Dymisja Kristi Noem i Pam Bondi to nie koniec. Prezydent Donald Trump przeżywa ostatnio ciężkie chwile. Na Bliskim Wschodzie sytuacja nieoczekiwanie mocno się skomplikowała, a wywołana wojna grozi światowym kryzysem. W USA też jego notowania są coraz gorsze, dlatego amerykański przywódca podjął radykalne kroki. Zdymisjonował w swej administracji dwie czołowe postacie, ale to jeszcze nie koniec czystki. Przez rok prezydentury Donald Trump zaciekle bronił swych czołowych współpracowników, nawet jeśli mieli oni gigantyczne wpadki. Najlepszym przykładem może być sekretarz obrony (wojny) Pete Hegseth, który na komunikatorze, w prywatnej korespondencji, ujawniał szczegóły tajnej operacji amerykańskiej armii przeciwko bojownikom Houti w Jemenie. Obrona swych „żołnierzy” przychodziła Trumpowi łatwo, bo jego administracja wciąż miała wysokie społeczne notowania i nie były jej w stanie zachwiać nawet kolejne skandale.Zaczęło się od Kristi NoemSytuacja zaczęła drastycznie zmieniać się w ostatnich miesiącach. Niezadowolenie społeczne najpierw wywołały brutalne działania służb imigracyjnych ICE oraz Gwardii Narodowej, które wręcz urządzały polowania na emigrantów na ulicach amerykańskich miast. Kroplą, która przelała czarę goryczy, było zabójstwo na ulicy w Minneapolis Amerykanki przez agenta ICE, na oczach przechodniów. Nominowana przez Trumpa na sekretarza bezpieczeństwa krajowego Kristi Noem stanęła murem za funkcjonariuszem (podobnie jak prezydent). Podlegająca Noem ICE nieco spuściła z tonu, ale niezadowolenie społeczne pozostało... Zobacz także: Prywatna armia Trumpa z immunitetem, czyli bezkarność ICESekretarz bezpieczeństwa krajowego jednak w krótkim czasie drugi raz podpadła Trumpowi, zeznając w Kongresie, jakoby Biały Dom zatwierdził kosztowne kampanie reklamowe, zlecone przez nią firmie powiązanej z jej otoczeniem. Trump zaprzeczył temu później w wywiadzie udzielonym agencji Reuters, a 5 marca br. zwolnił ją. To była pierwsza dymisja członka gabinetu prezydenta w jego drugiej kadencji, ale nie ostatnia.Lori Chavez-DeRemer i Kash Patel na czarnej liście?Drugiego kwietnia Donald Trump odwołał ze stanowiska prokuratora generalnego Pam Bondi, ponieważ „stracił zaufanie do jej zdolności do sprawowania prestiżowego stanowiska”. Obserwatorzy amerykańskiej sceny politycznej wiążą obie dymisje z pogłębiającą się frustracją Trumpa spowodowaną spadającymi notowaniami i obawami przed porażką w listopadowych wyborach uzupełniających. Opinie tę potwierdził też jeden z anonimowych urzędników Białego Domu, który rozmawiał z dziennikarzami CNN.Działania prezydenta USA miały sprawić też, że na innych jego współpracowników padł blady strach. Wiadomo, że za niepowodzenia (także te sondażowe) Donald Trump nie obciąży siebie, ale będzie wskazywał winnych w swoim otoczeniu. I ta procedura już się zaczęła. Ruszyła też giełda nazwisk kolejnych przedstawicieli amerykańskiej administracji, którzy są już wytypowani „do odstrzału”. Zobacz także: Urzędnicy Trumpa czują się zagrożeni. Zamieszkali w bazie US ArmyW gronie tym mają znajdować się przede wszystkim sekretarz Departamentu Pracy Lori Chavez-DeRemer, która została już objęta wewnętrznym dochodzeniem, po skargach na jej metody działania w departamencie. Kolejnym urzędnikiem na celowniku prezydenta ma być dyrektor FBI Kash Patel. Był on mocno krytykowany w mediach na początku tego roku, gdy nagrano go, jak pije piwo z olimpijską drużyną hokejową. To zdarzenie podobno wyjątkowo zirytowało Donalda Trumpa.Donald Trump traci cierpliwość do starego przyjacielaLiczne źródła powiązane z Białym Domem, na które powołuje się CNN twierdzą, że Trump już dawno mocno zraził się do sekretarza handlu Howarda Lutnicka. Obu panów łączy długoletnia znajomość, jeszcze z czasów, kiedy prezydent USA nie zajmował się polityką, ale Lutnick – dość szorstki w kontaktach – ma szerokie grono krytyków i nie pomaga budować dobrego wizerunku administracji Trumpa.Plotki o kolejnych zwolnieniach wywołały reakcje Białego Domu. Rzecznik amerykańskiej administracji Davis Ingle w specjalnym oświadczeniu wyraził zadowolenie z pracy Chavez-DeRemer, Patela i Lutnicka.„Prezydent Trump ma najbardziej utalentowany gabinet i zespół w historii Ameryki. Patrioci tacy jak Kash Patel, Lori Chavez-DeRemer i Howard Lutnick niestrudzenie realizują program prezydenta i osiągają znakomite rezultaty dla narodu amerykańskiego” – można przeczytać w oświadczeniu Białego Domu. Zobacz także: Władza tylko we Florsheimach. Trump zgaduje rozmiary i rozdaje butyNieco inaczej całą sprawę widzi jeden urzędników Trumpa.– Wszystko sprowadza się do tego, czy on ocenia, że dobrze wykonujesz swoją pracę. Jeśli chodzi o te rzeczy, to publiczność składa się z jednej osoby – stwierdził wymownie jeden z przedstawicieli Białego Domu w rozmowie z CNN.Pewne jest natomiast to, że Donald Trump dba o współpracowników, także tych zwalnianych (być może dlatego, że wiedzą też oni bardzo dużo). Zarówno Pam Bondi, jak i Kristi Noem dostały oferty pracy w innych urzędach administracji publicznej.Zaufany sekretarz obrony robi porządki w wojskuPete Hegseth robi także porządki w stylu Trumpa, ale wśród najwyższych rangą dowódców armii. Zaufany sekretarz obrony pozbył się już... 24 bardzo doświadczonych i cenionych generałów oraz admirałów. Dzień po zdymisjonowaniu przez prezydenta USA Pam Bondi, Hegseth odwołał ze stanowiska szefa sztabu sił lądowych armii USA, generała Randy'ego George'a. Ten czterogwiazdkowy generał został powołany na urząd jeszcze za czasów Joe Bidena – zwyczajowo kadencja szefa sztabu trwa cztery lata, a więc George'owi pozostał jeszcze rok urzędowania.Zobacz także: Czarne chmury nad Hegsethem. Pierwszy do odstrzału z administracji TrumpaWedług nieoficjalnych informacji o dymisji zadecydował fakt, że żołnierz ten był człowiekiem sekretarza armii Daniela Driscolla (powiązanego blisko z wiceprezydentem J.D. Vance'em), który był wymieniany jako... potencjalny następca Pete'a Hegsetha. Zdymisjonowany 3 kwietnia Randy George odszedł do rezerwy i zyskał ten przywilej, że już nie musiał gryźć się w język. Zaraz potem podsumował oficjalnie „politykę kadrową” prezydenta Stanów Zjednoczonych. – Szaleniec doprowadzi wielką armię USA do ruiny – ocenił były szef sztabu sił lądowych amerykańskiej armii.Niebawem okaże się, czy dewastacja dotyczyć będzie tylko i wyłącznie wojska.