Mogliśmy pisać cyrylicą... Wyobraźmy sobie inną Wielkanoc w Polsce. W świątyniach całego kraju zamiast „Chrystus zmartwychwstał” rozbrzmiewa „Christos woskresie”. Obchody wypadają później, bo obowiązuje kalendarz juliański i Wielkanoc, jako święto ruchome, przypada w drugiej połowie kwietnia, a zdarza się, że nawet 8 maja. Na tym nie koniec. Władze państwowe posługują się cyrylicą, a zwierzchnik polskiego Kościoła nosi tytuł patriarchy. I nie, nie jest to wizja kraju podbitego przez Rosję. Gdyby Mieszko I w 966 roku zamiast obrządku łacińskiego wybrał chrzest w tradycji bizantyjskiej, dziś świętowalibyśmy w zupełnie innej rzeczywistości. Co wiemy, a czego nie wiemy o chrzcie Mieszka?Tysiąc sześćdziesiąt lat temu książę Polan stanął przed decyzją, która ukształtowała Polskę na tysiąc lat. Źródła nie mówią nam jednak wszystkiego. Historyk Przemysław Urbańczyk w książce „Mieszko Pierwszy Tajemniczy” zwraca uwagę, że konkretna data mogła zostać dopisana później, by nadać historii niezbędne ramy: „Polskie roczniki skompilowane dopiero około połowy XI wieku pod rokiem 966 podają suchą wiadomość: Mesco dux Polonie baptisatur, jednak istnieje wcale nie takie małe prawdopodobieństwo, że nawet te trwale umocowane w naszej tradycji historiograficznej […] daty […] zostały wprowadzone do roczników ex post”.Widukind z Korbei, kronikarz saski piszący w czasach Mieszka, w ogóle nie wspomina o chrzcie, choć opisywał wydarzenia na Połabiu, relacje niemiecko-polskie i wojny z plemieniem Wieletów. Gdyby chrzest był wydarzeniem tak doniosłym, jak przedstawia to późniejsza tradycja, trudno uwierzyć, że całkowicie umknąłby jego uwadze. Luka źródłowa jest tu ewidentna. I to w niej, w tej przestrzeni niedopowiedzianej, kiełkuje nasza historia alternatywna.Gotowy model ze Wschodu. Bułgaria pokazała drogęW X wieku istniała realna alternatywa dla Czech i Niemiec. Był to dojrzały, sprawnie działający model chrześcijaństwa wśród Słowian – od Moraw przez Bułgarię po Ruś. Żywa tradycja z własnymi świątyniami, księgami i świętymi.Kluczową rolę odegrali w jej budowie bracia Cyryl i Metody, którzy w IX wieku stworzyli pierwszy słowiański alfabet, głagolicę, i przetłumaczyli księgi liturgiczne. Po śmierci Metodego w 885 roku ich uczniowie zostali wygnani z Wielkich Moraw. Jak pisze Martin. Hetenyi, słowacki historyk kultury: „Część z tych uczonych […] znalazła schronienie w Bułgarii. Jej władca miał strategiczny interes w rozszerzaniu słowiańskiej liturgii na terenie kraju. Był to sposób na uwolnienie się spod wpływów greckiego duchowieństwa i bizantyjskiego środowiska kościelnego”. I to on, Borys I, władca ówczesnej Bułgarii, przyjął Klemensa, Nauma, Angelariusza i Konstantyna Presławskiego. W Ochrydzie (dziś w Macedonii Północnej) i Presławiu (w dzisiejszej Bułgarii) powstały skryptoria i szkoły, a cyrylica, czyli alfabet oparty na grece, dostosowany do słowiańskiej fonetyki, stała się pismem liturgicznym i literackim. Bułgaria zyskała autokefalię – niezależny Kościół – a także tytuł cara dla władcy. Nie mniej ważne: liturgia w języku zrozumiałym dla ludu zastąpiła grekę. I tak w Bułgarii powstał funkcjonalny model: państwo słowiańskie, chrześcijaństwo wschodnie, własny język i niezależność od Konstantynopola.Ruś Kijowska poszła tą samą drogą wiek później i przyjęła chrzest w 988 roku. Historyk Antoni Mironowicz w artykule o św. Włodzimierzu – księciu, który ochrzcił Ruś – opisuje ten mechanizm: „Cesarz bizantyjski Bazyli II w 987 roku poprosił księcia kijowskiego o pomoc. Włodzimierz po udzieleniu wsparcia wojskowego miał przyjąć chrzest i poślubić siostrę cesarza, Annę”. Z nią do Kijowa przybyło liczne duchowieństwo bizantyjskie, przywożąc księgi, naczynia liturgiczne i relikwie świętych. Co kluczowe – chrzest odbył się w języku staro-cerkiewno-słowiańskim, a nie greckim. Bułgarscy misjonarze przynieśli na Ruś gotową liturgię, cyrylicę i cały korpus teologicznej literatury. To właśnie ten „pakiet kulturowy” stworzył fundamenty cywilizacyjne Rusi, a nie sam akt chrztu.Czytaj też: Historyczne szach’in’szachy, czyli polsko-perskie dzieje Czy Mieszko znał model ze Wschodu?Szlak handlowy łączący Kijów i Pragę działał już w X wieku. Jak zauważa Alexis Peter Vlasto, brytyjski historyk specjalizujący się w dziejach Słowian, środkowoeuropejska trasa handlowa działała sprawnie, czego śladem były trafiające na obszar Polski monety islamskie i bizantyjskie ze Wschodu. Archeolodzy znajdują je dziś w Wielkopolsce i to dowód, że towary, a wraz z nimi informacje, płynęły regularnie.Vlasto dodaje: „Z dużym prawdopodobieństwem w jego [tj. szlaku handlowego] zasięgu lub blisko niego w Krakowie i innych miejscach na południu znajdowała się pewna liczba chrześcijan. Byli to, jak się powszechnie uważa, chrześcijanie cyrylo-metodiańskiego Kościoła słowiańskiego utworzonego tam przez uchodźców z Moraw”. W Małopolsce istniały więc wspólnoty chrześcijańskie obrządku słowiańskiego, zanim Mieszko przyjął chrzest. Badacz pisze też: „Jest dopuszczalne przypuszczenie, że historia opowiedziana przez Galla Anonima […] odnosi się do misjonarzy wysłanych przez Metodego z Moraw, którzy dotarli do ziem na północ od Wiślan”. Chodzi o fragment „Kroniki polskiej”, w którym opisano przybycie „dwóch gości” i być może jest to zniekształcone świadectwo misji cyrylo-metodiańskiej na ziemiach polskich.Przywoływany już Urbańczyk podkreśla zaś rolę kaplicy na Ostrowie Tumskim w Poznaniu, która mogła powstać przed 965 rokiem: „Zbudowanie […] przez jego ojca [tj. Siemomysła, ojca Mieszka I] prywatnej kaplicy wskazywałoby na zachowanie jakiejś ciągłości wiary chrześcijańskiej, przejętej ewentualnie z Wielkich Moraw”. Znaleziska archeologiczne – ostrogi i czekany o proweniencji wielkomorawskiej – sugerują kontakty z kręgiem kultury, w którym liturgia słowiańska była już dobrze znana.Ale to Hetenyi przytacza zdanie, które zaskakuje najbardziej: „Liturgia słowiańska pod jurysdykcją Kościoła rzymskiego na Wielkich Morawach, w Czechach, Polsce i innych miejscach”. Zatem w X wieku na ziemiach polskich, przynajmniej w południowej ich części, mogła funkcjonować liturgia w języku staro-cerkiewno-słowiańskim (tym samym, który później stał się językiem liturgicznym Bułgarii i Rusi), ale pod jurysdykcją rzymską. Z tego zaś wynika, że Mieszko nie musiał dokonywać rewolucyjnego wyboru między Wschodem a Zachodem. Istniała trzecia droga: liturgia słowiańska w ramach Kościoła rzymskiego, praktykowana w Wielkich Morawach i później w Czechach. Nie był to jednak „kościół unicki” w późniejszym sensie, lecz średniowieczna forma obrządku słowiańskiego pozostającego w komunii z Rzymem. A jeśli Mieszko chciałby pójść dalej – ku pełnej autokefalii i niezależności od Rzymu – mógłby przejść pod jurysdykcję Konstantynopola, tak