Janusz Steinhoff w „Gościu poranka”. – Jest to konieczność w tej chwili ze względu na trudną sytuację na rynku nośników energii na świecie, będącą efektem wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Mam jednak świadomość kosztów tej operacji, które są dość wysokie. Jeśli sytuacja będzie się przeciągała, obawiam się, że nas jako państwa – biorąc pod uwagę stan budżetu – nie będzie stać na tego typu wydatki – powiedział w „Gościu poranka” w TVP Info Janusz Steinhoff. Były minister gospodarki w gabinecie Jerzego Buzka odniósł się w ten sposób do działań rządu zmierzających do ograniczenia wzrostu cen paliw oraz ich wpływu na kondycję finansów publicznych. Sejm uchwalił w piątek dwie ustawy, które mają ograniczyć wzrost cen paliw na stacjach w związku z napiętą sytuacją na Bliskim Wschodzie. Pierwsza wprowadza maksymalne ceny benzyny i oleju napędowego, a druga pozwoli obniżyć akcyzę na paliwa w drodze rozporządzenia. Rozwiązania mają zacząć obowiązywać przed Wielkim Piątkiem.Mariusz Piekarski, prowadzący „Gościa poranka”, zapytał Janusza Steinhoffa, jak ocenia działania rządu.– Jest to konieczność w tej chwili ze względu na trudną sytuację na rynku nośników energii na świecie, będącą efektem wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Mam jednak świadomość kosztów tej operacji, które są dość wysokie. Biorąc pod uwagę stan budżetu i finansów publicznych, mam nadzieję, że ta akcja będzie trwała krótko, że problem z dostawami paliw zakończy się dość szybko, w ciągu miesiąca czy dwóch. Natomiast jeśli sytuacja będzie się przeciągała, obawiam się, że nas jako państwa – biorąc pod uwagę stan budżetu – nie będzie stać na tego typu wydatki. Pamiętajmy, że miesięcznie będziemy wydawać 1,6 mld zł – powiedział Steinhoff. „Jedziemy po bandzie”Premier Donald Tusk poinformował, że rząd chce ograniczyć wpływ wysokich cen paliw na budżety Polaków przed świętami. – Zależało mi, żeby przed świętami przynajmniej skontrolować tę sytuację, tak żeby ceny paliw nie uderzały zbyt mocno po kieszeni polskich rodzin. Przygotowaliśmy bardzo skuteczny pakiet i oczywiście nie ukrywam, że idziemy po krawędzi – stwierdził.– Komisja Europejska nie jest zadowolona, kiedy obniża się VAT na paliwa, bo to jest wbrew ogólnie obowiązującym przepisom. Ale mamy twarde argumenty związane z bezpieczeństwem państwa i jestem pewien, że przekonamy także partnerów europejskich i instytucje europejskie, że dobrze w tej sprawie postępujemy – dodał.– Zgadzam się z premierem, że „jedziemy po bandzie”, biorąc pod uwagę stan finansów publicznych. Ten stan jest kiepski – potwierdzają to rankingi. Trzeba pamiętać, że jedną trzecią wydatków z budżetu państwa pokrywamy z deficytu, że ten deficyt jest bardzo duży, że przyrost zadłużenia następuje bardzo szybko. Są prognozy, które wskazują, że w latach 2032-2033 poziom naszego zadłużenia zdecydowanie przekroczy 100 proc. PKB – powiedział w „Gościu poranka” Janusz Steinhoff.„USA mylą ofiarę ze sprawcą”Został zapytany, czy jeśli sytuacja na Bliskim Wschodzie się nie uspokoi, wyobraża sobie konieczność przedłużenia tych przepisów na przykład do końca roku.– Myślę, że nas nie będzie na to stać. Natomiast trzeba sięgnąć po inne metody. Z jednej strony możliwości oszczędzania paliw. Kiedyś w czasie kryzysu energetycznego w większości krajów na świecie ograniczono maksymalną prędkość na autostradach. Ja pamiętam te czasy. Uważam, że aż tak daleko posunięta ingerencja nie ma najmniejszego sensu. Natomiast polityka prowadzona przez prezydenta USA Donalda Trumpa i premiera Izraela musi wejść w koleiny przewidywalności, bo obecnie mamy sytuację zmieniającą się „od Sasa do Lasa”. Jedna wypowiedź prezydenta Trumpa i ceny ropy Brent przekraczają znacząco 100 dolarów za baryłkę, druga – powoduje spadek tej ceny poniżej 100 dolarów. Podobnie jest z paliwami gotowymi – powiedział gość TVP Info.