RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Bojówkarze z grupy „Szkatuły” oskarżeni

Zatrzymania członków gangu „Szkatuły” (fot. policja)

Ich zadaniem było wykonywanie tzw. zleceń specjalnych od bossów grupy „Szkatuły”. Chodziło m.in. o pobicia, podpalenia, zastraszenia czy też robienie dobrego wrażenia podczas spotkań z konkurencyjnymi gangami. Szef bojówki, niejaki „Anek”, wprowadził też specjalny dress code, czyli sposób ubierania się obowiązujący w jego bandzie. Wszyscy jego podwładni mieli nosić buty jednej marki tak, aby wszyscy wiedzieli, z kim mają do czynienia.

W wydziale do walki z przestępczością zorganizowaną i korupcją stołecznej prokuratury apelacyjnej zakończono właśnie śledztwo w sprawie jednej z podgrup gangu Rafała S. ps. Szkatuła. Aktem oskarżenia objęto 10 osób, które do tej pory bardzo rzadko pojawiały się w kronikach kryminalnych. Jednak zdaniem śledczych stanowili oni poważne zagrożenie ponieważ większość z nich to tzw. silnoręcy, czyli przestępcy wykorzystywani przez szefów gangu do zadań specjalnych. – Na oskarżonych ciążą zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej mającej na celu popełnianie przestępstw takich jak czerpanie korzyści z nierządu, obrót substancjami odurzającymi i psychotropowymi w znacznych ilościach, wymuszenia rozbójnicze, napady rabunkowe, pozbawianie wolności oraz pobicia. Byli trzonem grupy na terenie warszawskich dzielnic: Woli i Targówka – mówi jeden ze śledczych.

Szefem bojówki był, według prokuratury, Adrian G. ps. Anek. Miał on skupić wokół siebie młodych, gotowych na wszystko przestępców. Zdaniem śledczych „Anek” stworzył hermetyczną i bardzo niebezpieczną grupę. – Wprowadzono w niej selekcję chętnych a także swoisty dress code. Każdy przestępca należący do tej grupy miał nosić buty jednej firmy. To miał być ich znak rozpoznawczy – wyjaśnia śledczy.

Większość zarzutów, za które odpowiadają „Anek” i jego brygada dotyczą lat 2009-2010 r. Czytając jednak opisy niektórych przestępstw popełnianych przez te grupę, można odnieść wrażenie, że groza przeplata się z absurdem. I tak, jesienią 2009 r. przestępcy mieli brać udział w pobiciu w Mińsku Mazowieckim. Ich celem był herszt tzw. grupy „Miziołów”, która miała handlować na tym terenie narkotykami. Aby pozbyć się konkurencji gang „Szkatuły” wysłał do Mińska swoją bojówkę. I w pubie „Kuźnia” doszło do pobicia Mariusza M. i Macieja L., stojących na czele „Miziołów”. Obaj z poważnymi obrażeniami trafili do szpitala.

Z drugiej strony bojówka „Anka” potrafiła zachować się jak gang Olsena. W marcu 2010 r. członkowie bandy namierzyli na warszawskich ulicach Dominika K., byłego kompana, który przeszedł do innego stołecznego gangu. Uznali, że należy go skarcić i ruszyli za nim w pościg. Gangsterzy wyciągnęli pistolety i zaczęli strzelać w kierunku auta, którym jechał K. ten zaś słysząc strzały wyciągnął pistolet maszynowy i pociągnął serią w ścigających go mężczyzn. Niedługo potem Dominik K. oraz jeden z członków grupy „Anka” zostali zatrzymani. – Chłopaki z bojówki „Szkatułowej” mieli dużo szczęścia. Bo okazało się, że strzelając do Dominika K. używali zwykłych pistoletów hukowych, na które nie trzeba mieć zezwolenia. A ten odpowiedział im ostrą amunicją – wyjaśnia jeden z funkcjonariuszy.

Bojówkarze używali straszaków także podczas ataku na braci P., kiedy próbowali zabrać im jeden z samochodów. Wtedy też się skompromitowali, bo nie dosyć, że nikogo nie przestraszyli, to jeszcze jeden z napastników tak nieszczęśliwie wybijał szybę w aucie, ze zgubił „broń”. Młodzi gangsterzy potrafili także „z nudów” zniszczyć 20 samochodów wracając z imprezy. Dla zabawy przebijali opony, wybijali szyby. Jak mówił jeden ze skruszonych „czuli się panami na swoim terenie”.

Za najpoważniejsze przestępstwa Adrianowi G. i jego kompanom grozi do 10 lat więzienia.

Zobacz więcej