jak zrobiła to Bułgaria, a później Ruś.Jak wyglądałaby Polska? Trzy rzeczy, które zmieniłyby wszystkoDecyzja z lat 964-966 ustawiła Polskę w strukturze zachodniego chrześcijaństwa. Ale gdyby Mieszko wybrał Konstantynopol, dziś Polska wyglądałaby inaczej. Oto trzy różnice, które odczuliby nasi przodkowie każdego dnia.Po pierwsze – czas. Kalendarz wytyczyłby inną datę Wielkanocy. Dziś, patrząc z perspektywy współczesnej, świętowalibyśmy ją według cyklu juliańskiego, czyli później niż w Kościele katolickim. Boże Narodzenie przypadałoby 7 stycznia. Posty, święta ruchome, cały rytm roku liturgicznego – wszystko byłoby przesunięte. Polska nie świętowałaby razem z Niemcami czy Czechami, ale z Serbią, Bułgarią i… Rosją oraz Białorusią.Po drugie – pismo. Cyrylica, a nie alfabet łaciński, stałaby się pismem urzędowym i literackim. Jak zauważa Serhij Płochij, ukraińsko-kanadyjski historyk, język cerkiewnosłowiański „pierwotnie służył jako narzędzie tłumaczenia z greckiego”. Był nie tylko językiem liturgii, ale narzędziem przekładu całej tradycji teologicznej Bizancjum. Równocześnie cyrylica zachowała greckie litery dla dźwięków wspólnych dla greki i języków słowiańskich, przez co była pismem lepiej przystającym do fonetyki słowiańszczyzny niż alfabet łaciński.Martin Dimnik, kanadyjski historyk urodzony w Ljubljanie i specjalizujący się w dziejach Rusi, tak opisywał najstarszą i najważniejszą świątynię w Kijowie: „Klasztor Peczerski miał najlepszy księgozbiór i zbiór rękopisów w kraju. Miał skryptorium do kopiowania, tłumaczenia i pisania oryginalnych dzieł”. W Polsce już w X wieku powstałoby podobne skryptorium, gdzie mnisi z Ochrydy lub Presławia tłoczyliby księgi. Polscy książęta, podobnie jak na Rusi, nie czekaliby na łacińskie teksty, lecz zlecaliby ich tworzenie na miejscu, w języku, który byłby ich własnym. Wówczas centrum kultury literackiej obrządku słowiańskiego – na wzór późniejszego Supraśla – mogłoby wyrosnąć kilka wieków wcześniej, na przykład w Poznaniu lub Gnieźnie.Po trzecie i najważniejsze – władza. Tytuł cara zamiast króla. Mironowicz podsumowuje skutki wyboru wschodniego dla Rusi: „Związanie się ziem ruskich z chrześcijaństwem bizantyjskim zapewniło jej zajęcie należnego sobie miejsca w ówczesnej Europie”. Mieszko – jako władca ochrzczony z Konstantynopola – nie byłby wasalem cesarza Ottona, byłby mu równy. Polska mogłaby też dążyć do niezależnego Kościoła narodowego tak jak Bułgaria. Jak pisze Heather Coleman, kanadyjska historyczka: obrządek wschodni, przyszedłszy w języku słowiańskim i bez politycznej zależności od obcego państwa, położył podwaliny pod naprawdę ludowy i narodowy Kościół. I kto wie, czy wtedy Mieszko nie tytułowałby się zgodnie z ówczesnym prawodawstwem – carem. Car Mieszko I – prawda, że brzmi dostojnie?Czytaj też: Demon-kobieta. Więcej niż kryminał z Galicji Wschodniej Dlaczego wybrał Zachód? Geopolityka zadecydowałaSkoro opcja wschodnia była realna, a jej konsekwencje kuszące, dlaczego Mieszko wybrał Rzym? Odpowiedź leży w geopolityce lat 963-965. W następstwie zwycięskiej bitwy na Lechowym Polu w 955 roku wojska niemieckie pod wodzą Ottona I rozgromiły Węgrów, co podbudowało jeszcze władztwo dynastii Ottonów. Niemcy stały się Świętym Cesarstwem Rzymskim, które zaczęło umacniać swoją pozycję między Łabą a Odrą. Saski margrabia Gero i zbuntowany możnowładca Wichman, który