cenach paliw i energii. Zadałbym pytanie tym wszystkim, którzy w czerwonych czapkach ochoczo klaskali Donaldowi Trumpowi – jak bardzo się pomylili, stawiając na tak nieobliczalną politykę. Dziś tym bardziej musimy myśleć o naszym bezpieczeństwie – zarówno gospodarczym, jak i fizycznym. I znów wraca kwestia osób, które próbowały sabotować ten proces w Polsce, czyli na przykład prezydent Nawrocki – dodał gość TVP Info. – Możliwy atak na elektrownie i infrastrukturę, o którym wspomniał Trump, może mieć bardzo poważne konsekwencje. To nie jest zgodne z prawem międzynarodowym. Parlament Europejski przed tym przestrzega. Przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa – polityk bardzo umiarkowany – w mocnym oświadczeniu wskazał nie tylko na nielegalność takich działań, ale także ich nieakceptowalność z punktu widzenia humanitarnego. Cywile nie mogą być celem ataku. Nic nie uzasadnia takich operacji. Przewodniczący Rady Europejskiej powiedział to w imieniu 27 państw UE – podkreślił Halicki.– Bardzo łatwo jest wywołać wojnę i zdestabilizować sytuację – dziś już w wymiarze globalnym, a nie tylko regionalnym. Znacznie trudniej osiągnąć rozwój, pokój i stabilne warunki życia – powiedział.Wybory na WęgrzechW najbliższą niedzielę, 12 kwietnia, na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne, które mogą zakończyć władzę najdłużej urzędującego premiera w historii kraju. W ostatnich dniach przed głosowaniem – określanym jako jedne z najważniejszych w UE w 2026 r. – Viktora Orbana wesprze w Budapeszcie wiceprezydent USA J.D. Vance.Niezależne sondaże od miesięcy dają przewagę Tiszy – opozycyjnemu ugrupowaniu Petera Magyara. W najnowszym badaniu firmy Median partia ta uzyskała 58 proc. poparcia wśród zdecydowanych wyborców, a Fidesz – 35 proc. Z kolei według ośrodka 21 Research Center Tisza może liczyć na 56 proc., a Fidesz na 37 proc.Viktor Orban w niedzielę zwołał pilne posiedzenie rady obrony. Węgierskie władze przekazały, że w sąsiedniej Serbii znaleziono materiały wybuchowe w rejonie rurociągu Balkan Stream.W „Gościu poranka” Andrzej Halicki został zapytany, czy ewentualne wprowadzenie stanu wyjątkowego na Węgrzech mogłoby być dla Orbana „ostatnią deską ratunku”.– Spekuluje się o tym od ponad dwóch miesięcy. Mieliśmy już przypadki prowokacji na Węgrzech – tak należałoby to nazwać. Teraz pojawia się kolejna sytuacja, czyli potencjalny zamach na rurociąg. Myślę, że to prowokacja, która jest dziś na tyle oczywista, że zwołanie rady obrony bez udziału opozycji będzie bardzo źle ocenione przez wyborców – powiedział Halicki. „Węgrzy wyszliby na ulice”– Uważam, że wprowadzenie stanu wyjątkowego czy przełożenie wyborów na Węgrzech nie jest możliwe. W obecnej atmosferze Węgrzy oceniliby to bardzo surowo i natychmiast wyszliby na ulice. Atmosfera zmiany jest widoczna w całym kraju – dodał.– Na Węgry przybędzie wiceprezydent USA J.D. Vance. To ciekawe, że w wybory zaangażowały się przede wszystkim Moskwa i administracja Donalda Trumpa. Efekt może być odwrotny od zamierzonego, bo społeczne oczekiwanie zmiany po 16 latach rządów Orbana jest bardzo silne. Widać też zmęczenie w strukturach Fideszu – ocenił.Zapytany o możliwość fałszerstwa wyborów, Halicki odpowiedział:– To jest możliwość, której trzeba się obawiać. Myślę, że do różnych takich incydentów może dochodzić, ale skala musiałaby być ogromna, żeby ten wynik zmienić na odwrotny od oczekiwanego. Peter Magyar to lider opozycji, który nie ma dostępu do mediów. Nie udzielił ani jednego wywiadu, nie jest zapraszany przez mainstreamowe media. Billboardy są tylko jednej strony, bardzo agresywne – Węgrzy to widzą i tego nie akceptują. Praca Petera Magyara i jego partii polega na spotkaniach z ludźmi w terenie.– Pytanie, czy Viktor Orban odda władzę. Myślę, że naprawdę groźny jest scenariusz, w którym tego nie zrobi – prowokacje mogą posłużyć jako pretekst do wprowadzenia stanu zagrożenia państwa. Na Węgrzech obowiązują przepisy, które w takiej sytuacji pozwalają utrzymać władzę, nawet po wyborach. Jednak atmosfera społeczna jest taka, że oznaczałoby to masowe protesty – powiedział Halicki. Czytaj też: Dotkliwy cios dla reżimu w Iranie. Zginął szef wywiadu Gwardii Rewolucyjnej