Kierowca jechał pod prąd. W czwartkowy poranek na drodze ekspresowej S19 doszło do dramatycznego zdarzenia z udziałem utytułowanego pięściarza, Łukasza Różańskiego. W wyniku zderzenia spowodowanego przez kierowcę jadącego pod prąd, jedna osoba poniosła śmierć na miejscu. Rzeszowski sportowiec ma sporo szczęścia, jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo - informuje Gazeta Wyborcza. „Ze wstępnych ustaleń pracujących na miejscu policjantów wynika, że 49-letni kierujący Hyundaiem, mieszkaniec powiatu jarosławskiego, jechał drogą S19 w kierunku Rzeszowa pod prąd i zderzył się z prawidłowo jadącym pojazdem typu laweta, a następnie zderzył się czołowo z prawidłowo jadącym Lexusem. Następnie Hyundai wpadł na bariery oddzielające pasy ruchu, po czym auto zapaliło się” – czytamy w policyjnym komunikacie.Kibice rzeszowskiego pięściarza mogą odetchnąć z ulgą. Choć sytuacja wyglądała groźnie, a samochody zostały poważnie uszkodzone, stan byłego mistrza świata WBC i zawodowego mistrza Polski w wadze ciężkiej jest określany jako dobry. Lekarze potwierdzili, że po wstępnych badaniach nie stwierdzono zagrożenia dla jego życia.Na miejscu zdarzenia przez kilka godzin pracowały służby ratunkowe oraz prokurator, co generowało duże utrudnienia w ruchu w stronę stolicy Podkarpacia.Czytaj także: Pożar tira na autostradzie A2. Kierowcy utknęli w kilkukilometrowych korkachWypadek spowodował paraliż komunikacyjny w rejonie węzła Rzeszów Wschód. Jak informował dyżurny rzeszowskiego oddziału GDDKiA, zatory tworzyły się nie tylko na trasie S19, ale również na autostradzie A4 w miejscach włączania się do ruchu.Policja wyjaśnia, dlaczego zabity w wypadku kierowca jechał pod prąd.