Palący problem. Bułgarski rząd formalnie zwrócił się do Unii Europejskiej o pilną pomoc w przeciwdziałaniu rosyjskiej ingerencji w okresie poprzedzającym wybory parlamentarne – poinformował portal Politico, powołując się na treść listu do Brukseli. Wybory parlamentarne w Bułgarii odbędą się 19 kwietnia. Będą już ósmymi w ciągu ostatnich pięciu lat, w kraju panuje bowiem niestabilność polityczna i trudno jest wyłonić trwałą większość. Obecny premier Andrej Gjurow kieruje od lutego tego roku jedynie rządem technicznym.W sytuację polityczną nieustannie ingeruje Rosja. W ubiegłym tygodniu bułgarscy urzędnicy zaapelowali do Służby Zagranicznej Unii Europejskiej o pomoc w ukróceniu kampanii manipulujących opinią publiczną za pośrednictwem mediów społecznościowych i stron propagandowych.Podobne działania Kreml podejmował między innymi przed ubiegłorocznymi wyborami parlamentarnymi w Mołdawii. Teraz robi to też na Węgrzech, próbując utrzymać na stanowisku prorosyjskiego premiera Viktora Orbana.Sieci rosyjskich kont w BułgariiW Bułgarii mają działać całe sieci kont w mediach społecznościowych kontrolowanych przez rosyjskie służby. Ich zadaniem jest sianie niezgody wśród wyborców. Sofia podnosi w liście do UE, że istnieje „zwiększone ryzyko skoordynowanych kampanii dezinformacyjnych i ingerencji zagranicznej, które mogłyby podważyć integralność procesu wyborczego”.Rząd zaangażował nawet znanego dziennikarza śledczego Christo Grozewa, między innymi członka międzynarodowej grupy śledczej Bellingcat, aby doradzał specjalnej jednostce, która będzie koordynować reakcję na zagrożenia hybrydowe.Jeden z urzędników, wypowiadając się anonimowo, zauważył w rozmowie z Politico, że Bułgaria wcześniej „zawsze milczała w tych kwestiach”, jednak – podkreślił – ochrona przestrzeni informacyjnej stała się teraz najwyższym priorytetem.Walka z dezinformacjąBułgaria liczy na uruchomienie procedury Systemu Szybkiego Reagowania, przewidzianej na mocy unijnej Ustawy o usługach cyfrowych (DSA) z 2024 roku. Nakłada ona na platformy cyfrowe obowiązki moderacji treści, walki z dezinformacją i przejrzystości reklam. Wcielenie procedury umożliwi to spotkania z przedstawicielami Meta, Google, TikToka i innych platform w celu identyfikacji i przeciwdziałania rosyjskiej kampanii.Analityk Georgij Angelow zwrócił uwagę na przypadek w Rumunii, gdzie w grudniu 2024 roku mało znany prorosyjski kandydat Calin Georgescu wygrał I turę wyborów prezydenckich dzięki kampanii manipulacyjnej w TikToku. – Po tym, co widzieliśmy w Rumunii, jest to bardzo niebezpieczny trend – zwrócił uwagę.Sondaże wskazują, że nowym premierem zostać były prezydent Rumen Radew, który 19 stycznia zrezygnował z urzędu, by startować w wyborach parlamentarnych. Jego Postępowa Bułgaria może liczyć na około 33 proc. głosów., centroprawicowa GERB – na około 19 proc., zaś centrowa koalicja Kontynuujemy Zmiany-Demokratyczna Bułgaria – 12,7 proc. Do parlamentu weszłyby jeszcze dwie partie.Czarnym koniem wyborów może być Odrodzenie Kostadina Kostadinowa, skrajnie prawicowa populistyczna i jawnie prorosyjska partia. Może liczyć na poparcie obywateli niezadowolonych z przyjęcia przez Bułgarię euro. Od stycznia, gdy kraj wprowadził europejską walutę, chleb podrożał o 30 proc.Czytaj także: Mołdawia wychodzi z orbity Rosji. Kluczowa decyzja parlamentu