Felieton dziennikarza TVP Info. Trudno wskazać wydarzenie, które w tym tygodniu wzbudziło więcej emocji. Ale z pewnością nam ich nie brakowało. Czy to w polityce czy sporcie. Ale już się ogarniam i próbuję podsumować. – Prezydent Karol Nawrocki dał się ponieść emocjom i nakrzyczał na dziennikarza TVN24, bo nie spodobało mu się jego pytanie. Według głowy państwa wszystkie kwestie poruszył w swoim wystąpieniu, więc pytanie Mateusza Półchłopka uznał za niepotrzebne i prowokacyjne. Rzucił więc w jego stronę: „Pan się ogarnie panie redaktorze i słucha, co mówi Prezydent Polski”. Zadanie tego pytania było jednak dość dobitnym dowodem właśnie na ogarnięcie tegoż dziennikarza. W swojej mowie Nawrocki mówił, że Władimir Putin jest zbrodniarzem i zagrożeniem – pełna zgoda, powiedział tak i chwała mu za to, że powiedział to otwarcie i głośno w obecności władz węgierskich. Ale nie powiedział czy przeszkadza mu relacja Orbana z Putinem. I o to pytał Półchłopek. To pytanie logicznie, wynikające z wypowiedzi prezydenta.Ale PiS i zwolennicy prezydenta idą w zaparte i twierdzą, że to była prowokacja, a dyskusje na temat agresywnego zachowania prezydenta próbą przykrycia nieudolnego rządzenia i wysokich cen paliw. Standard.Tyle że tego nie da się obronić. Parafrazując hasło z pierwszej polskiej encyklopedii z 1745 roku: Koń jaki jest, każdy zobaczył. Prezydent zachował się agresywnie i tego nie da się w żaden sposób wytłumaczyć.Dziennikarzowi TVN24 dostało się za wszystkie ostatnie nieprzyjemności, jakie spotykają Karola Nawrockiego i z jakimi, jak widać, sobie nie radzi.*– Amerykanie ujawnili, że od początku wojny z Iranem zginęło 13 amerykańskich żołnierzy, a 300 zostało rannych. Nie udała się ta wojna Donaldowi Trumpowi jak Putinowi atak na Kijów. Dodatkowo: jeszcze jej nie zakończył, a już grozi Kubie. To znaczy, w jego mniemaniu odniósł druzgocące zwycięstwo nad Iranem i w swej łaskawości prowadzi właśnie negocjacje z inicjatywy wroga. Tyle że wróg tego nie potwierdza, wręcz przeciwnie, atakuje nadal.Trumpowi nie podobają się sojusznicy z NATO. Nie pomagają mu w wojnie, którą rozpętał niemal w pojedynkę, bez powiadomienia owych sojuszników. Potem domagał się pomocy, a teraz już tej pomocy nie potrzebuje. Mało tego, zapowiada, że źle się to dla NATO skończy. I to już za kilka miesięcy. Brzmi to niepokojąco, choć z drugiej strony przez kilka miesięcy Trump jeszcze z piętnaście razy zmieni zdanie i nastawienie.Coraz większa na świecie panuje świadomość, że to niebezpieczny człowiek. Dodam tylko, że on również mówi do dziennikarzy, wskazując na nich palcem. Również jest wobec nich agresywny, choć trzeba przyznać, że pozwala sobie na więcej, mówiąc do dziennikarki „jesteś głupia” (podobnie mówił Przemysław Czarnek do Justyny Dobrosz-Oracz), do innej, że jest najgorszą reporterką, jeden z dziennikarzy usłyszał z kolei, że jest bardzo wstrętną osobą. Na razie żadnemu z nich nie kazał się ogarnąć, ale było już „ciii” albo „głupie pytanie”.*– Polacy wygrali z Albańczykami 2:1 i zagrają w finale baraży o awans na mistrzostwa świata. Ze Szwedami będzie trudniej, bo na wyjeździe. A w Sztokholmie nie wygraliśmy od około 100 lat. To długo. Choć oczywiście statystyka nie wybiega na boisko i nie strzela goli. Robi to natomiast reprezentacja Polski i to w sytuacji, w której jest źle. Zespół potrafił się po złej pierwszej połowie pozbierać i odwrócić losy meczu. Znów zrobili to starzy pewniacy, czyli Lewandowski i Zieliński, ale nie ma co narzekać, bo ci młodzi, którzy wchodzą do zespołu są odważni, kreatywni i błyskotliwi, a tego nam brakowało.Potwierdziły się powody, dla których często truchleję, gdy w sytuacji zagrożenia piłka zbliża się do Jana Bednarka. Solidny obrońca, ale zdarzają mu się kiksy, które nie powinny się przytrafiać defensorom reprezentacji.Przy tym wszystkim, co widzę w kadrze, zastanawiam się jak to możliwe, że niecały rok temu atmosfera w reprezentacji była absolutnie dramatyczna, piłkarze wydawali się być skłóceni, a Lewandowski zrezygnował z gry. Teraz wygląda to na stan skrajnie odwrotny.Czytaj też: Zieliński po meczu z Albanią. „Mieliśmy więcej jakości”*– Tydzień