Wojciech Balczun w „Gościu poranka”. Część ekspertów i analityków globalnych wskazuje, że jeśli baryłka ropy osiągnie poziom 150 dolarów, może to oznaczać globalną, wieloletnią recesję, wzrost inflacji i pogorszenie sytuacji gospodarczej na całym świecie – powiedział w „Gościu poranka” w TVP Info minister aktywów państwowych Wojciech Balczun. Ceny ropy naftowej mocno rosną w czwartek w reakcji na sprzeczne sygnały napływające na rynki z USA i Iranu w sprawie zakończenia trwającego od kilku tygodni konfliktu na Bliskim Wschodzie – informują maklerzy.Baryłka ropy West Texas Intermediate w dostawach na maj kosztuje na NYMEX w Nowym Jorku 92,25 dolara, co oznacza wzrost o 2,14 proc. Ropa Brent na giełdzie ICE w dostawach na maj jest wyceniana na 104,29 dolara za baryłkę – to o 2,03 dolara więcej, po środowych spadkach przekraczających 2 proc.Mariusz Piekarski, prowadzący „Gościa poranka”, zapytał ministra aktywów państwowych Wojciecha Balczuna, do jakiego poziomu mogą wzrosnąć ceny paliw w Polsce.– Żyjemy w rzeczywistości, w której sytuacja zmienia się z dnia na dzień. W związku z tym taka wypowiedź jutro może być już zupełnie nieaktualna. Rynki reagują na te wydarzenia w różny sposób. Nikt nie jest w stanie w tej chwili przewidzieć, jakie będą ceny. Część ekspertów i analityków globalnych wskazuje, że jeśli baryłka ropy osiągnie poziom 150 dolarów, może to oznaczać globalną, wieloletnią recesję, wzrost inflacji i pogorszenie sytuacji gospodarczej na całym świecie – powiedział Balczun.„To kluczowa sprawa”– W ministerstwie pracujemy w trybie codziennych spotkań i szczegółowych analiz tego, co się dzieje. W Orlenie dwa razy dziennie zbiera się sztab kryzysowy. Wspólnie z Ministerstwem Energii oraz Ministerstwem Finansów pozostajemy w stałym kontakcie i analizujemy możliwe działania. Jesteśmy przygotowani na wdrożenie całego pakietu rozwiązań, również administracyjnych. Na razie kluczowe jest to, aby Orlen – działając oczywiście we własnym interesie i bez szkody dla spółki oraz akcjonariuszy – minimalizował marże, co już ma miejsce. Wprowadzane są różnego rodzaju weekendowe promocje dla klientów – dodał.– Najważniejsze jest to, aby nie zabrakło paliwa na stacjach. To kluczowa sprawa. Trzeba pamiętać, że dzisiejszy Orlen to nie jest już ten sam podmiot co kilka lat temu. Po transakcji dotyczącej Lotosu spółka odpowiada za około 60-65 proc. rynku. Wcześniej było to ponad 90 proc., co dawało znacznie większy wpływ na ceny hurtowe. Obecnie sytuacja wygląda inaczej – na rynku działają inni hurtownicy i detaliści, którzy również reagują na decyzje państwa i Orlenu – zaznaczył.„Reakcje są właściwe”Minister został także zapytany, czy widzi jeszcze przestrzeń do działań po stronie Orlenu.– Myślę, że Orlen na bieżąco analizuje sytuację i sprawdza, gdzie są jeszcze możliwości działania. Trudno mi wypowiadać się w imieniu zarządu spółki, ale z naszych analiz wynika, że reakcje na dynamicznie zmieniające się warunki są właściwe – ocenił.– Sytuacja na Bliskim Wschodzie sprzyja spekulacjom na rynkach światowych. W pierwszej kolejności obserwujemy jednak działania podejmowane w Europie i reakcje poszczególnych państw. Polska nie jest ani liderem, ani maruderem – wydaje mi się, że prowadzimy dosyć racjonalną politykę. Potwierdzam jednak, że jesteśmy przygotowani na podjęcie działań także na poziomie administracyjnym – podsumował Balczun.Czytaj też: Czeka nas „nowy lockdown”? Drugie życie covidowych poradników