Wielki test numer jeden. Z barażami mamy w ostatnich latach skojarzenia świetne. A to pokonaliśmy Szwecję, awansując na mundial w Katarze, a to uporaliśmy się po karnych z Walią, dostając bilet na Euro 2024… Czy do tej listy dopiszemy niebawem również Albanię i Ukrainę lub Szwecję? Oby, bo polska piłka jest w najciekawszym miejscu od lat. Mówiąc: „polska piłka” trzeba mieć na myśli nie tylko reprezentację. Ekstraklasa może i jest w tym sezonie nieco śmieszna, kuriozalna, ale już tego lata – po raz pierwszy w historii – dwie drużyny będą się bić o Ligę Mistrzów. Nie mamy już duopolu Lecha i Legii: pierwsi wciąż są mocni, a drudzy… biją się o utrzymanie. Kiedyś raz na jakiś czas „wyskakiwał” Piast, Zagłębie Lubin czy Śląsk. Dziś żadnych wyskoków już nie ma. Raków czy Jagiellonia to realne siły. Jeśli nie zdarzy się nic nieprzewidzianego, Pogoń czy Widzew też powinny nimi być. Na stałe, na dłużej, z potężnym zapleczem finansowym i kibicowskim. Jest dużo pieniędzy, duża konkurencja, poziom rośnie. Nie można się nie cieszyć.Reprezentacja też wstaje z kolan. Kolan, na które padła po kuriozalnym pomyśle o zatrudnieniu Michała Probierza na selekcjonera. I jeszcze bardziej kuriozalnym trwaniu przy tym pomyśle. Było i szczęśliwie minęło.Jan Urban nie jest żadnym geniuszem. Jest sympatycznym, kompetentnym człowiekiem, który nie próbuje być mądrzejszy od całego świata. To wystarczy. Przy okazji uśmiechnęło się do niego szczęście: podstawowi obrońcy zgrywają się w parze w FC Porto, Oskar Pietuszewski to dziś jeden z najgorętszych nastolatków w Europie, Kamiński wyrósł na lidera jednego z klubów Bundesligi, świetnie radzi sobie w bramce Grabara, dobry okres przeżywa Piotr Zieliński… Długo by wymieniać. Jest dobrze, a najważniejsze jest to, że nie jesteśmy już zależni od formy i kaprysów Roberta Lewandowskiego. Z tym, jak wiadomo, bywało różnie. Ewentualny awans na mundial tylko podbiłby zainteresowanie reprezentacją. Do Ameryki Północnej nie będziemy pewnie lecieć po złoto, ale wreszcie wszystko wydaje się zgadzać: forma piłkarzy, osobowość selekcjonera, rosnący poziom Ekstraklasy. Aż szkoda, że wszystko zależy od dwóch meczów… Czytaj też: Pajor strzela, Barcelona gromi. Dwa gole w Lidze Mistrzów*Tym większa szkoda, że tak trudno jeszcze nie było. Przed mundialem w Katarze graliśmy finał ze Szwecją, a w półfinale – dzięki wykluczeniu Rosjan – mieliśmy wolny los. Przed ostatnim Euro naszym półfinałowym rywalem była… Estonia, którą rozgromiliśmy 5:1. Albania to rywal z innej półki: naszej, może ciut niższej, ale na pewno bardzo wymagający.Sylvinho zbudował drużynę, której nawet najlepsi prawie nie strzelają goli. Może jednego, maksymalnie dwa. Drużynę, o której mówi się, że jeśli wyjdzie na prowadzenie jeden do zera, to już tego prowadzenia nie wypuści. Obyśmy nie mieli okazji się przekonać.Albańczycy w świetnym stylu – między innymi naszym kosztem – awansowali na Euro 2024. Na mundial też chcą i mogą: w grupie eliminacyjnej słabsi byli tylko od Anglii, co przecież nie jest żadnym wstydem. Mają piłkarzy występujących na co dzień we Włoszech, w Hiszpanii, Turcji czy Chorwacji. Niewielu z ojczyzny. Ich selekcjonerem jest Sylvinho: dwukrotny zdobywca Ligi Mistrzów jako piłkarz, który do zawodu przygotowywał się pod okiem takich mistrzów jak Arsene Wenger, Pep Guardiola czy Roberto Mancini. Wprowadził Albańczyków na inną taktyczną półkę, zachwycił zaangażowaniem i pracowitością. Na pewno będzie miał na Polaków plan. A my? Musimy grać swoje. Jakości czysto piłkarskiej jest w naszych szeregach więcej. To nasi piłkarze grają częściej w klubach, a spośród trzech najlepszych – na papierze – na boisku, w czwartkowy wieczór trzech będzie reprezentowało biało-czerwone barwy. No i gramy u siebie: na PGE Narodowym nie ma to może aż takiego znaczenia, bo jest cicho, a doping pojawia się sporadycznie, ale niewątpliwą zaletą jest uniknięcie tirańskiego piekła. Wygrać więc nie „musimy”, ale powinniśmy. Zwłaszcza, że najtrudniejsze dopiero nadejdzie: Szwedzi zatrudnili na selekcjonera Grahama Pottera, za którego niedawno grube miliony płaciła przecież Chelsea. Ściągnęli takiego fachowca, bo ich czołowi piłkarze grają w Premier League. No i dlatego, że mogą sobie na to pozwolić. Szwedzi są faworytami potyczki z Ukrainą, niewątpliwie będą też faworytami starcia z Polską. Ale jeśli pokonamy obie przeszkody, to jak nigdy wcześniej pokażemy, że jesteśmy gotowi na mundial.*Na kogo postawi Urban?Znakiem tego, że z reprezentacją jest dobrze lub bardzo dobrze, niech będzie fakt, że kibice mają przed meczem z Albanią więcej zagadek niż zwykle. Kto zagra w obronie? Pewniakami są raczej Kędziora i Bednarek, ale czy dołączy do nich Kiwior? A może Wiśniewski? Rozsądnym wyborem zdaje się ten pierwszy i to on – według dużego grona ekspertów – uzupełni formację.Z przodu dylemat: stawiać na Pietuszewskiego od początku czy nie? Zabawne to o tyle, że gdy kilka miesięcy temu ze starcia z Albanią „wypisał się” Nicola Zalewski, przekraczając limit żółtych kartek, łapaliśmy się za głowę w panice, szukając w myślach alternatywy. Alternatywa jest, szaleje w Portugalii, strzela gola za golem i ma wszystko, by przez najbliższe dwie dekady być dla kadry tym, kim byli Błaszczykowski czy Grosicki (choć on wciąż trochę jest). W bramce, to już wiemy, koniec dominacji Drągowskiego ze Skorupskim. Pierwszy gra w drużynie ze strefy spadkowej Ekstraklasy, drugi leczy kontuzję. Grabara, „jedynka” zespołu z Bundesligi po prostu musiał doczekać się swojej szansy. No więc ją dostanie. Czytaj też: Leczyli nie to kolano co trzeba. Kompromitująca wpadka lekarzy RealuPrzewidywany skład Polaków:Grabara – Kiwior, Bednarek, Kędziora – Cash, Moder – Zieliński, Skóraś, Kamiński – LewandowskiO której mecz Polska – Albania?Mecz Polska – Albania już dziś o godz. 20:45 w TVP1 i TVP Sport. Spotkanie z PGE Narodowego w Warszawie skomentują Mateusz Borek i Grzegorz Mielcarski. Jeśli wygramy, we wtorek zagramy na wyjeździe z Ukrainą lub Szwecją. Zwycięzca pojedzie na mundial. Przegrany obejrzy zmagania z domu.