Autyzm to nie choroba. Autyzm nie ma jednej przyczyny ani jednej twarzy – wskazała prof. Agnieszka Słopień. Jak podkreśliła, jest to spektrum wynikające ze złożonej interakcji genów i środowiska, a jego właściwa diagnoza wymaga szerokiej wiedzy i doświadczenia. 2 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Świadomości Autyzmu. Święto to ustanowiło Zgromadzenie Ogólne ONZ w 2007 r., aby podnosić wiedzę społeczeństwa na temat zaburzeń ze spektrum autyzmu i promować akceptację osób nimi dotkniętych i ich wsparcie. Kwiecień jest uznawany za Światowy Miesiąc Wiedzy na temat Autyzmu, co pozwala na dłuższą edukację i przełamywanie stereotypów. Symbolicznym kolorem tego spektrum jest niebieski. Szacuje się, że ok. procenta populacji jest w spektrum autyzmu, z czego u 30 proc. rozpoznaje się tzw. autyzm głęboki, a osoby nim dotknięte wymagają najczęściej całodobowego wsparcia.Autyzm nie jest chorobą ani zaburzeniem o jednej przyczynie, lecz szerokim spektrum różnych ścieżek rozwojowych – wskazała prof. Agnieszka Słopień, konsultantka krajowa ds. psychoterapii dzieci i młodzieży. Podkreśliła, że współczesna nauka odchodzi od prostych wyjaśnień na rzecz modelu wieloczynnikowego obejmującego geny i środowisko.– Przede wszystkim uważa się, że są to czynniki biologiczne, nie tylko genetyczne, ale też środowiskowe i ich wspólne oddziaływania, czyli zmiany epigenetyczne – dodała.Badania nie wykazały jednego genu autyzmuZaznaczyła, że mimo postępu badań nie udało się wskazać jednego genu autyzmu. Obecnie mówi się o setkach, a nawet tysiącach genów związanych z funkcjonowaniem mózgu, które mogą współuczestniczyć w powstawaniu zaburzeń.– Nie wiemy, czy one działają samodzielnie. Bardzo możliwe, że tworzą układy, w których jeden gen aktywuje drugi. W wielu przypadkach pojedynczy wariant genu sam w sobie nie prowadzi do zaburzenia, tylko dopiero w określonej konfiguracji – wyjaśniła.Według niej pojęcie „spektrum autyzmu” odzwierciedla ogromne zróżnicowanie pacjentów – od osób z głęboką niepełnosprawnością intelektualną po takie, które funkcjonują dobrze społecznie i zawodowo.„Autyzm ma różne twarze”– Nie ma jednego autyzmu, autyzm ma różne twarze. To jest zaburzenie rozwoju, a nie choroba i nie zawsze powoduje poważne trudności w funkcjonowaniu – zaznaczyła.W tym kontekście pojawiają się także hipotezy ewolucyjne mówiące, że niektóre cechy osób w spektrum mogły mieć znaczenie adaptacyjne.Czytaj także: Naukowcy obalają tezę Trumpa. Paracetamol nie ma związku z autyzmem– To bardzo ciekawa koncepcja. Różnorodność zawsze była potrzebna i w pewnych warunkach niektóre cechy, jak np. skupianie się na jakimś szczególe, mogły sprzyjać przetrwaniu – oceniła.Wyjaśniła, że takie hipotezy wpisują się w rosnące zainteresowanie neuroróżnorodnością jako naturalną cechą populacji. Zdolność do długotrwałej koncentracji, analizowania detali czy działania poza schematami, mogła być w przeszłości szczególnie cenna, np. w kontekście poszukiwania pożywienia, rozwoju narzędzi czy obserwacji zagrożeń. Jednocześnie – jak zaznaczyła – nie oznacza to, że współcześnie trudności związane z autyzmem nie wymagają wsparcia.Odnosząc się do nowych kierunków badań, takich jak analiza mikrobiomu, ruchów gałek ocznych czy mutacji somatycznych, zaznaczyła, że są one obiecujące, ale na razie nie mają zastosowania w rutynowej diagnostyce.– To są hipotezy badawcze. Nie jest to coś, co pozwala diagnozować autyzm w praktyce klinicznej – powiedziała.Zwróciła uwagę, że zaburzenia mikrobioty jelitowej mogą wpływać na funkcjonowanie mózgu poprzez produkcję cząstek oddziałujących na układ nerwowy, jednak zależności te wymagają dalszych badań.– W przewodzie pokarmowym powstają różne substancje, także neuroprzekaźniki, które mogą wpływać na ośrodkowy układ nerwowy – powiedziała.Podobnie ostrożnie odniosła się do badań nad ruchami gałek ocznych jako metody wczesnego diagnozowania autyzmu.