Wywiad z generałem Mieczysławem Bieńkiem. W Zatoce Perskiej robi się coraz bardziej nerwowo. Wojna Izraela i USA z Iranem miała potrwać kilka dni, ale „trochę” się przeciąga. Najgorsze jednak dopiero może nadejść. Dotychczas ropa była, bo uwalniano ją z różnych rezerw, ale niebawem na rynku może jej po prostu zabraknąć. – Jeśli reżim miałby się poddać, to nawet nie wiadomo komu. Samolotom, które ich bombardują? – powiedział w rozmowie z portalem TVP.Info generał Mieczysław Bieniek. Tomasz Łyżwiński, portal TVP.Info: Czy atak na Iran to była dobrze zaplanowana operacja? Generał Jim Mattis, były sekretarz obrony USA, w wystąpieniu przed Kongresem, określając amerykańskie działania na Bliskim Wschodzie, użył słowa „nonsens”…Generał Mieczysław Bieniek*: Zgadzam się z generałem Mattisem, że to nie była operacja przemyślana. Nie został określony ani polityczny cel tej operacji, ani militarny. Niby celem politycznym miało być obalenie reżimu ajatollahów, ale to się chyba nie udało – wręcz przeciwnie, ta struktura się umocniła. A w przypadku celu wojskowego – jeśli osiem miesięcy temu udało się zneutralizować skład wzbogaconego uranu, to po co teraz znowu miałoby to być robione? Mówiło się też o chęci pozbawienia Irańczyków potencjału rakiet balistycznych. I co się stało? Rakiety wciąż latają.Obecny atak na Iran był zaprzeczeniem tego, co Donald Trump twierdził po ubiegłorocznej wojnie 12-dniowej. Nalot USA na ośrodki jądrowe miał wówczas pozbawić Iran możliwości zbudowania bomby atomowej, tymczasem – według informacji Amerykanów – Persowie mieli być obecnie już o krok od skonstruowania ładunku nuklearnego…Iran zgodził się na oddanie posiadanego wzbogaconego uranu podczas negocjacji, które tuż przed wybuchem wojny toczyły się pod przewodnictwem Omanu w Genewie. Przebieg późniejszych wydarzeń i rozpoczęcie wojny sugeruje, że mogło być jednak inaczej.Pojawiły się głosy, że atak na Iran odbył się bardziej pod dyktando Izraela niż Stanów Zjednoczonych. Zgodzi się Pan z taką opinią?Zgodzę się, bo amerykańscy dyplomaci twierdzili, jeszcze kilka dni przed wybuchem wojny, że rokowania idą dobrze. Tymczasem, zaraz po tej informacji, iż problem może być rozwiązany na drodze dyplomatycznej, Izrael nagle zdecydował się na atak. To było w żywotnym interesie Izraela, aby pozbawić Iran możliwości militarnego oddziaływania, pozbawić ich rakiet balistycznych oraz ewentualnie wzbogaconego uranu – o ile Persowie go posiadają. Czytaj także: Dziurawa Żelazna Kopuła. Irańskie pociski znów spadły na IzraelO wojnie na Bliskim Wschodzie można chyba powiedzieć, że to problem, który wywołali politycy, ale rozwiązać go muszą żołnierze...Każdy konflikt ma podłoże polityczne, a realizowany jest rękami wojska. Wojna jest przedłużeniem działań politycznych, tylko przy użyciu innych środków.Już ubiegłoroczna wojna Izraela i USA z Iranem pokazała, że tego typu działania generują ogromne koszty oraz ubytki w uzbrojeniu. W 2025 roku amerykańska armia tylko przez 12 dni konfliktu wykorzystała pociski systemu obrony przeciwrakietowej THAAD za sumę 1,5-2 mld dolarów. Teraz skromne wyliczenia wskazują, że ta wojna kosztuje Amerykanów i Izrael około 1 mld dolarów dziennie. Oprócz pieniędzy szybko kurczą się też zapasy broni, której uzupełnienie zajmie lata. Czy jest możliwe, że niebawem zmieni się charakter tej wojny, bo mówiąc krótko, strony „wystrzelają się” z najbardziej zaawansowanych technologicznie pocisków?Koszty wojny są olbrzymie. Nie chodzi tylko o zużycie rakiet i bomb, ale są też koszty np. paliwa, logistyki przy przerzucaniu jednostek na duże odległości. Traci na tym każdy. Irańczycy szczególnie, bo oprócz strat finansowych ponoszą duże straty ludzkie. Koszty dotyczą też sojuszników Stanów Zjednoczonych z rejonu Zatoki Perskiej – Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Omanu, Kataru czy Kuwejtu. Oni muszą bronić się przed irańskim ostrzałem i zużywać swoje arsenały.Z drugiej strony Amerykanie nie mogą całkowicie wykorzystać swoich zasobów uzbrojenia, bo