– Trzeba pamiętać o tym, że obecna polityka jest nieprzewidywalna. Ja generalnie bardzo krytycznie do niej podchodzę. Podejmując decyzje, trzeba być świadomym ich skutków. A skutki tych decyzji to z jednej strony zdecydowane wsparcie Rosji – kraju agresora, który wywołał wojnę w Europie – bo znów sprzedaje ropę. Jak można wywoływać drugi konflikt, gdy nie zakończono pierwszego? Mamy do czynienia z sytuacją na Ukrainie, w której Stany Zjednoczone prowadzą politykę dla wielu obserwatorów niezrozumiałą. Odnoszę czasem wrażenie, że mylą ofiarę ze sprawcą tej sytuacji. Natomiast na Bliskim Wschodzie sytuacja jest wyjątkowo trudna. Cieśnina Ormuz to jeden z kluczowych fragmentów świata dla polityki energetycznej. To jest niebezpieczne i dlatego przy każdym podejmowaniu decyzji trzeba pamiętać o skutkach. A te skutki mogą być katastrofalne – dodał Steinhoff.„Wydobycie węgla w Polsce jest nieopłacalne”– Opozycja powinna sobie uzmysłowić, jak wiele szkód wyrządzono za rządów PiS, gdy łączono Lotos z Orlenem i osłabiono konkurencyjny rynek paliw w Polsce. To ma swoje negatywne skutki. Konkurencyjny rynek jest warunkiem umiarkowanych cen. Tam, gdzie nie ma konkurencji – jak było w PRL – dominują monopole i kończy się to źle. Konkurencja jest dźwignią postępu i gwarancją ochrony konsumentów. Jednym z największych mankamentów polskiej gospodarki są dziś niewystarczająco konkurencyjne rynki gazu, paliw płynnych i energii elektrycznej. Utrzymywanie dominującej pozycji Orlenu, na poziomie ponad 80 proc. rynku gazu, jest absurdem i rodzi konkretne konsekwencje – stwierdził. Został zapytany, czy warto otwierać w Polsce nowe kopalnie węgla kamiennego.– Jestem przeciwnikiem tworzenia podmiotów gospodarczych, które zamiast przynosić zyski, generują potężne straty. Wydobycie węgla w Polsce, zwłaszcza na Górnym Śląsku, jest – ze względu na warunki geologiczne – nieopłacalne. Do górnictwa dopłacamy około 8 mld zł, nie licząc transferów do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, czyli łącznie ponad 10 mld zł. Moim zdaniem znaczną część tych środków należy przeznaczyć na odprawy dla pracowników i rozwiązanie problemów społecznych, a nie na dalsze dotowanie produkcji – powiedział Steinhoff. „Można tylko ręce załamać”Odniósł się do słów kandydata PiS na premiera Przemysława Czarnka, który zapowiedział powrót do energetyki opartej na węglu i odejście od unijnej polityki klimatycznej.– Czasem analizuję wypowiedzi pana profesora Czarnka i jestem wyjątkowo zbulwersowany, że kandydat na premiera może mówić takie absurdy ekonomiczne. To efekt braku szacunku dla wyborców, których się w ten sposób wprowadza w błąd. Jak można mówić o zwiększaniu wydobycia węgla, skoro Polska jest w Unii Europejskiej i obowiązują nas przepisy dotyczące dopuszczalności pomocy publicznej, także w ramach Światowej Organizacji Handlu? – powiedział.Skomentował też słowa Czarnka o odnawialnych źródłach energii i unijnej polityce klimatycznej, w tym określenie „OZE-sroze”.– Jestem zbulwersowany takimi wypowiedziami. Spotykam się z różnymi środowiskami i nawet od bardzo prostych ludzi nie słyszy się takich rzeczy. To są absurdy. To instrumentalne traktowanie wyborców. To kłamstwa nieosadzone w realiach ekonomii. Można tylko ręce załamać – dodał.Czytaj też: Bezużyteczny węgiel i gigantyczne straty. Kulisy afery węglowej