– To nie jest coś charakterystycznego wyłącznie dla autyzmu. Badania tego typu prowadzono wcześniej także w innych zaburzeniach, m.in. w schizofrenii, gdzie analizowano zaburzenia płynnych ruchów śledzących – zaznaczyła.Farmakoterapia jest stosowana tylko objawowoPodkreśliła również, że nie istnieją substancje farmaceutyczne działające na podstawowe objawy autyzmu.– Nie mamy leków działających bezpośrednio na objawy kryterialne. Farmakoterapia jest stosowana wyłącznie objawowo, np. w przypadku agresji czy współwystępującej depresji – podkreśliła.Znacząco zmieniło się za to podejście terapeutyczne. Dawniej dominowały metody behawioralne skupione na kształtowaniu zachowań, dziś większy nacisk kładzie się na relację i na potrzeby pacjenta.Czytaj także: Ważna aplikacja dostępna dla rodziców. Pomaga wykryć autyzm u małych dzieci– Wcześniej było więcej podejścia przedmiotowego, dziś jest zdecydowanie więcej myślenia podmiotowego. Terapia jest bardziej elastyczna, oparta na relacji i podążaniu za dzieckiem – oceniła.Zaznaczyła, że szczególnym wyzwaniem pozostają zachowania agresywne i autoagresywne, które wymagają każdorazowo analizy przyczyn. Przytoczyła przykład pacjenta, u którego nasilona autoagresja była związana z nierozpoznanym bólem.– Okazało się, że miał ropień zęba. Po leczeniu stomatologicznym objawy ustąpiły – wskazała.Wsparciem jest komunikacja alternatywnaIstotnym elementem wsparcia dzieci z autyzmem jest komunikacja alternatywna (AAC) stosowana zwłaszcza u osób niemówiących lub z ograniczoną mową.– To daje pacjentowi możliwość wyrażenia potrzeb i bycia zrozumianym – podkreśliła profesor, dodając, że takie podejście jest czymś jakościowo innym od stosowanej dawniej terapii opartej prawie wyłącznie na zmianie zachowań, nagradzaniu poprawnych, a niekiedy również karaniu niewłaściwych.Szacuje się, że około 30 proc. osób w spektrum ma poważne trudności w komunikacji werbalnej, często współwystępujące z niepełnosprawnością intelektualną. Jednocześnie – jak zaznaczyła lekarka – sama obecność mowy nie oznacza zdolności do komunikacji.– Pacjent może wypowiadać słowa czy zdania, ale one nie są kierowane do drugiej osoby i nie pełnią funkcji komunikacyjnej – wyjaśniła.Może to na przykład być echolalia, na którą składają się przykładowo fragmenty bajek czy wierszy wypowiadane mechanicznie.– Rodzice czasem mówią, że ich dzieci znają setki słów, ale świadomie w kontakcie z inną osobą używają dwóch czy trzech – powiedziała.Czytaj także: Uczeń z autyzmem bez wsparcia. Gmina wstrzymała dowóz do szkołyJak dodała, w takich sytuacjach pomocne są konkretne narzędzia AAC: od prostych tablic z obrazkami przez systemy wymiany obrazków (PECS) po aplikacje elektroniczne, w których dziecko wybiera symbol, a urządzenie odtwarza komunikat głosowy. Dzięki temu może np. wskazać „chcę pić”, „boli mnie” czy „chcę odpocząć”, co znacząco zmniejsza frustrację i ryzyko zachowań trudnych.Odnosząc się do pojęcia neuroróżnorodności, podkreśliła, że celem rezygnacji z mówienia o autyzmie jako chorobie czy zaburzeniu było odejście od stygmatyzacji, jednak takie podejście niesie ze sobą także ryzyko pomijania osób z większymi potrzebami.– W debacie o autyzmie często mówimy tylko o osobach w normie intelektualnej, mających niewielkie trudności w funkcjonowaniu. Z tego powodu, niestety, systemowo giną ci, którzy wymagają intensywnego wsparcia – zaznaczyła.Autyzm diagnozuje się średnio po czwartym roku życiaW Polsce autyzm diagnozuje się średnio po czwartym roku życia, choć pierwsze objawy mogą być widoczne wcześniej. W przypadku dziewczynek diagnoza bywa opóźniona.– Dziewczynki lepiej maskują trudności i lepiej się wpasowują społecznie, choć często nie rozumieją interakcji – wyjaśniła naukowczyni.Odniosła się też do pojawiających się opinii o tym, że panuje moda na autyzm, więc jest on zbyt często i nieprawidłowo diagnozowany.– Problemem jest raczej to, że autyzm diagnozują osoby bez odpowiedniego doświadczenia. Zdarza się, że rozpoznanie stawia się tylko na podstawie jednego testu, bez pełnej diagnostyki – powiedziała.Podkreśliła, że właściwa diagnoza wymaga szerokiej wiedzy i doświadczenia w różnicowaniu zaburzeń rozwojowych i psychicznych.Czytaj także: USA opuszczają WHO. Organizacja traci kluczowe środki