z pewnością liczą się z możliwością otwarcia konfliktu w innym rejonie świata. Produkcja ich najbardziej zaawansowanego uzbrojenia z pewnością idzie teraz pełną parą, ale nie nadąża z pełnym uzupełnianiem potrzeb. Długofalowo koszty tej wojny odczują wszyscy – prognozy mówią, że inflacja na świecie skoczy o około dwa procent.W ostatnich dniach marca pojawiły się informacje, że Stany Zjednoczone ściągają w rejon Zatoki Perskiej kilka tysięcy żołnierzy jednostek specjalnych – Delta Force, SEAL Team 6 czy 75. Pułk Rangersów. Czy to może oznaczać przygotowania do operacji lądowej?Może tak być, ale chodzi raczej o zajęcie wyspy Chark i innych tego typu ośrodków, które są kluczowe dla przeładunku irańskiej ropy oraz pomagają w kontrolowaniu przepływu surowców przez cieśninę Ormuz. Z tymi działaniami może wiązać się intensywny ostrzał nabrzeża i niszczenie infrastruktury portowej oraz polowanie na nieduże uzbrojone kevlarowe łódki, które stanowią spore zagrożenie dla okrętów. Trzeba brać jednak pod uwagę, że na wybrzeżu znajduje się wiele silnych jednostek irańskiej artylerii rakietowej, dlatego takie działania mogłyby być okupione sporymi stratami. Czytaj także: Chcą być gotowi na wszystko. Pentagon szykuje operację lądową w IraniePełnoskalowa inwazja lądowa, to wariant, który może być rozważany, czy to raczej duży błąd?To błąd. Słychać, że Izrael jest gotowy wspomagać taką operację, ale nie sądzę, aby do tego doszło.Od początku wojny mówi się, że Iran dostaje mocne wsparcie ze strony Rosji i Chin m.in. w postaci danych wywiadowczych ułatwiających lokalizację ważnych punktów wroga. To ma duże znaczenie dla przebiegu tego konfliktu?Nie mamy wiarygodnych danych na ten temat. Ale z drugiej strony popatrzmy na cele, jakie atakował Iran. Były to cele stacjonarne – tereny roponośne, instalacje przeładunkowe ropy czy gazu, bazy amerykańskie, systemy radarowe. Te punkty można zobaczyć na mapach Google. Przecież pola naftowego, portu czy bazy wojskowej nikt nie przesunie, Burdż Chalifa czy lotniska w Dubaju także. Na pewno jednak Rosjanie i Chińczycy maczali palce w operacjach Teheranu.Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że było tak w przypadku ataku Iranu na amerykańską bazę lotniczą Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej. Drony pojawiły się, kiedy akurat znajdował się tam samolot tzw. wczesnego ostrzegania – E3 Sentry (AWACS). Amerykanie stracili maszynę nie tylko cenną z finansowego punktu widzenia – bo warta jest pół miliarda dolarów – ale też militarnego, bo umożliwiała pozyskiwanie cennych danych wywiadowczych.Patrząc na to z innej strony, Amerykanie również posiadają doskonałe dane wywiadowcze, mimo to zaatakowali rakietą Tomahawk irańską szkołę, w której zginęło ponad 160 osób. Jak to w ogóle możliwe?Przy takiej skali bombardowań i używaniu tylu systemów, czasami może targeting zawieść. I to się zdarzyło. To był raczej błąd ludzki, bo nikt myślący nie zdecydowałby się na zbombardowanie szkoły. Po rozpoczęciu wojny Donald Trump zaczął domagać się od sojuszników w NATO wsparcia, czy Polska w jakiejkolwiek formie powinna na te wezwania odpowiedzieć?Przede wszystkim jak się rozpoczyna taką operację, a mieliśmy już przykłady tego typu działań np. w Afganistanie czy Iraku, to raczej nie może być mowy o wdrożeniu artykułu piątego NATO. W Afganistanie taka sytuacja miała miejsce, bo Amerykanie zostali zaatakowani wcześniej przez Al-Kaidę. W Iraku zbudowano wcześniej koalicję dobrej woli – poprzedzone to było konsultacjami i zwrócono się w tej sprawie o rezolucję do ONZ.W przypadku Iranu wszczęto działania bez żadnego uzgodnienia, ostrzeżenia czy planowania wstępnego. Izrael rozpoczął tę operację wraz z USA i trudno wymagać potem od sojuszników, żeby oni się do tych działań przyłączyli. Tym bardziej że się także mówiło, iż Iran jest już zupełnie pokonany, choć rakiety wciąż latały w powietrzu. Później trudno jest mieć pretensje do sojuszników, że oni nie mając pełnej wiedzy, mieliby wejść w ciemno w