walczył z Ottonem, równocześnie naciskali od północy na ziemie Mieszka. Urbańczyk wskazuje: „Militarne zablokowanie przez Wichmana wyjścia nad Bałtyk w 963 roku sprawiło, że Piastowie musieli odłożyć na później północną ekspansję. To właśnie w handlu ludźmi upatruje się dzisiaj główne źródło dochodów władców wczesnych państw środkowoeuropejskich”. Mieszko potrzebował więc sojusznika. Czechy były na podorędziu. Jednocześnie małżeństwo z Dobrawą w 965 roku przyczyniło się do zerwania niebezpiecznego paktu czesko-wieleckiego, sojuszu między Czechami a pogańskimi Wieletami, który zagrażał Polsce zarówno od południa, jak i północy.Jerzy Strzelczyk, wybitny polski mediewista, podsumowuje to lapidarnie: „Mieszko I najpierw podjął decyzję o chrzcie, a następnie, szukając sposobów umożliwiających i ułatwiających wprowadzenie tej decyzji w czyn, zbliżył się do dworu praskiego”. Zatem to nie Czechy narzuciły Mieszkowi chrzest. To polski książę, zdecydowawszy się na przyjęcie chrześcijaństwa, wybrał drogę przez Pragę, a nie przez Magdeburg, czyli nie zastukał do siedziby arcybiskupstwa, które mogło przejąć kontrolę nad polskim Kościołem.Gdyby jednak układ sił wyglądał inaczej – gdyby nie presja Wichmana lub gdyby Bolesław I Srogi, książę czeski, ojciec Dobrawy, nie był również zainteresowany sojuszem – Mieszko, kto wie, może szukałby wsparcia na Wschodzie. I są argumenty, które wskazują, że się na takie rozwiązanie szykował. Urbańczyk przyznaje: „Jeżeli nadanie książęcego imienia ruskiego Piastównie [tj. córce Mieszka] było wyrazem przyjaznych pierwotnie stosunków z Rusią, to polityczny zwrot Mieszka I 'na zachód', przypieczętowany małżeństwem z Odą, mógł oznaczać zerwanie tego sojuszu”. Córka Mieszka nosiła imię Świętosława – imię o wyraźnie ruskim rodowodzie, co sugeruje, że w pewnym okresie relacje z Rusią były bliższe. Był to czas, kiedy Włodzimierz na Rusi wybierał sojusz z Bizancjum, bo jego państwo nie było narażone na bezpośrednią presję niemiecką. Mieszko takiej swobody mógł nie mieć. Mogły też zaważyć inne czynniki, przykładowo natury romantycznej, ale o tym przyjdzie jeszcze powiedzieć.Co by było, gdyby… Inna Polska, inna EuropaPodsumujmy najpierw: gdyby Mieszko wybrał obrządek cyrylo-metodiański, Polska stałaby się częścią Slavia Orthodoxa – sieci państw połączonych liturgią słowiańską i cyrylicą. Granica między łacińskim Zachodem a prawosławnym Wschodem przesunęłaby się na Łabę. Bylibyśmy przedmurzem, ale prawosławia, a nie katolicyzmu. Misja chrystianizacyjna na Połabiu – nawracanie pogańskich plemion między Łabą a Odrą – zamiast z Magdeburga mogłaby iść z Gniezna lub Poznania. To oznaczałoby, że to Polska, a nie Niemcy, kształtowałaby religijnie środkową Europę. Innymi słowy – otwierałoby to przed nami szersze pole działania w regionie. A równocześnie cerkwie z ikonostasami, nieromańskie bazyliki i gotyckie katedry, kształtowałyby krajobraz sakralny kraju.Konsekwencje byłyby dalekosiężne. Unia z Litwą – w rzeczywistości zawarta w 1385 roku – w tym alternatywnym świecie mogłaby nastąpić znacznie wcześniej. Litwa, szukając sojuszu, naturalnie zwróciłaby się ku sąsiadującej z nią prawosławnej Polsce i przyjęłaby chrzest z rąk polskich, ale w obrządku wschodnim. W efekcie unia polsko-litewska stałaby się porozumieniem dwóch prawosławnych państw. To zaś otwierałoby drogę do kolejnego kroku – unii z Rusią, która