Dezinformacyjna prowokacja na Dolnym Śląsku. Jak informuje „Wyborcza”, mężczyzna podszywający się pod funkcjonariusza ABW rozsyłał do mediów i polityków spreparowane stenogramy, w których opisywano rzekomą siatkę pedofilską na Dolnym Śląsku z udziałem samorządowców, duchownych i nauczycieli. Śledczy ustalili, że nie ma żadnych ofiar, a cała historia została wymyślona i wykorzystana w zaplanowanej operacji dezinformacyjnej. Sprawa dotyczy działań, które – jak opisuje „Wyborcza” – miały na celu skompromitowanie konkretnych osób oraz wywołanie efektu medialnego poprzez rozpowszechnianie niezweryfikowanych materiałów. Według ustaleń śledczych były one przygotowywane i rozsyłane w sposób zaplanowany.Jak informuje „Wyborcza”, za działaniami stał Łukasz B., który przedstawiał się jako współpracownik lub funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.Istotną rolę w sprawie ma odgrywać także dolnośląski przedsiębiorca Maciej B. To u niego – według ustaleń opisywanych przez gazetę – zabezpieczono materiały związane ze sprawą.„Tajna operacja”Z ustaleń dziennika wynika, że Łukasz B. nawiązał kontakt z Maciejem B. w czasie, gdy przedsiębiorca był objęty śledztwem dotyczącym korupcji przy kontraktach odpadowych. Łukasz B. miał przedstawiać się jako osoba powiązana ze służbami i przekonywać, że uczestniczy w tajnej operacji.Według opisywanej sprawy Maciej B. podjął współpracę z Łukaszem B., która obejmowała przygotowywanie materiałów, działania medialne oraz elementy strategii komunikacyjnej. W materiałach prokuratury, o których informuje „Wyborcza”, znalazły się dokumenty wskazujące na relacje finansowe między mężczyznami, w tym umowa pożyczki.Z ustaleń „Wyborczej” wynika, że jednym z głównych celów działań Łukasza B. było skompromitowanie prezydenta Lubina Roberta Raczyńskiego oraz jednego z miejskich urzędników. To właśnie ich miały dotyczyć spreparowane stenogramy, w których pojawiały się m.in. wątki korupcyjne oraz drastyczne, niepotwierdzone zarzuty dotyczące przestępstw wobec dzieci.Śledczy ustalili, że rozmowy przypisywane samorządowcom nie miały miejsca. Nie potwierdziły ich ani billingi, ani dane z logowania telefonów, a w materiałach znajdowały się liczne błędy i rozbieżności.„Rozpracowywanie prezydenta Lubina”Jak wynika z ustaleń gazety, Łukasz B. miał również przekonywać Macieja B., że działa w ramach tajnej operacji ABW o kryptonimie „Lizbona”, która – według jego relacji – miała dotyczyć rozpracowania prezydenta Lubina oraz lokalnych powiązań biznesowo-samorządowych. Prokuratura miała jednak ustalić, że taka operacja nie była prowadzona.Sama ABW przekazała śledczym, że Łukasz B. nie był jej funkcjonariuszem ani współpracownikiem i nigdy nie był formalnie związany ze służbą.Z ustaleń „Wyborczej” wynika również, że przygotowywane materiały trafiały do ogólnopolskich redakcji. Na ich podstawie powstały publikacje m.in. w TVN i Onecie, w których opisywano rzekomą operację „Lizbona” oraz działania służb wobec samorządowców z Lubina. Materiały te wywołały szeroki oddźwięk i stały się przedmiotem publicznej debaty.„Nie ma żadnych pokrzywdzonych”Wątek dotyczący rzekomej „siatki pedofilskiej” został później nagłośniony przez portal Goniec, który opublikował fragmenty spreparowanych stenogramów wraz z nazwiskami. Opisywane w nich zdarzenia miały charakter drastyczny i sugerowały udział wielu osób, jednak – jak ustalili śledczy – nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości.Postępowanie prowadzone w tym zakresie wykazało, że nie ma żadnych pokrzywdzonych, a część osób wskazywanych w materiałach nie istnieje. Nie potwierdzono także istnienia opisywanej siatki.Śledczy ustalili ponadto, że materiały były przygotowywane i rozpowszechniane w sposób zaplanowany, a ich źródło można powiązać z Łukaszem B. Część kluczowych dowodów zabezpieczono u Macieja B.Postępowanie w wątku dotyczącym rzekomych przestępstw wobec dzieci zostało umorzone 12 lutego 2026 r. z powodu braku znamion czynu zabronionego.Czytaj też: Dzieci algorytmów. „Nie mają przyjaciół, tylko polubienia”