„Wieloletnie zaniedbania”. Od środy wieczorem trwa protest okupacyjny w centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Warszawie. Około 30 przedstawicieli 12 związków zawodowych przebywa w budynku przy ul. Szamockiej, domagając się rozmów z ministrem finansów w sprawie podwyżek wynagrodzeń i poprawy warunków pracy. Związkowcy przyznają, że decyzję o okupacji podjęto spontanicznie. Jak relacjonowali w rozmowie z TVP Info, noc była trudna – protestujący nie byli przygotowani na dłuższy pobyt i spali na twardej posadzce w tym, co mieli na sobie.– Rozmowy są niezwykle trudne, ponieważ Zakład nie dysponuje środkami w wysokości, o jakiej dziś mówimy. To efekt wieloletnich zaniedbań i nakładania kolejnych zadań bez odpowiedniego finansowania – powiedziała przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników ZUS Beata Wójcik. Wskazała m.in. na rosnącą liczbę obowiązków, takich jak obsługa renty wdowiej czy bieżące zadania w pionie emerytalno-rentowym, które generują potrzebę nadgodzin.„Siedzimy do oporu”– Przedwczoraj mieliśmy spotkanie z pracodawcą, gdzie przedstawiono nam prezentację. Okazuje się, że nie tylko pion emerytalno-rentowy jest niedowartościowany, ale również pion dochodowy, gdzie przybywa zadań, a jednocześnie ubywa pracowników. Nie zgadzamy się na taką sytuację. Jeśli mówimy o 3 proc. podwyżki, należy uwzględnić wysokość wynagrodzenia zasadniczego. Dziś podstawa w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych jest bardzo niska, więc te 3 proc. również przekładają się na niewielką kwotę – dodała.Czytaj także: Tak Rosja sabotowała Europę. Pięciu oskarżonych w sprawie podpaleńProtestujący zapowiadają, że pozostaną w siedzibie instytucji do czasu rozpoczęcia rozmów z przedstawicielem Ministerstwa Finansów. – Siedzimy do oporu. Nie wycofujemy się. Ludzie są bardzo rozgoryczeni tym, co dzieje się od lat w ZUS – podkreśliła Wójcik.Stres i niewspółmierne wynagrodzenieZwiązkowcy zwracają uwagę nie tylko na kwestie płacowe, ale również na warunki pracy. Wskazują na rosnącą odpowiedzialność, nadmiar obowiązków i konieczność pracy w nadgodzinach, co – jak podkreślają – wiąże się z dużym stresem i niewspółmiernym wynagrodzeniem.Na miejscu protestujący otrzymali jedzenie i napoje.Stanowisko ZUSZakład Ubezpieczeń Społecznych poinformował, że 1 kwietnia rozpoczęły się negocjacje płacowe z udziałem 12 organizacji związkowych, prowadzone na podstawie zakładowego układu zbiorowego pracy. Przedmiotem rozmów był podział środków wynikających ze wzrostu funduszu wynagrodzeń o 3 proc.W trakcie negocjacji pracodawca zaproponował początkowo podwyżkę wynagrodzeń zasadniczych o 170 zł na etat (241 zł wraz z dodatkami), następnie 180 zł (255 zł z dodatkami), a ostatecznie 200 zł na etat, co odpowiada 284 zł z dodatkowymi składnikami wynagrodzenia. Strona związkowa nie zaakceptowała tych propozycji, uznając je za zbyt niskie.ZUS przekazał również, że zarząd zobowiązał się wystąpić do właściwych ministerstw z wnioskiem o zwiększenie funduszu wynagrodzeń na 2026 r. Jednocześnie związki zawodowe powołały międzyzwiązkowy komitet protestacyjno-strajkowy i zapowiedziały, że nie opuszczą siedziby instytucji bez spotkania z przedstawicielami resortu finansów.Czytaj także: Jak skorzystać z wakacji od ZUS w 2026 roku? Przysługują wielu firmom