od wieków dzieliła tę samą liturgię, pismo i tradycję. W takim scenariuszu to Polska, a nie Moskwa, mogłaby rościć sobie prawo do dziedzictwa Rusi Kijowskiej. Władcy polscy, już tytułujący się carami, mogliby zasiąść na tronie kijowskim. Powstałaby w samym sercu Europy Rzeczpospolita Trojga Narodów – Polaków, Litwinów i Rusinów – zjednoczona nie tylko unią polityczną, ale przede wszystkim wspólną tradycją chrześcijaństwa wschodniego. To już inna cywilizacja, która mogłaby się narodzić nad Wisłą, gdyby nie decyzja podjęta przed tysiącem lat.Czytaj też: Dyplom i upór. Jak pierwsza polska lekarka złamała system Co pozostaje niepewne?Badacze zgodnie podkreślają: źródeł jest tak mało, że każda rekonstrukcja zawiera domieszkę przypuszczeń. Nie wiemy, kto ochrzcił Mieszka, gdzie i w jakich okolicznościach. Nie wiemy, czy Dobrawa była jedyną możliwą żoną. Nie wiemy też, czy Mieszko kiedykolwiek rozważał opcję wschodnią, choć imię, jakie nadał córce, może być pewną wskazówką, że tak.Wiemy za to, że Bułgaria zrobiła coś analogicznego sto lat wcześniej, a Ruś dwadzieścia dwa lata później niż Polska. Poza tym faktem jest, że liturgia słowiańska była dostępna i zrozumiała dla ludu, także na ziemiach polskich, o czym świadczą źródła wymieniające Polskę wśród krajów, gdzie funkcjonowała. W końcu wiemy, że Polska była wymieniona wśród krajów, gdzie liturgia słowiańska była dopuszczona, czyli oficjalnie tolerowana przez Kościół rzymski.Wielkanoc, którą zawdzięczamy kobiecieZ drugiej strony decyzja Mieszka była jedyną, która zapewniała krajowi natychmiastową legitymizację wobec cesarstwa i sojusz z Czechami. Model wschodni dawałby większą autonomię kulturową, lecz wymagałby innej geopolityki, której Piastowie w tamtym momencie nie dostrzegali bądź nie mogli zrealizować.Choć może sprawy potoczyły się inaczej i, jak głosi francuskie powiedzenie, cherchez la femme – szukajmy kobiety jako przyczyny. Źródła średniowieczne milczą na temat urody Dobrawy. Thietmar, niemiecki kronikarz nieprzychylny Piastom, o wyglądzie czeskiej księżniczki nie pisze ani słowa. Gall Anonim sto lat później przedstawił ją jako kobietę zdecydowaną i pobożną, która przeciągnęła męża na chrześcijaństwo. Żadne źródło nie daje nam podstaw, by sądzić, że była niemłoda i nieurodziwa. Takie głosy to późniejsze interpretacje, a ich autorzy chcieli podkreślić, że małżeństwo stało się wyłącznie polityczną kalkulacją.Gdyby jednak w grę wchodziła jeszcze jedna kandydatka? Córka cara bułgarskiego lub księcia ruskiego. Być może Mieszko I i jego doradcy stanęliby przed wyborem nie tylko politycznym, ale i osobistym. Może Dobrawa była właśnie tą, której książę nie mógł się oprzeć. A hipotetyczna bułgarska kandydatka nie przypadła do gustu wysłannikom, którzy mieli rozeznać sytuację na obcym dworze.Los mógłby jednak zrządzić inaczej i to bułgarska księżniczka zdobyłaby serce polskiego księcia. Wtedy pierwszym władcą Polski byłby car Mieszko I, a na Wielkanoc pozdrawialibyśmy się słowami „Christos woskresie”.Zatem „Chrystus zmartwychwstał” czy „Christos woskresie”? Za obiema formułami kryje się ta sama nadzieja, że wartości, które uznajemy za fundament, znajdą odzwierciedlenie w naszej codzienności. Jej spełnienia – Państwu, odbiorcom TVP.Info – życzymy na te Święta Wielkiej Nocy.Czytaj też: „Źli” Niemcy i Chrobry-buntownik. Komuniści absurdalnie przepisali historię