Porzuci Kijów w zamian za Iran? Trump może dążyć do dealu: Rosja rezygnuje ze wsparcia dla Iranu, a Trump w zamian porzuca Kijów. „Brudny układ” – czytamy w niemieckiej prasie. Taką koncepcję przedstawił „Münchner Merkur”, zastanawiający się nad możliwymi konsekwencjami wojny w Iranie dla Ukrainy.„Bumerang to podstępne urządzenie. Jeśli nie jest się uważnym, może on boleśnie uderzyć w głowę. W przypadku Iranu oznacza to: uderzenie w Europejczyków. Ich zdecydowane odmowy pomocy Donaldowi Trumpowi i USA w działaniach przeciwko Iranowi skłoniły znanego z mściwości prezydenta do przewidywalnej odpowiedzi: »Ukraina nie jest naszą wojną«”. – oceniła gazeta.Tak mógłby wyglądać „brudny układ” Trumpa z PutinemDopóki coś się nie wydarzy, trudno cokolwiek wróżyć ze słów Trumpa. To człowiek, który w jednym zdaniu potrafi sam sobie zaprzeczyć. Jednego dnia mówi jedno, drugiego robi co innego.Czytaj także: Trump twierdzi, że Iranowi zostało niewiele rakiet. „Przesada”„Można obawiać się, że dąży do brudnego układu z Putinem, który mógłby wyglądać tak: jeśli ten zrezygnuje ze wsparcia dla Iranu, Trump w zamian porzuci Kijów. Bez amerykańskich danych wywiadowczych Zełenski prawdopodobnie wkrótce musiałby złożyć broń. Czas, aby Europejczycy zakończyli swoje wakacje od polityki światowej i doszli do porozumienia z USA w sprawie Iranu” – czytamy. Inne dziennik w Niemczech także analizują możliwe scenariusze dla wojen w Iranie i Ukrainie, chcąc nie chcąc powiązanych ze sobą politycznie. Poważne konsekwencje w przypadku użycia wojsk lądowych„Zastanawiające jest, kto tak naprawdę czuje się bardziej pod presją z powodu ultimatum Trumpa: reżim w Teheranie czy sam prezydent?” – zastanawia się „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. To, że Trump po raz kolejny opóźnia zapowiedziane ataki na irańskie instalacje energetyczne, tym razem o dziesięć dni, uzasadnia dobrze przebiegającymi negocjacjami – pisze „FAZ”. „Warto zaznaczyć, że Iran twierdzi, iż takie negocjacje w ogóle nie mają miejsca, przynajmniej nie bezpośrednio. Czego tak naprawdę dotyczą kulisy tych wydarzeń, trudno ocenić z zewnątrz. Jedno jest jednak pewne: każdy dzień, który Trump zyskuje dla samego siebie, odsuwając ataki, może opóźnić decyzję o użyciu jednostek lądowych. A taka decyzja miałaby poważne konsekwencje, nie tylko militarne, ale przede wszystkim polityczne w Stanach Zjednoczonych”. Nie docenili możliwości irańskiego reżimu„Huśtawka w polityce Donalda Trumpa wobec Iranu zyskała nowy wymiar” – stwierdza „Südwest-Presse”. „Podczas gdy prezydent USA najpierw wydłużył pierwotne dwudniowe ultimatum dotyczące uwolnienia Cieśniny Ormuz o pięć, a teraz o dziesięć dni, w regionie pojawiły się już amerykańskie jednostki specjalne, a wkrótce mogą dołączyć tysiące dodatkowych żołnierzy. Termin, który Trump ustala dla negocjacji, tragicznie przypomina koniec lutego, kiedy to w podobnej fazie rozpętał wojnę. Możliwe, że teraz chce tylko zyskać czas, aż dodatkowe jednostki lądowe dotrą do regionu. Jedno jest jednak jasne: postępowanie Trumpa ujawnia jedno: że Iran posiada obecnie bardzo skuteczną dźwignię w wojnie, kontrolując eksport ropy i gazu z regionu Zatoki. Reżim mułłów okazuje się bardziej odporny, niż USA i Izrael się spodziewali” – czytamy w komentarzu. Przed atakiem na Iran Trump nie pytał Berlina, Paryża, Brukseli ani LondynuZdaniem kanclerza Niemiec kolejny atak na reżim mułłów nie ma podstaw – pisze „Rhein-Neckar-Zeitung” i przypomina, że przed podjęciem decyzji Waszyngton nie pytał ani Berlina, ani Paryża, ani Brukseli, ani Londynu. „Z tego powodu Europejczycy wyciągają odważny wniosek: »To nie jest nasza wojna«. (…) Odpowiedź przyszła szybko. Prezydent USA ogłosił w czwartek, że wojna w Ukrainie nie jest wojną USA. Co jest historycznie nieprawdziwe, ale realne z punktu widzenia polityki. Trump i tak nie lubi tej wojny. A porozumienie z Putinem byłoby dla niego korzystne, zwłaszcza w kontekście eskalującej sytuacji w Iranie. Wojna w Ukrainie jest, obok załamania rynku energetycznego, najważniejszym narzędziem nacisku Trumpa na Europę, aby zmusić ją do militarnego wsparcia. Zatem zabijanie w Zatoce nie jest wprawdzie w pierwszej kolejności europejską wojną, jednak państwa Europy raczej nie unikną tego, by i tu, i tam zapewnić pokój” – konkluduje komentator.