Nawet 25 procent „nieskuteczności”. Spada renoma chwalonych przez lata amerykańskich pocisków manewrujących Tomahawk. Rakiety produkowane w ostatnich latach w niewielkich ilościach, wyciągane teraz często z magazynów – w wielu przypadkach zawodzą. W mediach społecznościowych coraz więcej jest zdjęć z głowicami i innymi elementami pocisków, które w Syrii, Iraku czy Nigerii nie wybuchły. O problemie amerykańskiej armii poinformował „Forbes”. Kłopot jest spory, bo jedna rakieta BGM-109 Tomahawk to koszt ok. dwóch milionów dolarów. Tylko w ostatnim czasie media publikowały zdjęcia trzech różnych Tomahawków z Syrii, które nie wybuchły. Podobny przypadek odnotowano także w Iraku – w pobliżu Kirkutu. Na początku roku kilka Tomahawków nie eksplodowało także w atakach w Nigerii. „Forbes” informuje o czterech takich przypadkach.Drogi Tomahawk oraz jego serwisowanieAmerykańscy dziennikarze pytają, co się dzieje? Tym bardziej, że nie chodzi tylko o sam wysoki koszt pocisku, ale też wydatki związane z jego „podtrzymaniem” okresu przydatności.„W marcu 2024 roku Raytheon (obecnie RTX) wygrał kontrakt na przedłużenie okresu eksploatacji magazynowanych pocisków Tomahawk. Przyznano mu 287 milionów dolarów na zapewnienie gotowości operacyjnej na dodatkowe 15 lat dla 166 pocisków. To dodatkowe 1,7 miliona dolarów na pocisk, tylko po to, aby mieć pewność, że broń w efekcie »wystrzeli« po naciśnięciu spustu. Prace miały zostać ukończone w marcu tego roku, tuż przed konfliktem z Iranem” – można przeczytać w „Forbesie”. Czytaj także: Kreml tupnął nogą i Tomahawków nie będzie. Echa rozmowy Trumpa i PutinaW konflikcie w Zatoce Perskiej, 35 lat temu, Tomahawk miał deklarowany „wskaźnik skuteczności” na poziomie 85 procent. Zdiagnozowane wówczas awarie dotyczyły wszystkich etapów „pracy” Tomahawka – od problemów przedstartowych, w której pocisk nie zostaje wyrzucony z zasobnika startowego, przez kłopoty z odpaleniem silnika, po problemy w locie, kiedy zawodzą systemy naprowadzania lub silnik, a także „awarię fazy końcowej”, w której pocisk nie detonuje. Pocisk ma możliwość „autodestrukcji”, ale prawdopodobnie ta opcja również potrafi zawodzić.Tomahawki powinny zastąpić drony LUCAS?Z nieoficjalnych informacji wynika, że obecne awarie Tomahawków pojawiają się w końcowej fazie operacji, a ich zawodność ma dochodzić nawet do 25 procent. Eksperci podkreślają, że wiele zadań załatwianych przez Tomahawki mogą teraz realizować drony szturmowe (np. LUCAS, odpowiednich irańskiego Shaheda). Nie muszą one mieć zasięgu 2000 km czy głowicy bojowej o masie 450 kg, ale ich skuteczność jest równie duża. Czytaj także: Koniec wojny albo rakiety dla Ukrainy. Trump ostrzega Putina„Forbes” zauważa, że w styczniu 2026 roku Raytheon otrzymał jeszcze większy kontrakt, tym razem o wartości 380 milionów dolarów, na „ponowną certyfikację i modernizację pocisków Tomahawk”. Marynarka Wojenna mogła po prostu zrezygnować ze starych pocisków i zamiast tego kupić około 10 000 nowych LUCAS-ów.