Wnioski po Albanii. Leo Beenhakker miał mecz z Portugalią, Adam Nawałka z Niemcami, Jan Urban będzie miał… z Albanią. Nawet jeśli nie awansujemy na mundial, co jest przecież możliwe, Polacy pokazali się w czwartek ze strony, którą prezentują rzadko. W literaturze takie mecze nazywa się „meczami założycielskimi”. Pojedynczymi starciami, które budują charakter, cementują grupę, do których wracają kibice pytając: „a pamiętasz jak…?”. Co w starciu z Albanią było takiego wyjątkowego? Przede wszystkim fakt, że przegrywaliśmy, schodziliśmy do przerwy z wynikiem 0:1, a w drugiej połowie byliśmy w stanie losy meczu odwrócić i wygrać. Na ile to rzadkie, niech świadczy fakt, że po raz ostatni udało się nam… cztery lata temu, w starciu z Walią w Lidze Narodów. Przed czwartkowym meczem eksperci ostrzegali, że Albania to na tyle niewygodny zespół, że jeśli pozwolimy im trafić pierwszym, to potem strat już nie odrobimy. Że potrafią „zamknąć mecz”, schować się z tyłu i nikogo nie wpuszczać. Dwa gole tracą rzadko: w ostatnich latach tyle strzelali im tylko Anglicy. Gdy więc po błędzie Jana Bednarka trafili na 1:0, wydawało się, że będziemy mieli spory problem. Kibice modlili się o dogrywkę, bo wobec braku realnych szans, trudno było przed drugą połową marzyć o czymkolwiek innym.A jednak. Dzięki bramkom Roberta Lewandowskiego i Piotra Zielińskiego, naszych dwóch liderów, odwróciliśmy losy spotkania i „kupiliśmy” sobie bilety do Szwecji. Wydźwięk i odbiór czwartkowego meczu będzie jeszcze mocniejszy, jeszcze bardziej spektakularny, jeśli i na stadionie w Solnej uda nam się wygrać. W szatni to czują. Wiedzą, że zrobili coś wielkiego. „Lewy”, który swoje w karierze przecież przeżył, wygrał Ligę Mistrzów, sięgał po dziesiątki trofeów, opuszczając boisko… płakał. On najlepiej rozumie, jak takie spotkania budują grupę. – Czasami nawet lepiej, jeśli ten pierwszy mecz nie jest „usłany różami”. Do finału wszyscy na pewno podejdą z chłodną głową i będą chcieli pokazać się z jeszcze lepszej strony – mówił w rozmowie z reporterką TVP Sport.Cenne odpowiedziJan Urban też może być zadowolony. Nie wiadomo, co powiedział piłkarzom w szatni, nie wiadomo, jakie wprowadził usprawnienia, ale faktem jest, że zadziałało.Starcie z Albanią dało mu też odpowiedzi na kilka ważnych pytań – nawet jeśli wiadomo, że to tylko jeden mecz, że nie można wyciągać daleko idących wniosków… Oskar Pietuszewski to lepszy pomysł niż Filip Rózga. To po pierwsze. Po drugie, jeśli nie zdarzy się kataklizm, Kamil Grabara przez kilka najbliższych lat nie powinien opuszczać reprezentacyjnej bramki. Po trzecie – choć wydawało się, że o obronę możemy być spokojni, bo przecież Bednarek i Kiwior znają się z Porto, grają tam razem i spisują się świetnie, to wciąż mamy w tym aspekcie wiele do poprawy. Z Albanią się udało, ale ze Szwecją pewne błędy mogą nie przejść. Na to trzeba zwrócić szczególną uwagę.Najważniejsze może być jednak to, co gol na 2:1 dał Piotrowi Zielińskiemu. To zawsze był szczególny przypadek: śmiano się, że musi wstać odpowiednią nogą, by zagrać dobrze, że „coś musi mu się przestawić”, że radzi sobie tylko na jednej, ściśle określonej pozycji, a w innym wypadku bywa bezużyteczny. Przez lata wypominano, że nie daje kadrze tyle, ile daje Napoli. Że nie dźwiga presji, że nie dorósł do roli lidera. No więc w 73. minucie wziął piłkę, kropnął zza pola karnego, strzelił nie do obrony, po czym podbiegł do trybun i zachęcał wszystkich do jeszcze głośniejszego dopingu. Stał przed tysiącami kibiców, łapiąc się za ucho, prowokując do jeszcze bardziej intensywnego wsparcia. Wyglądał jak lider, jak kapitan, który złapał za stery łajby i chce poprowadzić ją na mundial. Taka wygrana, w takim stylu, po takim meczu, buduje charakter i buduje zespół bardziej niż łatwe 5:0. Nie wiadomo, jak potoczy się mecz ze Szwecją, ale lecimy tam dojrzalsi, lepsi, gotowi. Nasi piłkarze udowodnili, że można na nich polegać. A Urban – że po latach posuchy, beznadziejnych eksperymentów i kombinowania z Santosami czy Probierzami – wreszcie mamy porządnego selekcjonera.Czytaj też: Zieliński po meczu z Albanią. „Mieliśmy więcej jakości”