coś, co ktoś inny rozpętał. Rozumiem sytuację, gdyby Stany Zjednoczone zostały napadnięte, bo wtedy NATO solidarnie włącza się do operacji, angażując swoje siły i środki w celu obrony sojusznika.Czytaj także: Część Tomahawków to złom. Awarie pocisków za miliony dolarówDonald Trump ogłosił, że jednym z jego celów jest udrożnienie szlaku morskiego przez cieśninę Ormuz tak, by tankowce z ropą czy skroplonym gazem mogły tamtędy przepływać...To jest możliwe, bo już kilkanaście tankowców przepłynęło przez cieśninę Ormuz. Odbyło się to za zgodą Iranu i oznacza, że pewne drogi nie są zaminowane, albo miny nie są uaktywniane. Z pewnością drożność cieśniny Ormuz jest obecnie przedmiotem negocjacji politycznych. Tak jak w Kanale Sueskim są pobierane opłaty za przepłynięcie, tak Iran najwyraźniej zmierza do podobnego rozwiązania. To zwiększyłoby koszty paliwa, ale docierałoby ono do odbiorców, a cała sytuacja zostałaby ustabilizowana.Czy ta wojna może być liczona w latach?Raczej nie, ale nawet jeśli potrwa miesiące, to i tak jej skutki będą tragiczne dla gospodarki światowej. Planiści w Pentagonie najwyraźniej zachłysnęli się błyskawicznym sukcesem operacji „Absolute Resolve” w Wenezueli, ale Iran i „Epic Fury” to nie Wenezuela. W Ameryce Południowej był już gotowy zespół, który zastąpił pojmanego prezydenta Nicolasa Maduro, w Iranie nie było żadnych ustaleń ani z koalicją, ani z opozycją, ani z żadnym innym liderem. Jeśli reżim miałby się poddać, to nawet nie wiadomo, komu miałby się poddać. Samolotom, które ich bombardują?Donald Trump powtarza, że Teheran jest niemal gotowy, by poddać się z dnia na dzień. Irańczycy natomiast twierdzą, że nie są nawet zainteresowani żadnymi negocjacjami – czy to może świadczyć, że Persowie czują się dość pewnie w obecnej sytuacji?Nie. Negocjacje raczej są prowadzone, tylko Iran robi to po cichu. Dyplomacja ma to do siebie, że o niektórych rzeczach się nie mówi. Ze strony Donalda Trumpa lansowana jest inna, taka hurraoptymistyczna, dyplomacja: my jesteśmy najlepsi, my wszystko wiemy, oni są na kolanach itp. Z tego co wiem, Pakistan zaoferował swą pomoc w roli mediatora i to jest dobry ruch.Każda wojna kiedyś się kończy – ta trwa już i tak za długo. Nie jestem fanem irańskiego reżimu, który tylko w ostatnim czasie wymordował 40 tysięcy własnych obywateli, ale sposób prowadzenia tej operacji też nie wskazuje, że możliwe jest zupełne wyeliminowanie go, choć to jest w żywotnym interesie Izraela. Czytaj także: Iran odrzucił plan Trumpa. Teheran stawia własne warunki pokojuJaki jest najgorszy scenariusz konfliktu na Bliskim Wschodzie?To scenariusz, gdzie ten konflikt tliłby się długoterminowo. Z każdej strony leciałyby bomby i rakiety. Kolejni ayatollahowie zastępowaliby tych właśnie zgładzonych, republikańscy generałowie zastępowaliby innych generałów i tak by się to toczyło, a gospodarki światowe i państwa arabskie popadałyby w ruinę. To właśnie obecnie najbardziej stratne są kraje Zatoki Perskiej. Z pewnych źródeł słyszymy, że bombardowania w Katarze się skończyły, bo państwo to zapłaciło sześć miliardów dolarów Iranowi, by ostrzał ustał. Takie metody też się w czasie wojny stosuje.Na wojnie Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem zarabia Rosja. Nie tylko zniesiono sankcje na ropę z tego kraju, ale też skok cen tego surowca na światowych rynkach sprawił, że Kreml liczy zyski, o których jeszcze nie dawno mu się nie śniło. Moskwa odzyskuje też rynki, które niedawno utraciła – do Indii znów sprzedaje nie tylko ropę, ale też np. uzbrojenie warte miliardy dolarów. W ostatnim czasie wielu analityków, polityków, ale też wysokich rangą wojskowych mówiło, że Rosja będzie gotowa w najbliższych latach zaatakować któreś z państw NATO, testując sprawność działania Sojuszu. Czy to rzeczywiście realny scenariusz?Nie. Przez ostatnie dwa lata Rosja dosyć skutecznie stosuje elementy wojny hybrydowej – ataki cybernetyczne, działania pod progiem wojny, flota cieni, zrywanie kabli podwodnych, akty dywersji, oddziaływania