temu w „Subiektywnym…” napisałem, że bardzo możliwe jest pożegnanie Igi Świątek z Wimem Fissette’em. Sprawdziło się. Polka zwolniła trenera po serii niepowodzeń, a zwłaszcza po porażce w pierwszym meczu turnieju w Miami. Mnóstwo w tym zwolnieniu było kurtuazji z obu stron, a ja chciałbym usłyszeć jak było naprawdę. Czy rzeczywiście Fisette zawiódł, czy po prostu zawsze, kiedy nie idzie, winny jest trener? Owszem, jest winny, bo nie znalazł recepty, a jeśli znalazł, to nie potrafił z nią do Igi dotrzeć. A jeśli ktoś utrudniał mu to dojście, to jest winny, bo na to pozwolił. Jeśli jednak ktoś w teamie wychodzi poza swoją rolę i wchodzi w choć jeden but trenera i Iga się z tym godzi, to my też nie mamy wyjścia i musimy się z tym pogodzić. To team Igi, nie nasz. I ona decyduje, z kim pracuje.Problem jednak w tym, że pozycja Darii Abramowicz jest już tak powszechnie znana, że każdy potencjalny trener Świątek będzie musiał ją brać pod uwagę, rozważając decyzję o podjęciu współpracy. I to może być przeszkoda.*– Zakończył się sezon skoków narciarskich. Polscy kibice cierpieli w nim jak nigdy. Poza przebłyskami Kacpra Tomasiaka nie działo się kompletnie nic pozytywnego. Do tego stopnia, że po ostatnim skoku w Planicy w polskich domach słychać było westchnienie ulgi. Najgłośniej wzdychał Kamil Stoch, który męczył się w ostatnich konkursach tak bardzo, że nawet otwarcie o tym powiedział. Skokiem w Planicy mistrz zakończył karierę skoczka narciarskiego.„Nie jestem w stanie wykrzesać z siebie więcej, walczyć o coś innego niż przetrwanie”. To dokładnie obrazuje to, co działo się w ostatnich tygodniach. Przykro było na to patrzeć, wiedząc jakim sportowcem jest Stoch, jakie sukcesy odnosił, jak miażdżył rywali, kiedy był na szczycie. Robił to z lekkością Adama Małysza z najlepszych lat. A do tego potrafił o tym opowiedzieć językiem barwnym i sprawnym. Również w tej kwestii był i jest absolutnym wyjątkiem.To nie był udany sezon dla polskich skoczków. Nie zmienią tej oceny medale olimpijskie. Polskie skoki męczą się od kilku lat i nie jest to kwestia tylko trenerów, bo oni się zmieniali, a poprawy nie było.Czytaj też: Świątek zdecydowała w sprawie meczu reprezentacji. „Nie jest to łatwe”*– W kończącym się tygodniu uwagę czytelników, widzów, słuchaczy zwróciło spotkanie Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego z Krzysztofem Stanowskim. Po co Stano został zaproszony do rozmowy? Zapewne po to, by zdjąć mu maskę, by musiał się tłumaczyć z pieniędzy otrzymanych od partii politycznej, by pokazać, jakim jest bucem pozbawionym empatii, by uwidocznić, że liczy się dla niego tylko kasa i budowanie klikalności swojej internetowej stacji. I zapewne też po to, by Kuba Wojewódzki nadal mógł sam siebie nazywać królem. Nic się nie udało. Prowadzący próbowali przycisnąć Stanowskiego do ściany, a on tymczasem swobodnie tańczył sobie na środku pokoju i na każdą zaczepkę miał solidną odpowiedź, na którą atakujący nie potrafili już zareagować. Wojewódzki postanowił w tej rozmowie polegać na swojej inteligencji i doświadczeniu w boksowaniu się z rozmówcami. Postanowił też się nie przygotować. Samo wypisanie sobie pytań i fragmentów czyichś opinii w takiej rozmowie nie wystarcza, bo pytanie o źródła kładło strategię Wojewódzkiego na deskach.Można Stanowskiego lubić lub nie, ale zwłaszcza w tej rozmowie zaimponował intelektem i spokojnymi, stonowanymi reakcjami na pytania, które bez wątpienia można określić mianem atakujących. Jeśli był to pojedynek, to zwycięsko wyszedł z niego szef Kanału Zero, a Wojewódzki był kilka razy liczony.Kiedy rozmowa była zapowiadana, zastanawiałem się, po co Stanowski przyjął zaproszenie. Teraz już wiem. Jest pewny siebie, pewny swoich poglądów i tego, co robi w mediach. A kiedy trzeba, przyznaje się do błędów. Potrafi też perfekcyjnie wyjaśnić powody swoich kontrowersyjnych decyzji. Po każdej takiej odpowiedzi rysowało się w głowie określenie „szach-mat”.Myślę też, że w życiu codziennym mogłoby się przyjąć nowe powiedzenie. W sytuacji, w której masz gdzieś czyjąś opinię o Tobie, mów „ok, Kuba”. Tak mówił Stano i działało.Ciąg dalszy nastąpi za tydzień...