na przebieg procesów politycznych w wielu krajach… To wszystko są typowe ataki hybrydowe i Moskwa będzie je wzmacniać. Choćby sama dezinformacja, to jest przykład działań, które mają zasiać strach i niepokój w państwach zachodnich.Militarnie są za słabi, aby zaatakować NATO – np. państwa bałtyckie?Rosja nie jest na tyle mocna. Poza tym konflikt, który by zainicjowała, miałby bardzo przykre skutki dla niej. Pewnym punktem odniesienia jest tu też wojna na Ukrainie. Rosja zaatakowała państwo niezbyt silne, borykające się z plagą korupcji, dwudzieste któreś pod względem siły militarnej, które teraz już piąty rok skutecznie się broni, zwalcza drony, zniszczyło Kremlowi Flotę Czarnomorską i dosięga strategiczne cele w obrębie 1000-1500 km. A co stałoby się, gdyby Rosja rozpętała jeszcze konflikt z NATO? To raczej niemożliwe. Oczywiście nie można lekceważyć zagrożenia ze strony Kremla, ale przede wszystkim należy budować i eksponować swój potencjał odstraszania. Trzeba w ten sposób przekonać Moskwę, że porwanie się na którekolwiek państwo NATO będzie miało dla niej katastrofalne skutki. Czytaj także: Granie Iranem. Atak Trumpa wpisuje się w strategię Rosji i ChinTo, co robi teraz Polska, tzn. duże wzmacnianie potencjału armii, jest skuteczną metodą na odstraszenie Rosji na lata albo nawet dekady?Tak. Potencjał ten jest wzmacniany, armia jest coraz lepiej przygotowana do działań, ale też zacieśniane są sojusze. Unia pokazała ostatnio dużą jedność, a jest ona komplementarna – nie konkurencyjna – w odniesieniu do NATO. Oczywiście można różnie odczytywać ostatnie wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa, ale w żywotnym interesie Stanów Zjednoczonych jest, aby Europa była silna.Ja jestem zadowolony z tych kontrowersyjnych słów przywódcy USA, bo zmobilizowały one europejskie państwa do wzmocnienia swych systemów obronnych i podniesienie mocy produkcyjnych przemysłu zbrojeniowego. Jeśli Stany Zjednoczone kiedykolwiek zaangażowałyby się w konflikt na Pacyfiku czy w rejonie Indochin, to kogo mogłyby mieć tam za sojusznika, jak nie NATO?Jedna z kontrowersyjnych zapowiedzi Donalda Trumpa mówi o tym, że Stany Zjednoczone będą dawać gwarancje bezpieczeństwa tylko tym państwom NATO, które będą przeznaczać na zbrojenia swych armii minimum pięć procent PKB... Czekają nas lata wstrząsów geopolitycznych, zmienia się układ sił na świecie, zmieniają się sposoby prowadzenia dyplomacji – to jest bardziej dyplomacja biznesowa. Wartości wciąż istnieją, chociaż zdarza się łamanie norm prawnych i próby „koncertów” różnych mocarstw – Rosji, Stanów Zjednoczonych czy Chin. Rola Chin będzie rosła i będą one poważną przeciwwagą dla USA. Rosja wciąż pozostaje potęgą atomową…Patrząc na rozgrywki mocarstw, można odnieść wrażenie, że Stany Zjednoczone nie są zainteresowane zakończeniem wojny na Ukrainie, a raczej opcją, aby ten konflikt trwał jak najdłużej…Amerykanie raczej przekazują odpowiedzialność za zakończenie tej wojny w ręce Europejczyków. Administracja Donalda Trumpa chce przeciągnąć natomiast Rosję na swoją stronę, żeby Kreml nie był sojusznikiem Chin w razie jakiegokolwiek konfliktu. Ale to się na razie nie za bardzo udaje. Stany Zjednoczone obecnie zaangażowały się w wojnę na Bliskim Wschodzie, co jest najkorzystniejsze dla Izraela, Federacji Rosyjskiej i Chin. Czytaj także: Od paliwa do... pistacji. Polacy już płacą za konflikt na Bliskim Wschodzie**** Generał Mieczysław Bieniek (mieczyslawbieniek.pl) – jedyny Polak w historii, który piastował stanowisko Zastępcy Dowódcy Strategicznego NATO w Norfolk (USA). Wykonał ponad 3800 skoków spadochronowych, dowodził w strefach wojennych (Irak, Afganistan, Bałkany). Absolwent Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych (1973); studia dyplomowe w Akademii Sztabu Generalnego (1981) oraz w Królewskiej Akademii Studiów Obronnych w Wielkiej Brytanii (1995). Odbył też studia zarządzania zasobami obronnymi kraju w Monterey (USA) oraz szereg kursów w zakresie strategii i obronności.